Wrzosowy jogurt miodowy według ostrężynowego, kremowego paliwąsa   zobacz opis świata »

Dopis 3:Ale skąd weźmiem szmal? Koniowąsy...

« poprzedni dopis
 

Love 83

Od: 14.02.2010,aktywny: dawno temu

Tekstów: 23,

Dopisów: 213,


-Ale skąd weźmiem szmal?- Koniowąsy podchwycił czujne spojrzenie przyjaciela.
- Nie bój żaby, wchodzimy na pełnym żywiole- oznajmił Chemik i wstąpił na schód. Po chwili obaj znaleźli się w środku.
- Uwaga na profil- szepnął Chemik taksując pacę kamery, ale Koniowąsy był zbyt pochłonięty widokiem talerza na którym spoczywał poczciwy śledź, żeby go usłyszeć. Nawet nie chciał myśleć o tym że właściciel talerza może mieć jakiekolwiek obiekcje w związku z jego niezbyt wyrafinowanym zachowaniem cechującym się zachłannością skierowaną wobec fragmętów ciała zanurzonego w oleju, które z taką łatwością przemierzały jeszcze nie tak dawno wody Bałtyku.
- Czego panowie sobie życzą?- zapytał ekspedient pochylając troskliwie czoło.
- Cebuli- warknął Koniowąsy, ale ekspedient tylko się uśmiechnął i odpowiedział głosem szczelnie opakowanym w aksamit; Cebulkę kupi pan na targowisku, które się tutaj nieopodal kręci, cebulkę, cebuleczkę, rozumiem pana doskonale, śledź jest wyzwaniem zachęcającym aż nader szanowny panie, tak, myśmy go przyrządzili specjalnie dla pana, wiedzieć panu trzeba że myśmy już od rana na pana tutaj czekali, ale śledzik tylko dla konsumenta proszę, proszę pana, proszę pana, majteczki proszę obejrzeć, zakupić i zakąszać, sto lat niech żyje żyje nam, sto lat, tak śledzik...
- Po ile te figi?- przerwał Chemik rozciągając je uważnie w powietrzu.
- Sorki Józeczku, muszę na chwilę wyjść po matiasy- kierownik wyszedł z zaplecza, pochylił się nad śledziem upewniając się że nietknięty i zapiął bluzę. Po chwili usłyszeli delikatne, lecz jakże w swej delikatności również pikantne, słodkie dzyń dzyń dzwoneczka zawieszonego nad drzwiami.
Ekspedient wymienił kwotę i uniósł wysoko natchniony nos, wciągnął delikatnie powietrze i pozwolił mu w sposób jeszcze bardziej delikatny opuścić utlenione powłoki zdumiewająco witalnego ciała. Po prostu róż.
- O Majls- jęknął Koniowłosy, - pan panie jest normalnie, nieobyczajnie szczęśliwy?- zdumiał się odnosząc sukces w dedukcji.
"Universum"- przeczytał Chemik na głos- Czy to jest najlepsza firma na tej planecie?- zapytał, ale nie otrzymał odpowiedzi od razu, bowiem w kołowym cyklu oddechowym pojawiła się nowa uważność, nie tylko na klientelę i nie tylko na istotę własnego oddechu, ekspedient skierował wzrok w stronę telewizorka gdzie powinien wyświetlać się przekaz ze sklepowego wnętrza, tymczasem...
- Pytałem się o coś proszę pana- zdumiał się Chemik na widok psa na ekranie.
- Ciiii, znowu jadą....- szepnął ekspedient i rozsiadł się na kanapie.
- Podajcie mi fistaszki- wykonał jeszcze dłonią ruch w powietrzu i skupił się na obrazie.
Koniowąsy nie zastanawiając się długo dobył fistaszkowego raju pod postacią dużego, wypchanego orzechami opakowania i dosiadł się.
- To ten odcinek w którym Gustlik idzie po zupę...
- Uhm...
Chemik położył majtki na ladzie i przymierzył zgrabny kaszkiecik. Potem sięgnął po szpanerski kapelusik i już wiedział że to jest to.
- Uważaj Janek, tam jest snajper!- syknął Koniowąsy.
- Spokojnie, od czego jest Szarik- powiedział ekspedient chrupiąc orzecha za orzechem, sypiąc łuski na podłogę.
- Nic jej nie będzie, zuch dziewczyna, Wichura ją zaraz zawiezie na opatrunek...a zresztą, przecież to tylko film, w prawdziwym życiu Marusia by się nie dała postrzelić- pocieszali się.
- Co takie gęste?- zdziwił się Grigorij.
- Jak ci się nie podoba to sobie sam ugotuj!
- Spokojnie chłopcy, musimy dzisiaj jeszcze ostrzelać NRD- uspokajał Olgierd.
Nagle przez las z pieśnią na ustach przybiegła w podskokach Marusia.
- Już wszystko w porządku, to tylko zapach prochu co nieco mnie odurzył, Janku, muszę ci coś powiedzieć na osobności.
- Co takiego- obruszył się Janek czekając na psa.
- W szpitalu mi powiedzieli że jestem w ciąży, będziemy mieli dziecko.
- Co? - zdumiał się Janek, ale zaraz się opanował; - Kochanie, przecież wiesz że musimy zdobyć Berlin, choćby to nas miało kosztować nowy czołg.
- Damy mu na imię Władek, pamiętasz?...jak zdobywaliśmy Władysławowo?- uśmiechnęła się skacząc wokół drzewa jak kozica.
- Ale się nazdobywali, wystrzelili dwa razy a orderów worek, i gdzie ja teraz będę trzymał harmoszkę?- zastanawiał się Grigorij który postanowił coś sobie jeszcze dopisać w cv, więc się nauczył grać.
- Halo, halo, tu mówi Lidka, Janek, Janek, odezwij się, czekam na ciebie, ofensywa za pasem a moja broszka w potrzebie, hihihihi
- Uspokójcie się tam, to nie jest zabawa- usłyszeli skrzek pułkownika który od czasu zdobycia browaru już trzeci raz zmieniał kompres.
- Ja tam nic nie wiem, nosza zupa i ładuja lufa- uniósł się Gustlik na widok psa.
- No jak tam załoga, widzę że wszyscy w doskonałych humorach, to dobrze, o Marusia, daj pyska- łasił się Szarik.
- Szariczku, Szariczku, a co ty tam masz?- sięgnął do jego obroży dowódca, po czym wyjął przywiązaną do niej olbrzymich rozmiarów perłę, cud morza.
- Tu jest coś jeszcze napisane- odezwał się Janek i przeliterował;
t
his
is L O V E,
ciszę, która nastąpiła przerywały tylko odległe fajerwerki i odgłosy tysiąca pięciuset trzydziestu pięciu kukułek, które stanowiły doborowy, doskonały, leśny chór pod którym uginały się gałęzie.
 
Oceń dopis: |
 

Komentarze: 0

Aby móc dodać komentarz musisz być zalogowany.