Krótka historia  zobacz opis świata »

Dopis 42:„By cofnąć przyszłość . . .” Budzę...

« poprzedni dopis
 

Windell 47

Od: 23.02.2007,aktywny: dawno temu

Tekstów: 0,

Dopisów: 34,


„By cofnąć przyszłość...”



Budzę się jak co dzień, ledwo przytomny. Przestałem patrzeć na zegary w domu. Wiem dokładnie, która jest godzina, wiem dokładnie ile zajmie mi mycie się. Wiem jaka będzie pogoda, chociaż nie odsłaniam kotar. Wiem, bo właśnie o tym śniłem...

Sny pojawiły się jakieś trzy, może cztery miesiące po rozwodzie. Batalia w sądzie, którego działanie zwykle przypomina maraton geriatryków, tym razem skojarzyła mi się z biegiem na setkę, z rekordem świata w błyskach fleszy. Odebrano mi prawo opieki nad synem.

Pierwszy sen uderzył we mnie nieoczekiwanie. Dzień w pracy, później spotkanie z adwokatem, wieczór przy czytaniu kolejnych podręczników prawa rodzinnego. Zasnąłem nad książką.

Przyśnił mi się Mateusz. Widziałem jak uczy się w klasie. Zajęcia kończą się o czternastej, bawi się z kolegami i rusza w drogę do domu. Widzę jak kopie przed sobą kamyk. Nie widzi nadjeżdżającego z tyłu auta.

Następnego dnia byłem pod szkołą, gdy z niej wychodził. Szedłem przy nim gdy kopał kamyk. Czułem się jak w permanentnym déjà vu. Zawołałem Mateusza, przystanąłem, wziąłem go na ręce. Auto, które widziałem we śnie, minęło nas. Opona eksplodowała z hukiem, a pojazd wdarł się na chodnik i ze zgrzytem hamulców zamarł. Patrzyłem oniemiały. Mateusz szedłby te przeklęte trzydzieści metrów dalej i skończyłby, z groteskowo pogruchotanym kręgosłupem, zmiażdżony przez auto. Uratowałem go wtedy pierwszy raz.

O wszystkim opowiedziałem Halinie. Co ja sobie myślałem?

Wpadła w histerię. Nie dość, że w zasadzie potwierdziłem, że jestem psychicznie chory i nie mogę sprawować ojcowskiej opieki, to jeszcze gratis dorzucono mi zakaz zbliżania się do syna.

Złamałem go po trzech tygodniach ratując Mateusza ponownie. Ten sam schemat. Sen, w którym widzę jego śmierć. Nazajutrz działam. W pobliżu Mateusza zdarza się wypadek, ale on jest bezpieczny przy mnie.

Halina wciąż nie słucha. Nienawiść, która nas podzieliła płonie w niej jeszcze żywiej. Zostaję aresztowany na tydzień. To chyba najtrudniejszy tydzień mojego życia.

Na szczęście w nieszczęściu, kolejny sen przychodzi, już na wolności, po dwóch tygodniach.

Na moją prośbę pani w szkole rozmawia z Mateuszem po lekcjach. Rozmowa trwa dwie minuty. Dwie minuty, które gwarantują, że nie jest w złym miejscu, o złym czasie.

Sny pojawiały się coraz częściej, a od jakiś sześciu tygodni w zasadzie codziennie. Budzę się jak co dzień, ledwo już przytomny.

Żyję, by cofnąć przyszłość mojego syna o jeden dzień.

Pewnego ranka, zbyt już zmęczony, zaśpię...
 
Oceń dopis: |
 

Komentarze: 5

"Księżyce Saturna"


Jak to dobrze, że mam dzisiaj jednego plusika:) Podoba mi się i to bardzo, ale nie umiem tego uzasadnić. Pół plusa za całość i pół plusa za zakończenie... :)


Z tego wszystkiego zapomniałam o plusie


Podoba mi się. Szczerze mówiąc zawsze interesowało mnie zjawisko "deja vu". Nic dodać, nic ująć.


Pozdrawiam
Cas.


Budzisz moją wyobraźnię;)


Aby móc dodać komentarz musisz być zalogowany.