W gruzach  zobacz opis świata »

Dopis 2:„Boże! Co ja zrobiłam? Dlaczego ich...

« poprzedni dopis
 

Keen_Student 190

Od: 05.03.2009,aktywny: dawno temu

Tekstów: 17,

Dopisów: 404,


„Boże! Co ja zrobiłam? Dlaczego ich zostawiłam? Może gdybym tu została, udałoby mi się ich ostrzec? A może zginęłabym z nimi?” – Emilia obwiniała się w myślach za wszystko. Uważała, że to przez nią jej rodzice zginęli.

Weszła do ruin budynku. Właściwie, to nie były już nawet ruiny, lecz same gruzy i zwęglone szczątki sprzętów domowych. Pozostała jedynie jedna ściana. Emilii przypomniało się, jak kiedyś, gdy była małą dziewczynką, co roku przy tej właśnie ścianie stała choinka.

Wigilia. Cała rodzina siedziała przy stole, przykrytym białym obrusem. Na okrągłym stole stoi tradycyjnie dwanaście potraw. Nakrycia przygotowane są dla czterech osób. Na reprezentacyjnym miejscu siedzi mężczyzna ubrany w jasną koszulę. Wygląda na lat około czterdziestu. Jest szczupły, cerę ma ziemistą. Od razu widać, że wiele w życiu przeszedł. Po jego prawej stronie siedzi kobieta. Około trzydziestu pięciu lat. Ma długie, falowane, kasztanowe włosy. Ubrana jest w zieloną, odświętną sukienkę. Wydatny brzuszek świadczy, że jest już w zaawansowanej ciąży. Przy oknie stoi mała dziewczynka, ubrana w czerwoną sukieneczkę w białe kropki. Choć mogła mieć zaledwie kilka lat, posiada długie, gęste, kruczoczarne włosy, które delikatnie opadają na jej ramiona.

- Mamusiu, tatusiu! – woła uradowana dziewczynka. – Jest, jest pierwsza gwiazdka!

- Chodź córeczko. Teraz pomodlimy się i połamiemy opłatkiem. – Uśmiechnęła się mama.

Dorośli powstali, a dziewczynka podbiegła prędko do stołu. Mama rozpoczęła modlitwę. Odczytano fragment Ewangelii według świętego Łukasza, a następnie odmówiono „Ojcze nasz” i odśpiewano kolędę. „Wśród nocnej ciszy, głos się rozchodzi...”.

Emilia widziała te wspomnienia jakby przez mgłę. Tak odległe, tak szczęśliwe. Wtedy była posłuszna rodzicom. Kto pomyślałby wtedy, że będzie ona gotowa opuścić rodziców i brata.

Emilia usiadła na zielonej ławce, stojącej za domem, której widocznie płomienie nie sięgnęły, gdyż nie było na niej widać oznak po pożarze. Po policzkach dziewczyny spłynęły łzy, które usuwały ze skóry pył, rzeźbiąc na niej jasne rysy. Emilia ukryła swą twarz w dłoniach. Nie była w stanie nic zrobić. Wreszcie zasnęła.



- Emilka!? Emilka!? – dziewczynę obudził znajomy głos pani Masłowskiej.

Emilia otworzyła oczy. Na dworze było jasno. Na trawie widoczne były krople rosy.

- To już poranek? – zapytała dziewczyna.

- Tak. Dziecko, ty tutaj spałaś? – zapytała z troską Masłowska.

- Tak. Chyba tak. – odpowiedziała niemrawo Emilia.

- Choć do mnie do domu. Zrobię ci coś do jedzenia. – zaproponowała uprzejmie kobieta.

- Nie, pani Masłowska. Nie trzeba. Nie chcę sprawiać pani kłopotu.

- To żaden kłopot moja droga – odpowiedziała Masłowska, starając się na uśmiech.

Kobieta wzięła dziewczynę pod ramię i poprowadziła do swojego domu. Kazała następnie usiąść Emilii w kuchni i chwilę na siebie poczekać.

Masłowska była szczerą, dobrą kobietą. Odkąd Emilia sięgała pamięcią, sąsiadka zawsze dobrze żyła z jej rodzicami i była pomocna słowem i uczynkiem. Jej mąż umarł, a jedyny syn pracował w Stanach. Przyjeżdżał tylko na święta Bożego Narodzenia, ale swą matkę wspierał finansowo. Biedulka sama by sobie nie poradziła. Sprzedała ziemię, gdyż nie była sama w stanie dobrze nią zagospodarować. Miała tylko ten dom i małą oborę, w której trzymała kilka świń i krowę.

Gdy kobieta wróciła niosła ze sobą bańkę mleka.

- Poczekaj chwilkę, tylko odcedzę. – Uśmiechnęła się do dziewczyny.

Śniadanie było przepyszne. Świeży, wiejski chleb z masłem i szklanka ciepłego mleka. Może nie był to królewski posiłek, jednak miał w sobie swój urok. Sentymenty i wspomnienia.

Gdy Emilia już się najadła, zrobiło jej się lżej, jednak na krótko. Już po chwili przypomniało się jej całe zdarzenie.

- Pani Masłowska? – zapytała po chwili. – Może pani pójść ze mną na cmentarz na grób... – dziewczyna przerwała.

Wybuchnęła głośnym płaczem. Starsza kobieta podeszła do niej i pogłaskała ją swoją szorstką, spracowaną ręką po policzku.

- Już dobrze moje dziecko – uspakajała drżącym głosem. – Już dobrze...
 
Oceń dopis: |
 

Komentarze: 1

Świetny dopis, jednak mam parę zastrzeżeń... Po pierwsze, we wspomnieniu Wigilii, raz pisałeś w czasie teraźniejszym, raz w czasie przesżłym. Po drugie, niech ta Emilia tak często nie płacze ;], po trzecie, nie używaj wyrażeń ,,Emilka". W dialogu, owszem, ale w narracji nie. To dorosła kobieta, nie mała dziewczynka. No i tak to chyba wszystko dobrze :)


Aby móc dodać komentarz musisz być zalogowany.