PRZECIEKI Z TEKI AMBASADORA JOHNA KAWY  zobacz opis świata »

Dopis 17:BARSZCZ Z USZKAMI Niebo przypominało dom mody...

« poprzedni dopis
 

Love 83

Od: 14.02.2010,aktywny: dawno temu

Tekstów: 23,

Dopisów: 213,


Chmury były gęste jak jedwab, ale nie zanosiło się na deszcz. Kolory mieszały się w powietrzu wnikając w przestrzeń, aż największy leśny kosmopolita- pan Sowa, otwarł oczy i pokręcił głową.
- Aloha!- puściły mu "strzałkę" w locie, okrążyły okazały dąb i rozsiadły się na gałęzi.
- Ja dalej nie idę- odezwało się czerwone światełko.
- Przecież musimy jej jakoś pomóc- zadecydowało fioletowe, które tak samo jak robaczek świętojański wiedziało dobrze co się święci.
- Znowu to samo, uparte jesteś jak osioł. Przecież zabawa tak naprawdę się dopiero zaczyna!- krzyknął robaczek i skoczył w dal.
- Co on wyprawia?- zdumiało się czerwone.
- Też chciałobym wiedzieć- powiedziało fioletowe i wychyliło się.

Wszyscy zachowywali się tak, jak gdyby nic się nie stało. Emma pokonywała schody. Cezary zanurzony był w stercie papierzysk, notował coś pilnie w kajecie, ale na widok kamerdynera w białej koszuli podniósł się i stanął w drzwiach.
Rozmawiali ze sobą przez kilka minut, Emma czuła że pokonuje w sobie jakiś próg. Ale nie potrafiła tak od razu wszystkiego powiedzieć. W końcu obróciła się na pięcie i wyszła trzaskając drzwiami.
Cezary usiadł na krześle, czerwona laska którą dzierżył w dłoni była jedynym świadkiem jego westchnienia. Wyjrzał przez okno.
W ogrodzie, pod okazałym drzewem leżała Sabina i opalała się. Niemal nagie ciało odcinało się od śnieżnej bieli kąpielowego ręcznika. Nogi opierała o krzesło, z daleka połyskiwały jej złote pantofle przeplatane błękitnymi sznurowadłami. W pobliżu zaparkowano Phantoma. Bagażnik auta był otwarty i wyciągano z niego jakieś przedmioty.

Gustaw dokończył cygaro, rzucił na ziemię to co z niego zostało i ruszył w kierunku samochodu. Jego meksykańscy przyjaciele wyciągali z bagażnika walizkę. Wkrótce znalazły się obok niej także inne pakunki, które powiązano w juki i poniesiono w głąb lasu.
Cienie robiły się coraz dłuższe. Spętana jak nicią pajęczą Monika siedziała pod drzewem. W pewnym momencie "Zapattas" wyciągnęli na środek polany dziwną, groźnie wyglądającą machinę, której dostarczono energii poprzez skomplikowany agregat. Okazało się jednak że służy ona do produkcji popcornu, była to ich pora na lunch.
Powietrze falowało. Monika modliła się by ustał skwar. Nagle ujrzała przed sobą jakieś światełko, które wykonywało w powietrzu dziwne ewolucje. Zataczało koła, potem wyleciało jak z procy niemal pionowo do góry i zniknęło w koronie drzew.

(Między lustrami jest kryształ. Kryształ dwunastoboczny, czyta z luster. W każdym wcieleniu mamy inne predyspozycje. Inne widzenie siebie. W zależności od tego widzenia podejmuje się różne działania. Co innego może nas interesować. Istnieją wiodące tematy. Wszystko, cechy duszy zostały temu podporządkowane. Pozytywne lustra tworzyli Mistrzowie pozytywnego życia)

- Na ziemię szelmy, bo rozwalę waszą intergalaktyczną walizkę!- rzuciła w stronę rewolucjonistów, którym wydłużyły się twarze jakby ich namalował El Greco.
Szarpnęła za walizę, pchnęła przed siebie obraz nr.0530, wskoczyła na schody i zatrzasnęła za sobą drzwi.
 
Oceń dopis: |
 

Komentarze: 4

Jednak nie jest to opowieść z ogrodowej altany.

Taak, trawię, trawię i przeżuwam - jak będę miała papkę - to powiem co wydumałam :)
ale złe nie jest - może dalej się wyjaśni? o-o

Co do balsamu, polecam oliwkę z rumiankiem. Wpadnij kiedyś do mnie do Sosnowca na masaż:-)

czy ja jesten w stanie czegoś ci odmówić? ale najprzyjemniejsze są niespodzianki... :)

Aby móc dodać komentarz musisz być zalogowany.