Go zabić!  zobacz opis świata »

Dopis 44:Alkoholi żadnych oczywiście nie miałam...

« poprzedni dopis
 
Alkoholi żadnych oczywiście nie miałam, toteż plan upicia mojego Ofiara spalił na panewce. Na szczęście Łukasz nie pożądał napoju z procentami, na moją propozycję zaserwowania czegoś do picia poprosił o wodę mineralną, bądź sok owocowy. Dysponowałam jednym i drugim, poczęstowałam zatem Ofiara sokiem z grejpfrutów. Przy okazji przeszłam do realizacji wymyślonego na gorąco planu B. Otóż posiadałam przy sobie rewelacyjny środek nasenny, nie powodujący skutków ubocznych, działający w zasadzie tylko na samo zaśnięcie. Potem człowiek spał już własnym sumptem, niejako z rozpędu, za to dość twardym snem. Rozumie się, że potraktowałam owym środkiem mojego Ofiara. Zadziałał idealnie, a nawet trochę za szybko, wskutek czego nader interesująco rozwijające się spotkanie zostało zakończone, zanim zdołało nabrać rumieńców.

Kurcgalopkiem udałam się do łazienki, zmieniłam suknię na przygotowane zawczasu bojówki (wreszcie się na coś przydadzą) i czarny golf, buty oczywiście zostały bez zmian, po czym, opuściwszy lokal przez okno i schody pożarowe, ruszyłam do Warthona celem realizacji planu głównego. W roli śmiercionośnego narzędzia miał wystąpić wazonik z lanego szkła.

Droga nie była daleka, a dzięki nieocenionej pomocy Pauliny znałam nie tylko adres, ale i numer pokoju, który wynajęli Niewierny wraz z Niewiastą.

Na tyły hotelu dostałam się bez trudu i, co ważniejsze, niezauważona przez nikogo. Do środka weszłam wejściem dla dostawców, po czym natychmiast skorzystałam ze schodów ewakuacyjnych. W tempie zdecydowanie rewolucyjnym dotarłam na drugie piętro (a dla miejscowych trzecie) i kiedy już miałam wyśliznąć się na korytarz, zastopowały mnie dźwięki dobiegające zza drugiej strony drzwi. Gdzieś blisko grzmiała potężna awantura. Przemknęłam pod ścianą, na paluszkach, zastanawiając się, jak, u licha, wejdę do pokoju Niewiernego. Problem rozwiązał się jednak sam, drzwi do numeru 325 były uchylone, sam zaś pokój pusty niby portfel przed wypłatą.

Na usta poczęły mi się pchać budowlane słowa, stłamsiłam je jakoś i postanowiłam wyjść zwyczajnie, jak człowiek. Ruszyłam zatem do windy. No i zaraz za zakrętem korytarza natknęłam się na ową awanturę.

 
Oceń dopis: |
 

Komentarze: 1

Ale sie zsynchronizowaliśmy. Dopisek dodałam chyba kilka minut po Tobie i mój juz trzeba było usunac. No nic. Dopiszę się póżniej. A wpis jak zwykle świetny. Zostawiam punkta. ;]

Aby móc dodać komentarz musisz być zalogowany.