Ashton skinął tylko głową, nie protestując. Tego mu było trzeba, odrobiny spokoju. Czasu, aby przemyśleć wszystko, co się zdarzyło. Aby znaleźć choć cień logiki w tym chaosie chwil, zdarzeń.
Powrócił do wydarzeń sprzed dnia. Do fali, która uderzyła wieczorem w jego łódź. Do momentu, kiedy wszedł do kabiny i stwierdził, że wszystkie przyrządy miernicze zwariowały. Przypominał sobie z jaką bezradnością patrzył na kompas, którego wskazówka obracała się szalenie wokół osi. Elektroniczne mierniki równie szybko zmieniały swe wskazania. Wtedy nadeszła fala, która wszystko zabrała. Całe jego dotychczasowe życie. Ashton odruchowo sięgnął do kieszeni spodni, pragnąc ujrzeć zdjęcie swej córki – Susie. Przypomniał jednak sobie, że jego ubranie zostało rozcięte podczas leczenia i zapewne wyrzucone. Miał na sobie tylko przepaskę ze skóry jakiegoś długowłosego zwierzęcia. Nie potrzebował dodatkowej odzieży, z powodu wysokiej temperatury powietrza, panującej w tym dziwnym miejscu.
Mężczyzna umosił się na sianie, rozrzuconym w kącie celi. Ogarniała go senność, kiedy przypominał sobie długą rozmowę z Vegettą, tłumaczącą mu zachowania panujące w tym miejscu, a które go nurtowały i wydawały mu się niezrozumiałe. Była ona niezmiernie tajemniczą kobietą. Pamiętał, kiedy kładła mu dłonie na skroniach. Czuł wtedy mocne mrowienie i poczucie swoistego ssania. Zapewne, jak sugerowała Kakarotta, czytała w jego myślach. Potem kobieta stwierdziła jedynie, że Ashton nie posiada przydatnej dla niej wiedzy. Tym właśnie był w tym szalonym świecie. Nieprzydatnym zwierzęciem, które ma zapłodnić Królową Matkę i zostać zjedzonym.
– Może uda mi się stąd uciec? W końcu dopiero trwają przygotowania do Obrzędu, mam jeszcze czas – zastanawiał się, po czym zaśmiał się z absurdalności swoich przemyśleń. – A cóż, jeśli to wszystko jest jedynie snem? Wymysłem mojej chorej wyobraźni?
Ashton westchnął głośno i pogrążył się we śnie.
Powrócił do wydarzeń sprzed dnia. Do fali, która uderzyła wieczorem w jego łódź. Do momentu, kiedy wszedł do kabiny i stwierdził, że wszystkie przyrządy miernicze zwariowały. Przypominał sobie z jaką bezradnością patrzył na kompas, którego wskazówka obracała się szalenie wokół osi. Elektroniczne mierniki równie szybko zmieniały swe wskazania. Wtedy nadeszła fala, która wszystko zabrała. Całe jego dotychczasowe życie. Ashton odruchowo sięgnął do kieszeni spodni, pragnąc ujrzeć zdjęcie swej córki – Susie. Przypomniał jednak sobie, że jego ubranie zostało rozcięte podczas leczenia i zapewne wyrzucone. Miał na sobie tylko przepaskę ze skóry jakiegoś długowłosego zwierzęcia. Nie potrzebował dodatkowej odzieży, z powodu wysokiej temperatury powietrza, panującej w tym dziwnym miejscu.
Mężczyzna umosił się na sianie, rozrzuconym w kącie celi. Ogarniała go senność, kiedy przypominał sobie długą rozmowę z Vegettą, tłumaczącą mu zachowania panujące w tym miejscu, a które go nurtowały i wydawały mu się niezrozumiałe. Była ona niezmiernie tajemniczą kobietą. Pamiętał, kiedy kładła mu dłonie na skroniach. Czuł wtedy mocne mrowienie i poczucie swoistego ssania. Zapewne, jak sugerowała Kakarotta, czytała w jego myślach. Potem kobieta stwierdziła jedynie, że Ashton nie posiada przydatnej dla niej wiedzy. Tym właśnie był w tym szalonym świecie. Nieprzydatnym zwierzęciem, które ma zapłodnić Królową Matkę i zostać zjedzonym.
– Może uda mi się stąd uciec? W końcu dopiero trwają przygotowania do Obrzędu, mam jeszcze czas – zastanawiał się, po czym zaśmiał się z absurdalności swoich przemyśleń. – A cóż, jeśli to wszystko jest jedynie snem? Wymysłem mojej chorej wyobraźni?
Ashton westchnął głośno i pogrążył się we śnie.


