spoglądam przerażony,
na zegarku po północy.
Pot cieknie mi z czoła,
serce w łomocze w piersi,
stoję na rozdrożu,
nie wiedząc, co robić.
We śnie dościgły mnie,
wszystkie dnia trudności,
kłótnie, swary, zwady,
wraz z niepowodzeniami.
Trują mi przyszłe chwile,
niszczą spoczynek,
straszne w ucho szepczą rzeczy.
Stres z lubością nas pożera,
nienasycony Mały Głód,
w swym łaknieniu żeruje,
na każdej ludzkiej niepewności.
Gdyby tak tylko istniał,
Taki plaster antystresowy,
inny niż procentowe wody...
***
Niekorzystna koniunkcja planet


