Inspiracje obrazkowe  zobacz opis świata »

Dopis 281:Bezimienny usiadł na starym pniaku ,...

« poprzedni dopis
 

Aletheia 112

Od: bardzo dawna,aktywny: dawno temu

Tekstów: 0,

Dopisów: 188,


Do ilustracji z ostatniego wpisu -> http://Inkthinker.deviantart.com/art/Portrait-of-an-Unnamed-Dwarf-26917374


Bezimienny usiadł na starym pniaku, ocierając spocone czoło. Zwrócił swe oczy ku zachodzącemu właśnie słońcu i zadumał się. Bezwiednie strzepnął drewniane wióry ze swojego olbrzymiego brzuszyska, po czym przetarł do czysta siekierę. Miał ją naostrzyć wczoraj. Znów zapomniał. Powolnym ruchem wyjął z kieszeni swych spodni koloru khaki, fajkę. Fajkę będącą jedyną pamiątką po jego rodzicach. Nabił ją pośpiesznie, miło pachnącym tytoniem. Zapalił. Zakasłał donośnie, zaciągając się. O tak. Nie ma nic lepszego, niż dobry tytoń z ziem, które niegdyś były mu domem. Niegdyś, bo już nikt nie pamiętał czasów, kiedy po ziemi stąpały krasnoludy. Nikt nie pamiętał tego wesołego, cieszącego się życiem ludu, zamieszkującego bagniska i polany leśne. Kochającego hulanki, zabawy i beztroskę. Nikt ich nie pamiętał. Cudownych kobiet krasnoludzkich, które w dłoniach potrafiły kruszyć kości, a których uroda nie miała sobie równych. Ich ognistych włosów koloru świeżo uwarzonego piwa, zawadiackiego, acz kuszącego uśmiechu, biustu, przypominającego dwa dojrzałe melony, falujące pod ich koszulami. To było życie! Bezimienny przypominał sobie noce spędzone przy ogniu, obracając dzika, piekącego się pysznie na ruszcie, szykowanego na ceremonię nadania mu imienia, do której nigdy nie doszło. Pamiętał towarzyszy śpiewających wesołe melodie, dyskutujących, kto więcej dorodnego zwierza pochwycił podczas ostatniego polowania. Wspominał dziewczęta, opowiadające mu przedziwne historie, o tym co będzie, gdy stanie się wreszcie dorosły. Te dni wydawały się Bezimiennemu jak wyśnione. Gdyby wtedy potrafił doceniać je jak dziś, cieszyć się każdą chwilą, każdym gestem, każdym szumem wiatru… może wtedy nie tęskniłby za nimi tak bardzo…
Pogodny dym fajki uniósł się ku górze. Bezimienny ogarnął wzrokiem swoją starą chatę, górę drewna, które dziś narąbał, rozrzuconego w bezwładzie, wśród chaszczy traw, nie strzyżonych najpewniej nigdy. Wstał, lekko utykając, by pozbierać drewno. Chciał zdążyć zanieść je do drewutni przed zmrokiem, gdyż niebo zwiastowało nocne opady. To było jego życie. Spokoje trwanie w chatynce na skraju lasu. Praca drwala w pobliskiej wsi, gdzie uchodził po prostu za niskiego człowieka-karła. Oto, do czego przywykł.
Czasem tylko, gdy jakiś podróżny czy dziecko zabłąkało się w te strony, opowiadał im o wielkiej wojnie między krasnoludami a ludźmi. Ludźmi, którzy bezlitośnie wyplenili jego ród z ojczyzny, którzy mordowali i zniewalali niewinne rodziny krasnoludzie, sami przybyli w poszukiwaniu żółtego kruszcu, ukrytego w głębi ziemi, oślepieni chciwością i nienawiścią. Bezimienny wiedział, że mimo, iż nikt mu nigdy nie przerywał gawędy, nie negował jego słów, żaden z przybyszy nie wierzył w te historie. Traktował je jak baśniowe urojenia, zrodzone w głowie karła. Być może sam krasnolud powoli przestawał już w nie wierzyć. Minęło w końcu tyle czasu. Całe stulecia…

***
http://www.freespiritart.com/images/golden-reflections.jpg
 
Oceń dopis: |
 

Komentarze: 2

...Te dni wydawały się Bezimiennemu jak wyśnione, gdyby wtedy potrafił docenić je tak jak dziś, cieszyć się każdą chwilą, każdym gestem, każdym szumem wiatru...
Wzruszyłem się, masz talent jak nie wiem co.

Waaa! Dziękuję za miłe słowa, Love:)

Aby móc dodać komentarz musisz być zalogowany.