Zielony Stanik  zobacz opis świata »

Dopis 36: A ja kocham moją komórkę...

« poprzedni dopis
 

Nika 17

Od: 23.11.2006,aktywny: dawno temu

Tekstów: 3,

Dopisów: 69,


***



A ja kocham moją komórkę. Stara to już nokia, bateria nie wytrzymuje długaśnych rozmów, ale i tak nie mogę bez niej żyć. Przekonałam się o tym dobitniej w dniu, kiedy ją niemalże zgubiłam.



To było miłe popołudnie. Pojechaliśmy zrobić zakupy na grilla, potem nad Wisłę. Wygłupialiśmy się i było tak beztrosko, że aż uroczo :) Zapomniałam o bożym świecie w Jego ramionach, o telefonie więc też zapomniałam. Kiedy wróciłam do domu, byłam tak rozanielona, że nadal nie pamiętałam o niczym. Dopiero, kiedy tęsknota zaczęła doskwierać, wyruszyłam na poszukiwania telefonu. Wysypałam zawartość torebki na łóżko, ale nie było tam nokii. W kuchni także, zajrzałam do łazienki - też nic. Obejrzałam dokładnie parapet i biurko w moim pokoju, ale bez rezultatów. Przyniosłam domowy telefon i wykręciłam numer swojej komórki. Przeraziła mnie cisza w mieszkaniu. Pobiegłam po komórkę ojca i wystukałam z pamięci numer Ukochanego. Gdy odebrał, zawyłam do słuchawki:

- Kochanie, poszukaj w samochodzie mojego telefonu.

- Ale co? Nie masz go w domu? Zgubiłaś?

- Weź poszukaj, bo się martwię bardzo... Może znowu mi wypadł na siedzenie... - prosiłam dalej.

- Dobrze Mała, nie martw się, idę szukać.

Przez kolejne dwie minuty żyłam nadzieją, że faktycznie wyleciał mi w samochodzie, jednak z tyłu głowy tliła mi się myśl o tej ławce nad Wisłą...

Zabrzęczał telefon taty, odebrałam.

- Nie ma go w samochodzie, Myszko... - powiedział smutno.

- O nie! - wyrwało mi się.

- Nie martw się, pojadę zaraz nad Wisłę i tam poszukam.

- Dzięki...

Byłam już załamana zwyczajnie, ale postanowiłam spróbować jeszcze raz. Wybrałam swój numer jeszcze raz. Sygnał był. Rozłączyłam się. Nie minęła chwila, jak tatowy samsung zadźwięczał jeszcze raz. Tylko na wyświetlaczu widniał mój numer. Osłupiałam. Wcisnęłam zieloną słuchawkę.

- Halo!

- Yyy... dzień dobry... - Jakiś ciepły, męski głos.

- Jejku, ma pan mój telefon! - krzyknęłam radośnie.

- A proszę go opisać - odparł mężczyzna rezolutnie.

- Nokia, biała obudowa w czerwone i żółte wzroki, z tyłu naklejka z Kubusiem - mówiłam bez zająknięcia.

- No tak, zgadza się!

- A gdzie pan teraz jest? Jak mogę odzyskać moją komórkę?

- Czekam z rodziną pod uchem igielnym. - Padła odpowiedź.

- Zaraz tam będę.



Wybiegłam z domu tak, jak stałam. Zadzwoniłam po drodze do mojego Czarodzieja, żeby się nie martwił. Kiedy dotarłam na miejsce, podeszła do mnie mała dziewczynka i podała mi telefon, mówiąc:

- To chyba pani...



Ale miałam niesamowity fart!
 
Oceń dopis: |
 

Komentarze: 2

Brr , akcja jak z dreszczowca. Wiem jak to jest niemieć ręki ;) tzn. telefonu ^^


Pamiętam jak mi to opowiadałaś:P


A ja zgubiłam wczoraj moją, ale też miałam szczęście - w autobusie znalazła ją dziewczyna i się umówiłyśmy na mieście i mi oddała. Jednak uczciwi ludzie istnieją...


 


;*


Aby móc dodać komentarz musisz być zalogowany.