Guwernantka  zobacz opis świata »

Dopis 1: Anna szła żwirową dróżką...

 

Pudelko 438

Od: 12.01.2008,aktywny: dawno temu

Tekstów: 32,

Dopisów: 1265,


***

Anna szła żwirową dróżką, która prowadziła prosto do dużego, jasnego i zadbanego dworku. Wzdłuż ścieżki rosły niskie choinki i kolorowe kwiaty. Pachniało świeżością i wiosennym ożywieniem. Kobieta trzymała kurczowo brązową torebkę, bo oto miała dostać swoją pierwszą pracę. Stanęła przed lśniącymi drzwiami z dużą, złotą kołatką w kształcie lwa. Zastukała mocno, spokojnie i szybko.

- Tak? – pulchna postać służącej wzbudzała zaufanie i przyjaźń.

- Jestem Anna Clamirce, byłam umówiona…

- Nowa guwernantka? Poprzednia wytrzymała tylko tydzień, zapraszam – pulchne usta uśmiechnęły się do Anny. Dziewczyna ostrożnie przeszła przez próg, czując, że serce wali jej coraz mocniej. Chciała już porozmawiać z panem domu, co i jak, ale jednocześnie bała się tej rozmowy. Ruszyła za kobietą, patrząc uważnie pod nogi. Nie zauważyła bogatego i gustownie urządzonego wnętrza, widziała tylko dywan, który był krwiście czerwony. Przez sekundę wydawało jej się, że podjęła złą decyzję, że powinna sprostać wymaganiom ojca i poślubić tego grubego, przypominającego słonia lorda Harrego.

- To tutaj, szczęścia życzę – kobieta posłusznie zostawiała oszołomioną Annę przed drewnianymi drzwiami.

- Raz się żyje… - mruknęła do siebie i zapukała. „ Proszę” – trafiło do jej uszu natychmiast. Otworzyła drzwi, a jej oczom ukazał się sam właściciel domu. Siedział w fotelu, palił cygaro, a jego małe oczy patrzyły intensywnie na nią. Nie wiedziała, że przed chwilą oglądał ją sobie przez okno i że już zdecydował o jej losie. Usiadła na fotelu i uśmiechnęła się.

- Słucham.

Proste polecenie, jedno słowo wypowiedziane bez wyrazu, bez emocji. Słucham. Dziewczyna wzięła głęboki oddech i zaczęła sprzedawać swoje zalety i umiejętności. Francuski, literatura, podstawy matematyki, przyrody… Czuła się niezręcznie, bo była skromna i nie lubiła się chwalić swoimi osiągnięciami. Mężczyzna wolno zaciągał się cygarem i tylko kiwał głową. Kiedy skończyła podniósł się lekko na fotelu, potem znów usiadł i podrapał się na siwej czuprynie.

- Dlaczego pani?

- Dzieci. Słyszałam, że ma pan urocze, chciałabym się o tym przekonać – odważyła się uśmiechnąć leciutko.

- Pani pokój jest gotowy, zaczyna pani od jutra.

- Dziękuję…

- Dowidzenia.

Anna wyszła cicho z gabinetu, jednak gdy tylko zamknęła drzwi zaczęła skakać i nucić pod nosem, roześmiała się i klasnęła w dłonie. Ze szczęścia.

- Co pani robi? – kiedy robiła kolejny piruet padło to proste pytanie, które ją przeraziło. Mały chłopiec stał obok niej i wpatrywał się w jej sukienkę dużymi oczami.
 
1
Oceń dopis: |
 

Komentarze: 3

O jaaaaa... To już przegięłaś na całej linii...


Czy mnie oczy nie mylą, czy w drodze odwetu za to, że Cię wywaliłyśmy z Nieokiełznanej rozkoszy stworzyłaś własne opowiadanie dziejące się w XIX-nej Anglii?


A w dodatku, całkiem przypadkowo pojawia się tam postać pana Jamesa?(zabrakło wyobraźni żeby wymysleć inne imię?) I historia miłosna jako główny wątek? No, to jeszcze Ci brakuje pary gejów i bez skrupółów możemy posądzić Cię o PLAGIAT. Wiesz co znaczy to słowo chociaż?


Pierwszy wpis żałosny i naiwny, ale nie lubię stawiać minusów.


Nikt mnie nie wywalił z Nieokiełznanej Rozkoszy, sama powiedziałam, że nie daję rady.


Cóż z tego, że opowiadanie dzieje się w XIX wiecznej Anglii? James imię takie samo jak każde inne, wydawało mi się najbardziej angielskie i tyle.


"I historia miłosna jako główny wątek?" - może cię zdziwi, ale tak to bywa w romansach, że historia miłosna jest głównym wątkiem.


Wiem co znaczy słowo plagiat.


"Pierwszy wpis żałosny i naiwny," - takie wpisy też musi ktoś pisać.


Nie wiem, czy piszecie na serio, czy żartujecie, ale w każdym razie motyw opowiadania mi się podoba. Ciekawe może być :)


Aby móc dodać komentarz musisz być zalogowany.