Co u Ciebie? - Czyli zbiorowy pamiętnik  zobacz opis świata »

Dopis 894:A dziś będzie słów mnogość o...

« poprzedni dopis
 

therine 24

Od: 31.01.2011,aktywny: dawno temu

Tekstów: 2,

Dopisów: 38,


A dziś będzie słów mnogość o postanowieniach [a że mam dzień myśleniowo rozstrzelony, to i dygresji prawdopodobnie nie zabraknie]. Przynajmniej kilka pierwszych wersów o będzie postanowieniach, bo gdzie mnie później poniesie muza, tego nie wiem ani ja ani powiedzeniowy [no bo przecież nie przysłowiowy] nikt [choć tak na mój kobieco-twórczy umysł nikt na pewno nie wie, większe szanse wiedzieć ma ktoś].

Postanowiłam pisać. Nie tak od dzwonów wielkich i niewielkich, ale codziennie. Mądrze, infantylnie, do szuflady i do podzielenia się z innymi – byle pisać. Nie uczciłam tego postanowienia wpisem w szkicowniku myśli [coś jak pamiętnik mój, tyle że to słowo nie pasuje mi do tego zeszytu-tworu, ukułam więc sobie własną nazwę, bardziej adekwatną], nie zakreśliłam w terminarzu, nie wypowiedziałam go na głos. A jednak postanowiłam. Podjęłam wyzwanie, sama przed sobą i dla siebie. I piszę. Ze zdziwieniem [bo te postanowienia dotychczasowe jakoś tak były, ale bardziej jako powód do poniżania mojej słabej silnej woli] uświadomiłam sobie, że piszę. Może nie codziennie, ale często, bardzo często. Mój śliczny zeszyt z magnetycznym zapięciem w oprawie z czerwonej ekoskóry powoli wypełnia się słowami, myślami i wielokropkami. Plik 'broken words' na moim dysku przybiera na bajtowej wadze. Moje myśli układają się coraz bardziej karnie w szykach zdań podrzędnie i nadrzędnie złożonych, a filmy wspomnień odtwarzają się z coraz mniej luźnym porządku.

Nie wiem, dlaczego akurat w tej chwili, w tym konkretnym kilometrze życia dotrzymuję danego sobie slowa. Nie wiem, to jednak nie przeszkadza mi analizować i rozmyślać. Być może w końcu zaczęłam szanować przede wszystkim siebie. Być może w końcu, po ostatnich gorzkich ale otwierających oczy wydarzeniach zdałam sobie sprawę, że dość już bawienia się w oszukiwanie samej siebie. Być może, odkąd okazało się, że nie mam na kogo liczyć [być może z jednym wyjątkiem, sytuacja jeszcze nie jest jasna], mogę naprawdę zająć się tym, czym powinnam i na co mam ochotę [bo nie mam juz powodu zmieniac dla kogoś planów, bo nie mam już wyimaginowanej siatki bezpieczeństwa]. Być może po prostu dojrzałam do dotrzymywania swoich własnych obietnic.

Postanowiłam [oprócz pisania] kilka innych rzeczy, co ogłosiłam wszem i wobec [a przynajmniej wszem na piszmy], i tych postanowień również konsekwentnie dotrzymuję. Na tyle konsekwentnie, że moja komórka w zasadzie milczy. Zdarzyło mi się już rozbeczeć, tak najzwyczajniej, bo nikt nie kocha, bo nikt nie lubi, bo mi tak smutno i źle i samotnie. Zdarzyło mi się. Ale już mi przeszło. Teraz jedynie coraz częściej przeraża mnie to, że cały ten emocjonalny rollercoaster zaczyna po mnie spływać. Zamieniam się w uczuciową kaczkę. Albo w łabędzia. Po łabędziach chyba też spływa, a łabędzie ładniejsze [a kaczki się cały czas uśmiechają i mnie przestraszają]. Tak. Emocjonalny łabądź. Czy łabędź...

To może jednak kaczka...
 
Oceń dopis: |
 

Komentarze: 0

Aby móc dodać komentarz musisz być zalogowany.