- Boże... Najdroższy Boże... - szeptała Miriam. - Czy... on nie... żyje?
Hejmbrill leżał na ziemi z rozłożonymi ramionami i rozkraczonymi nogami. Oczy miał otwarte, ale w ich głębi nic więcej się nie kryło prócz pustki. Trzymał szczątki swojego miecza w ręku; druga jego połowa leżała kilka metrów dalej. Nad nim stali członkowie Kręgu Magii.
- Nie - powiedział Almarin. - Żyje... on tylko tak wygląda, ale żyje. - Trzymał rękę na szyi nieprzytomnego.
Nagle usłyszeli ciche charczenie. Wydobywało się z ledwo rochylonych ust Hejmbrilla.
- Szybko! - syknął Almarin. Cała piątka oddaliła się jak najszybciej od tego miejsca.
- Musimy udać się do Yliamah - rzekł czarodziej chwilę później, kiedy teleportowali się do innego miejsca. - To taka osada, zamieszkiwana przez kenderów... i zresztą jedyna na świecie. Być może tam znajdziemy tego karła, bo każdy kender zawsze wraca do swojej wioski, bez względu na to, czy jest... powiedzmy... w stanie wojny... lub kompletnie zniszczona.
- Ale jak ją znajdziemy? - zapytał Kalijon. Podczas walki został zraniony w ramię i nie mógł teraz posługiwać się mieczem.
- Wiem, gdzi jest. Nie martw się, kenderzy nie przenoszą swoich domów.
Ktoś z nich się zaśmiał, ale był to nikły śmiech. Wszyscy odczuwali skutki walki, byli przerażeni tym, co się stało. Hejmbrill miał być przecież również członkiem Kręgu Białej Magii, a stał się zdrajcą. A teraz było jeszcze gorzej. Na pewno nie poprzestanie na poszukiwaniach.
Hejmbrill leżał na ziemi z rozłożonymi ramionami i rozkraczonymi nogami. Oczy miał otwarte, ale w ich głębi nic więcej się nie kryło prócz pustki. Trzymał szczątki swojego miecza w ręku; druga jego połowa leżała kilka metrów dalej. Nad nim stali członkowie Kręgu Magii.
- Nie - powiedział Almarin. - Żyje... on tylko tak wygląda, ale żyje. - Trzymał rękę na szyi nieprzytomnego.
Nagle usłyszeli ciche charczenie. Wydobywało się z ledwo rochylonych ust Hejmbrilla.
- Szybko! - syknął Almarin. Cała piątka oddaliła się jak najszybciej od tego miejsca.
- Musimy udać się do Yliamah - rzekł czarodziej chwilę później, kiedy teleportowali się do innego miejsca. - To taka osada, zamieszkiwana przez kenderów... i zresztą jedyna na świecie. Być może tam znajdziemy tego karła, bo każdy kender zawsze wraca do swojej wioski, bez względu na to, czy jest... powiedzmy... w stanie wojny... lub kompletnie zniszczona.
- Ale jak ją znajdziemy? - zapytał Kalijon. Podczas walki został zraniony w ramię i nie mógł teraz posługiwać się mieczem.
- Wiem, gdzi jest. Nie martw się, kenderzy nie przenoszą swoich domów.
Ktoś z nich się zaśmiał, ale był to nikły śmiech. Wszyscy odczuwali skutki walki, byli przerażeni tym, co się stało. Hejmbrill miał być przecież również członkiem Kręgu Białej Magii, a stał się zdrajcą. A teraz było jeszcze gorzej. Na pewno nie poprzestanie na poszukiwaniach.


