Taniec na krawędzi  zobacz opis świata »

Dopis 1:Był poniedziałkowy wieczór , siąpił...

 

zielony_mis 12

Od: 29.08.2009,aktywny: dawno temu

Tekstów: 9,

Dopisów: 28,


Był poniedziałkowy wieczór, siąpił niewielki deszczyk. Stał pod wiaduktem, oczekując na tramwaj. Podjechała szesnastka. Wsiadł, usiadł na końcu wagonu i przymknął oczy.

Tramwaj się zatrzymał. Spojrzał na tablicę z zegarem, było dwadzieścia po dziesiątej.

Gdy je otworzył, zauważył coś, co zwróciło jego uwagę. Skoncentrował wzrok, czując rosnące tętno. Poczuł zawrót głowy. Zasłonił twarz rękami, zastanawiając się co powinien zrobić...

Przesuwając wzrokiem po szarych postaciach, nagle dostrzegł czapkę przykrywającą włosy w kolorze blond i jej właścicielkę, wydawała mu się znajoma. Kobieta wychodziła. Pod wpływem impulsu, nagle wyskoczył z wagonu słysząc sygnał ostrzegawczy zamykających się drzwi. Stanął na przykrytym wiaduktem peronie. Rozejrzał się. Kilka szarych postaci przesuwało się w stronę schodów. Nie mógł jej odnaleźć. Gdy wbiegał po schodach, poczuł przyklejające się do policzków pierwsze płatki śniegu. Stanął na chodniku i ponownie się rozejrzał.

Był tu po raz pierwszy w życiu, a miał wrażenie jakby bywał tu codziennie. Takie deja vu graniczące z paranoją. Sięgnął do prawej kieszeni, wyciągając paczkę cienkich, czarnych Marlboro i zapalniczkę. Włożył papierosa do ust i odpalił. Zaciągnął się głęboko i ruszył w kierunku dużego skrzyżowania. Zamyślił się.

- Przepraszam, jak dojść do Paderewskiego? - Męski głos przywrócił go rzeczywistości.

- Nie wiem. - odpowiedział bez namysłu i przeszedł szybko przez skrzyżowanie i wsiadł do pierwszego, nadjeżdżającego autobusu.

Usiadł na tylnym siedzeniu, gapiąc się przez okno na podświetlane reklamy przesuwające się po prawej stronie jezdni. Mrugający w płatkach śniegu niebieski neon przykuł jego uwagę na dłużej. Wysiadł na najbliższym przystanku, cofnął się i spojrzał na neon. Przedstawiał kształt fortepianu, podpisany „Piano Club”. Prowadziło do niego kilka schodków. Zszedł po nich. Chwycił za klamkę, a gdy drzwi się otworzyły, usłyszał słowa dobrze znanej piosenki „...et on s'aimera encore, lorsque l'amour sera mort...”. Wszedł do środka zamykając za sobą drzwi.

W lokalu panował półmrok wzmocniony oparami tytoniowego dymu. Stoliki były rozstawione w dwóch rzędach, znalazł wśród nich jeden wolny. Usiadł i zamówił piwo. Kelner postawił szklankę na stoliku, którym była gablota z podświetlanymi szyszkami. Pomyślał o niej. Wstał, poszedł do ubikacji znajdującej się naprzeciw baru. Zamknął drzwi na klucz i rozpiął koszulę. Rozerwał opakowanie i nakleił na tors plaster Transtecu, nieustannie myśląc o niej. To dla niej przyjechał do tego miasta i to do niej dzwonił każdego wieczoru z budki umieszczonej w parku w centrum. Przez nią upijał się w puste dni prawie w trupa, zapijając do utraty przytomności, koktajl neuro- i tymoleptyków. Na nią niecierpliwie czekał, odliczając spóźnione minuty. Za każdym razem tak samo.

Z każdą godziną dostarczał do organizmu kolejne siedemdziesiąt mikrogramów buprenorfiny z plastra przyklejonego na klatce piersiowej. Dzięki temu funkcjonował prawie normalnie. Na tyle, na ile było to możliwe po tych wszystkich latach, podczas których starał się uciec z rzeczywistego świata. Dopiero teraz dotarło do niego, jak potworny błąd popełnił. Stracił właściwie wszystko. Mnóstwo pieniędzy permanentnie inwestowanych w heroinę, pracę, prawo jazdy i zdrowie, a co najważniejsze, stracił Marlenę, jedyną kobietę, na której mu naprawdę zależało. Kobietę, która była inna niż wszystkie. Kobietę, którą naprawdę kochał. Przez połowę życia pojawiała się i znikała, zostawiając po sobie próżnię, której nie potrafił nikt zastąpić. Po kilku latach nieobecności pojawiła się kilka miesięcy przed swoim ślubem. On zdawał sobie sprawę z zagrożenia, jednak postanowił zagrać va bank, chociaż spodziewał się dokładnie takiego finału. Marzenia zamieniły się w garść psychotropów, ból kolejnej kobiety, która go kochała, a z czasem totalne pobojowisko. Nocne rajdy do Berlina, po to by się odurzyć, pięciokrotny pobyt na Oddziale Ostrych Zatruć, w tym trzy dni podłączenia do respiratora. Najgorszy moment, w którym nie chciał żyć, ale mimo wszystko przeżył.





***

Świtało kiedy się obudził, spojrzał na ścianę brudnego pokoju. Generalnie nie wiedział, co powinien z sobą zrobić. Wiedział, że na pewno potrzebował stałego zajęcia, bo poprzednie stracił za odurzanie się w miejscu pracy.

Pracę miał niezła, a jednocześnie tragiczną. Cztery lata siedzenia w zamkniętym pomieszczeniu za spore wynagrodzenie, niektórzy nazwali by to pracą marzeń. Myślał, że ma kierownika przyjaciela, a okazało się w praniu, że ma kierownika kutasa, i to niezłego kutasa. W dużej mierze wprawdzie sam był odpowiedzialny za taki a nie inny rozwój wydarzeń. Zresztą każdy pracodawca miałby chyba dosyć pracownika, który nie kontaktuje przez miesiąc, spóźnia się co drugi dzień itd. Tak, czy inaczej, rozdział zamknięty. Wytrzymał pięć lat, to jest i tak bardzo długo, przecież mógł wylecieć po trzech tygodniach.

Zrobił sobie kubek kawy, wziął prysznic. Zerknął na bieżące ogłoszenia z pracą, ale nie znalazł niczego dla siebie. Rozłożył się wygodnie fotelu i rozmyślał o tej całej chujowej sytuacji w której się znalazł. Nie miał pieniędzy. Nie miał normalnych znajomych. Ostatnio odkrył wprawdzie, że istnieje jeszcze świat kulturalny, ale brak pieniędzy uniemożliwiał mu póki co korzystanie z jego uroków. Wszystkich, albo zdecydowaną większość jego znajomych można by spokojnie zakwalifikować do marginesu społecznego. Nie miał nawet do kogo zadzwonić. Od czasu jak odeszła Dorota, zaczął odczuwać samotność i tęsknotę. Ale nie za Dorotą, tylko za Marleną. Pieprzona paranoja. Spojrzał na leżące w opakowaniu trzy ampułki „Calypsolu”, pomyślał przez chwilę, wyciągnął jedną z opakowania, bawił się nią, po chwili przełamał.





***

To był ciepły letni wieczór. Rozgrzane ulice Szczecina śmierdziały zapachem fekaliów snującym się z bram. Na ulicach było wiele osób, co chwilę ocierał się o kogoś. Automatycznie wyrzucał z siebie "Przepraszam" i podążał w stronę placu Rodła, gdzie był umówiony z Marleną. Zauważył neon :"Piano Club", wszedł do środka .Na sali panował półmrok. Było głośno i duszno z powodu dymu tytoniowego i niesprawnej klimatyzacji. W lokalu były dwie sale. Większa i mniejsza. Przechodząc do mniejszej sali, poczuł na sobie wzrok osób siedzących przy stolikach. Wszedł do środka i zobaczył ją siedzącą przy stoliku znajdującym się w rogu sali. Usiadł, a na ich twarzach jednocześnie pojawił się uśmiech. Pocałował ją.

- Spóźniłeś się, jak zwykle.

- Nieważne.

- A co jest ważne?

- Ty.

Uśmiechnęła się. Delikatnie podała mu dłoń. Czuł delikatną fakturę jej skóry. Niemalże jedwabistą. Na prawie białym tle smukłych palców, kontrastowały pomalowane na czerwono paznokcie. Krwistoczerwone. Siedzieli naprzeciwko siebie, bawiąc się splecionymi palcami.

-Czego się napijesz?

-Tego co ty

Zamówił dwa piwa. Jedno z sokiem i słomką. Kelner postawił je na stole pokrytym szklaną taflą, pod którą znajdowały się podświetlone szyszki.

-Cieszę się, że ciebie widzę. Myślałam, że już się nigdy nie spotkamy.

-Ja też. Ale jednak się spotkaliśmy. I jest jak zawsze.

Zaczęli rozmawiać. O wszystkim. O tym, co upłynęło przez cały ten czas. O tym co czuli, o tym co robili.

-Zaliczyłem rok.

-Wiem..

-Skąd?

-Wiedziałam , że zaliczysz.

-Tęskniłem za tobą, bardzo..

-Ja też. Też bardzo.

-Kocham Cię,

-Nie, to tylko bajka. Wymyśliłeś ją sobie..

Uwielbiał dotykać jej włosy. W jasnym kolorze blond. Bawił się nimi. Delikatnie dotykał palcami jej warg. Ona subtelnie muskała językiem końcówki jego palców.

-Muszę już iść..

-Zostań, proszę..

-Nie, nie mogę. Muszę wyprowadzić psa. Poza tym, Marcin wrócił do domu. Chodźmy, proszę...

-Dobrze, ale ja nie chcę...

-Chodźmy.. Wyszli na ulicę. Chciał trzymać ją za rękę. Nie pozwoliła mu. Odprowadził ją pod drzwi klatki schodowej. Pocałowała go w policzek i weszła do środka. On odszedł wolnym krokiem z papierosem w ustach i wzrokiem wbitym w nierówności chodnika. Wyszedł na Plac Rodła. Przez plac przejeżdżał ostatni tramwaj w kierunku Niebuszewa.

Przed oczyma przesuwał mu się kalejdoskop barwnych obrazów. Spotkał się późnym popołudniem z Marleną na gorzowskim rynku. Chodzili, trzymając się za ręce po mieście. Bawił się jej delikatnymi palcami. On pił gin z tonikiem a ona go całowała. Wtedy wydawało mu się, że ich związek jest tak blisko w jego zasięgu, jak nigdy dotąd. To był czas, kiedy dobrze kradł w Niemczech; miał sporo pieniędzy. Wynajął mieszkanie, tylko z tą myślą, że uda im się zamieszkać razem. Dzwonili do siebie codziennie, mówiąc dziesiątki czułych słów. Czuł się bardzo szczęśliwy, mając ją przy sobie. Pewnego dnia wszystko się rozleciało… Sielanka nie trwała długo. To była słoneczna niedziela. Stojąc na balkonie, powiedziała mu, że wyjeżdża. Do znajomych we Wrocławiu.. W gardle miał kluskę. Wiedział, że to nie są żadni znajomi, tylko jakiś palant. Prosił ją :

-Nie jedź.

-Pojadę...muszę.

-Proszę..

-Nie proś, proszę..

Wyjechała we środę. Dochodził do siebie bardzo długo; przez pierwsze dni nie mógł w ogóle funkcjonować. Leżał pijany od dziesiątej rano, co chwile sprawdzając „Wiadomości przychodzące” Po jakimś czasie zaczął pracować, poznał Dorotę. Z miesiąca na miesiąc obraz Marleny się zacierał, powoli zachodził mgłą. Zaczął pracę nad doktoratem. Rozpoczął kolejne studia w Krakowie i Poznaniu. Czuł się dowartościowany. Minęło kilka lat.

Któregoś dnia na ćwiczeniach z fizjologii zwierząt zadzwonił telefon. Marlena. Czy możemy chwilkę porozmawiać?..

Byłoby dużo lepiej, gdyby nie zadzwoniła.



***

Wybudził się z narkotycznego transu. Był środek nocy. Spojrzał na telefon. Trzecia piętnaście. Zobaczył obrazek koperty na wyświetlaczu komórki. Treść wiadomości go zmroziła. Na niebieskim ekranie świecił się na czerwono napis „UWAŻAJ”

Zaczął się zastanawiać nad zniknięciem z miasta. Potrzebował czegoś nowego. Miał mieszkanie w Poznaniu. Wprawdzie było ono wynajmowane, ale zawsze mógł zerwać umowę. Mógł też wynająć inne. Poznań był dla niego miastem bliskim, w końcu przemieszkał tam kilka lat. Tam poznał Dorotę. Zastanawiając się nad sobą przez chwilkę pomyślał, że chyba miał szczęście w życiu, bo przeważnie trafiał na dobrych ludzi. Dorota, była bezdyskusyjnie osobą dobrą. Tylko.. nie miała tego czegoś.. Mimo wszystko spędzili ze sobą szmat czasu, bo prawie cztery lata. Czasami bywało całkiem fajnie. Gotowali sobie jedzenie. Palili blanty, chodzili na piwo. No i nie czuli się samotni. Na całe szczęście nie dała się wciągnąć w heroinę, chociaż obydwoje byli już na skraju przepaści.

Zasadniczo nie mieli większych problemów. Główny problem tkwił w tym, że on cały czas szukał kogoś innego. Bezustannie. Taka pogoń za czymś, co było z zasady niedefiniowalne. Za namową Doroty, jeździli trochę po świecie- wycieczka na Kretę pozostanie na zawsze w jego wspomnieniach. Wypożyczyli samochód i objeździli wyspę wzdłuż i wszerz. Prawie razem spadli w przepaść. Byłoby idealnie, gdyby ją kochał. Ale on jej nie kochał. To wiedział na pewno. Z kibla herakliońskiego lotniska wysyłał sms-y do Marleny.

Znów upłynęło trochę czasu. Doszło do tego, że między nim a Dorotą pojawiły się plany matrymonialne. Z perspektywy czasu można zauważyć, że dobrze się stało, że nie zostały zrealizowane.

Mimo wszystko Dorota zostanie na zawsze w jego pamięci. Cztery lata bez jednej kłótni. Wspólne wyjazdy do Berlina, wspólne znajomości z arabskimi dealerami. Wspólne aplikowanie sobie mieszanek kokainowo-heroinowych, po których uprawiali dziki seks. Wspólne chrupanie pieczonych skrzydełek niedaleko stacji Jannowitzbruecke. Mnóstwo wspólnych wspomnień. I już tylko wspomnień. Nadszedł taki dzień, w którym już nie było wyboru: vivre ou survivre...





***

Siedział teraz w jednym z wielu szczecińskich pubów i rozmyślał. Wypił juz trzy piwa i zaczynał mieć lekki mętlik w głowie. Wiedział, że to piwo nie będzie tym ostatnim. Nigdy nie udało mu się skończyć na trzech piwach. Raczej po ośmiu. Był w stanie, który lubił, a którego jednocześnie nienawidził. Uwielbiał stan świadomości po alkoholu, ale wiedział, że ani się nie prezentuje, ani nie myśli wtedy najlepiej. Tych samotnych rajdów po knajpach uczył się latami. Bywał w swoim życiu już w większości knajp w Szczecinie. Zastanawiał się nad najbliższą przyszłością. Wariant wyjazdu wydawał mu się bardzo prawdopodobny. Zamierzał zrealizować go w ciągu najbliższych dni. Zadzwonił do Thomasa. Miał wyłączony telefon. Było to o tyle dziwne, ponieważ Thomas miał zawsze włączony telefon. Zawsze. Nawet o drugiej, czy trzeciej w nocy. A tu informacja, że abonent jest wyłączony. Fakt ten zastanowił go na tyle, że odmówił kolejnego piwa. Zaczął dzwonić po znajomych. Nikt nic nie wiedział. Thomas rozprowadzał heroinę, a problem był taki, że w Szczecinie heroiną nikt nie handlował. W tym biznesie nie rządziły prawa rynku. W Szczecinie i Poznaniu browna nie można było znaleźć, natomiast we Wrocławiu i Zielonej Górze nie było z tym żadnego problemu. Widocznie ktoś chciał, żeby tak było. Szedł ulicami omijając po drodze kałuże. Brudna woda chlapała mu na nogawki spodni. Doszedł do Placu Rodła. Spojrzał na budynek, w którym kiedyś, przez kilka lat mieszkała Marlena. Przypomniał sobie jak jej cytował Broniewskiego

„(...)Róża polną gałęzią cierniową

wrosła we mnie bym nie mógł odejść

to dlatego krwawi każde słowo

to dlatego tak boli młodość(..)”

Jeszcze raz spojrzał w okna jej byłego mieszkania, w oknach świeciło się światło- ktoś tam mieszkał. Otrząsnął się, wsiadł do pierwszego tramwaju w kierunku Niebuszewa. Poszedł do Mukiego. Muki był bardzo specyficznym człowiekiem; Był zabawny i inteligentny. W czasach, gdy handlował amfetaminą, trzymał ją pod portretem Jezusa. Lubił jego towarzystwo, bo był wyjątkowo antydołujący. Zapukał do drzwi. Cisza. Zapukał jeszcze raz. Cisza. Zadzwonił do Glacy:

-Nie wiesz, co się dzieje z Thomasem?

-Ponoć znaleźli jego samochód dwadzieścia kilometrów od Szczecina. Spalony.

-O, kurwa..





***

Następnego dnia obudziła go muzyka płynąca z odbiornika postawionego w kuchni: „Je me souviens d’un phare, je me souviens d’un signe, d’une lumiere dans le soir, d’une chambre anonyme..” Słyszał tę piosenkę po raz drugi w życiu. Pierwszy raz usłyszał ją w Krakowie, w jakimś hostelu. Wspomnienia wróciły, jakby ktoś wcisnął przycisk „on”

Było lato. On stał na peronie krakowskiego dworca, oczekując na pociąg z Wrocławia. Pociąg przyjechał punktualnie. Zauważył ją z daleka. Wyglądała jak zwykle ślicznie. Przytulili się mocno. Wieczorem chodzili po rynku trzymając się za ręce, sprawiając wrażenie, jakby byli ze sobą dziesięć lat. Jak zwykle ilość tematów przekraczała czas, na który mogli sobie pozwolić. Gdy się całowali, on myślał, że los może się jeszcze odwrócić. Następnego dnia odprowadzał ja na dworzec. Miał w oczach łzy, gdy wsiadała do pociągu. Pociąg ruszył, Marlena zamachała mu przez okno, później wysłała sms-a , że bardzo tęskni. Po kilku miesiącach wzięła ślub.





Rano wyszedł do sklepu, po jakimś czasie wrócił do swojego mieszkania, wziął prysznic, podgrzał w mikrofalówce obiad, na koniec się przebrał. Wyszedł do miasta. Pogoda trochę się poprawiła, widać było ludzi spacerujących po chodnikach. Przeszedł się po centrum, postanowił pójść na piwo do jednej z knajpek przy Starym Rynku. Miał w Poznaniu dwa ulubione miejsca, w których spędzał czas nad kuflem piwa. Innych lokali nie tolerował. W jednym z nich spędzał przez długi czas wszystkie piątkowe i sobotnie wieczory, do drugiego chodził głównie na afterparty. Usiadł, zamówił piwo. Od razu pojawili się znajomi. Po kilku godzinach intensywnych, pijackich rozmów, zmienił lokal. W drugim lokalu panował olbrzymi tłok. Dopchał się do baru z piwem po dobrych kilkunastu minutach. Zamówił kufel piwa, wypił. Zamówił drugi kufel. Gdy odchodził od baru poczuł szturchnięcie i znajomy głos:

-Jeremi?

-Kinga?!

Nie widział jej kilka lat. Kiedyś przyjaźnili się blisko. Spotykali się często, lecz ich spotkania nigdy nie przekroczyły granic przyjaźni. Znajomość się rozluźniła, kiedy Kinga poznała jakiegoś faceta. Spotkania zamieniły się w kilka telefonów i sms-ów. Z czasem zapomniał o niej. Teraz stał naprzeciwko przyglądając się jej. Była bardzo ładna, upływające lata podkreśliły jeszcze jej kobiecość. Na jej twarzy widniał szczery uśmiech. Na jego zresztą też. Obydwoje cieszyli się z nieprzewidzianego spotkania. Prawie jednocześnie zadali pytania:

-Co u ciebie..?

Opowiedział jej historię ostatnich kilkunastu miesięcy, zasmuciła się.

-Przykro mi, że tak się u ciebie potoczyło. W sumie, masz trochę problemów.

-Mam, niestety. Ale dzisiaj to nie jest ważne. Napijemy się wina?

- Jasne. Czerwonego, półwytrawnego?

-Oczywiście..

Kupił butelkę wina. Kelner nalał dwie lampki.

Tym razem ona zaczęła opowiadać o swoim życiu. Jej facet dawno odszedł, jest sama, czuje się samotnie, dlatego samotnie upija się w lokalach. Chociaż nie do końca samotnie, bo zawsze się ktoś przysiądzie. Tak się jakoś zawsze składa. Pomyślał, że ona właśnie chce, żeby tak właśnie się układało.

-Co robisz poza tym? - spytał.

-Pracuję w klubie-odpowiedziała

W klubie-pomyślał. Kinga była bardzo inteligentną osobą, dla której praca w klubie kompletnie nie pasowała. Przemilczał to. Butelka wina powoli się opróżniała. Rozmawiali o wszystkim. Od miłości po politykę. W międzyczasie w klubie zrobiło się luźniej. Część osób rozchodziła się do domów. Butelka zrobiła się pusta. Zamówili kolejną butelkę wina. Wraz z wypitym alkoholem, Jeremi czuł, że zaczynają się do siebie niebezpiecznie zbliżać. W tym czasie podeszła do stolika para z zapytaniem, czy mogą się przysiąść.

-Tak-powiedział Jeremi, czując, że to najlepsze rozwiązanie. W klubie było gęsto od dymu tytoniowego, towarzystwo było coraz bardziej pijane. Nazywał to miejsce „wysypiskiem śmieci”, ponieważ zbierali się tu ludzie inteligentni, kulturalni, jednakże prawie każdy z bywalców tego klubu miał jakiś problem z samym sobą. Można było tam spotkać zarówno osiemnastolatków jak i pięćdziesięciolatków. Większość z problemami.

Rozmowa z Kingą się urwała. To dobrze-pomyślał. Nie chciał iść z nią do łóżka, nie potrafił sprecyzować dlaczego, ale czuł, żeby lepiej tego nie robić. Dopili drugą butelkę wina. Para, siedząca przy ich stoliku wyszła z lokalu. On także czuł, że powinien juz stąd wyjść. Była czwarta rano. Starał się sobie przypomnieć ile razy spał tu z głową na stoliku.. Dużo.

-Jedziemy do mnie?- zapytała Kinga

-Dobrze-odpowiedział po chwili wahania.

Taksówkarz zatrzymał się pod sklepem, kupili kolejna butelkę wina. W jej mieszkaniu nalał sobie pełną szklankę i po krótkiej chwili milczenia zapytał:

-Czym ty się naprawdę zajmujesz?

-Dlaczego chcesz wiedzieć?

-Chcę, więc...

Milczenie trwało tym razem dłuższą chwile. Po czym odpowiedziała:

-Jestem prostytutką, czy jak wolisz kurwą. Przeszkadza ci to?

-Nie.







***

Następnego dnia obudził go kac. Otworzył oczy, przez chwilę zastanawiał się, gdzie tym razem się znajduje. Spojrzał na leżącą obok Kingę, co natychmiast przypomniało mu o zakończeniu wczorajszego wieczoru. Poszedł do kuchni, otworzył lodówkę. W lodówce dostrzegł pół butelki wódki. Nalał sobie pół szklanki, wypił. Błyskawicznie poprawiło mu to nastrój. Wrócił do pokoju, budząc owiniętą pościelą, półnagą Kingę

- Cześć kochanie- powiedziała, otwierając oczy.

-Cześć kochanie- odpowiedział.

-Już się obudziłeś, co robisz? - zapytała.

-Piję wódkę- odpowiedział zgodnie z prawdą.

- To nalej mi też - poprosiła.

-Jasne.

Przyniósł z kuchni dwie szklanki, rozlał to, co zostało w butelce, szklanki postawił na szafce

-Otwórz, proszę szufladę- poprosiła go aksamitnym głosem.

Otworzył, w szufladzie leżał pokaźny worek z marihuaną oraz kilka paczek bletek.

-Skręcisz? -zapytała.

-Taaa. - Odpowiedział bez namysłu.

Wział bletkę, nasypał do niej trawkę zmieszaną z tytoniem, zawinął. Postukał jointem kilka razy o blat biurka, aby zawartość się ułożyła, odpalił, podał Kindze. Zaciągnęła się głęboko.

- Co robimy?- zapytała.

- Nic-odpowiedział.- Zaraz muszę pojechać do domu.

-Dlaczego?

-Mam kilka spraw do załatwienia.

Kłamał. Nie miał nic do załatwienia, ale nie chciał zostać u niej. Czuł potrzebę wyjścia, podświadomość robiła swoje, a on nie chciał z nią walczyć.

- Skręcisz jeszcze jednego - poprosiła.

- Skręcę- odpowiedział, po czym sprawnie wyprodukował drugiego jointa.

Spalili go szybko. Ubrał się, przemył noszącą ślady imprezy twarz, założył buty.

-Idę- powiedział.

-Zadzwonisz do mnie? - spytała.

-Jasne-odpowiedział, naciskając klamkę.

Wyszedł na zewnątrz. Było jeszcze dość wcześnie rano. Spojrzał na zegarek. Ósma trzydzieści. Postanowił napić się piwa. Pojechał na dworzec PKP, obok którego znajdowały się blaszane budy, w których serwowano piwo. Wszedł do środka, ominął grupkę meneli, zamówił piwo i usiadł przy najbardziej oddalonym stoliku. Zamyślił się. Zastanawiał się nad Kingą. Poznał w życiu dużo prostytutek. Co najmniej połowa była ładna, inteligentna, z klasą. Kiedyś, gdy jeszcze nie korzystał z ich usług, wyobrażał sobie prostytutki jako kobiety prymitywne, o niskiej inteligencji. Już po pierwszych kontaktach zmienił zdanie. Na całkowicie przeciwne. Cóż, nie pierwszy raz zaskoczyło go życie.

Zamówił kolejne piwo. Wypił je szybko. Wstał, zarzuciło go na ścianę. Wyszedł z baraku, kierując się w stronę domu. Po kilku minutach uświadomił sobie, że nie da rady dojść o własnych siłach. Wpakował się do pierwszej napotkanej taksówki. Pod domem zapłacił. Wtoczył się do mieszkania, położył na kanapie. Zadzwonił do Glacy. Glaca miał wyłączony telefon. Zaskoczył go ten fakt, jednak zaskoczenie rozpłynęło się w ogarniającej go senności.





 
1
Oceń dopis: |
 

Komentarze: 25

opowiadanie ciekawe, wkrecajace i na serio sie rozwija ale wiesz o tym, ze przekroczyles regulaminowa ilosc znakow?


byłaby wielka szkoda gdyby jury mialo zdyskwalifikowac taaaki dobry tekst, tylko dlatego, że nie stosuje sie do regulaminu. w ramach grania fair play - wole przypomnieć ^^


Muszę potwierdzić słowa Krusz. Dziwię się Twojemu postępowaniu, gdyż poprzednie wpisy były jak najbardziej prawidłowe, to tym jednak przegiąłeś. Co było złego, że było ich 9? (o ile dobrze pamiętam). Nie wiem jak to zrobisz i kto Ci tak poradził, ale proponuję wrócić do starej wersji. Czas na zmiany określam do 16.10. Pozdrawiam.


Tygrysku zwolnij. Jakie ty chcesz wdzieć poprawki w ciągu trzech dni?


Podzielenie tekstu na kilka dopisów :P To można zrobić w 10 min.


Wee możesz jaśniej?


Gebilis mogłabyś okazać troche szacunku do współ użytkowników i poprawnie pisac ich nicky? Bo to jesl lekka przesada,żeby pomylić w z v...


a czemu się gebilis dopytujesz, skoro to zielony_mis jest autorem tego opowiadania, on pewnie wie co to znaczy podzielić dopis na kilka pomniejszych wpisów...


Krusz, o co ci chodzi, bo nie kumam? A Pudełko,  może sie zajmiesz swoimi opo? Wymagają naprawde twojej uwagi...


Jejeeeeezu... Gebilis czy ty jestes taka nierozgarnieta czy tylko taka udajesz, zeby wzbudadz litosc? Nie wiesz co napisałas 2 komenty ponize,tak trudno zobaczyc?


To ja ci napisze jeszcze raz VEE sie pisze przez V - wiesz to taka litera w alfabecie przed W.


 


I jeszcze jedno. Jezeli Ty mozez strofowac wszystkich tutaj, Pudełko moze ciebie ;]


A ja myślę, że zaszła zwyczajna pomyłka. Gebilis nie zwróciła uwagi na to jakiej literki użyła i nie zrobiła tego specjalnie i nie ma co się rozmieniać na drobne. Sama wilokrotnie przekręcam nicki i to często na stałe ponieważ źle przeczytam i źle utrwale w pamięci, co nie oznacza , że nie mam dla kogoś szacunku. Potrafie pomylić K z A i co? :P


Z tego co wiem to gebilis pomaga misiowi w pisaniu i stąd jej ciekawość zapewne.


Wszystko już jest jasne, każdy dostał odpowiedź na swoje dylematy i opowiadanie zostało podzielone tak jak trzeba. Można się rozejść ;)))


PRZYPOMINAM O PODZIELENIU CAŁOŚCI NA KRÓTSZE OSOBNE WPISY.


lol, ale mi pojechałaś, że moje opowiadania wymagają uwagii... nie, no poszło mi w łokcie


Misiu... jeśli zależy Ci na tym opowiadaniu, to zrób to o co się Ciebie prosi. To chyba nie jest trudne skopiować tekst do worda i zostawić pierwszy dopis z dopuszczalną ilośćią znaków, lub też mniej rażącą większością :) Ja osobiście podzieliłbym na pięć dopisków i byłoby po problemie. Dopisy możesz dodać nawet jednego dnia, jeden po drugim ^^ Pozdrawiam i przypominam, że masz czas do jutra do pólnocy. t74


PS. Nie róbmy z igieł wideł. Moja prośba była jasna i czytelna. Obecna jest taka również. I nie trollujmy. KAŻDEMU MOŻE SIĘ ZDARZYĆ LITERÓWKA ^_^


Zastanawiam się tylko, dlaczego trolowanie zawsze sie upieka Gebilis, a jak zrobi to ktos inny musi oczywiscie oberwac ;] fajna sprawiedliwosc ...


Krusz, mimo że to nie jest miejsce na takie uwagi- powiem krótko zejdź ze mnie i zajmij się swoją osobą - to wyjdzie ci tylko na zdrowie.


Alez ja sie zajmuje swoja osoba - wczoraj na przyklad poszlam do kosmetyczki zeby skorygowac brwi ;]


a z ciebie nie zejde bo lubiewalczyc o sprawiedliwosc ;]


Krusz, jak o sprawiedliwość to na Wiejską i jak chcesz to się dołączę. Założymy partię Kobiet walczących tylko dla samej idei, chociaż jak walczyć to naprawdę w słusznym celu i póki co to takiego celu na Piszmy nie widać.. ;)))


Znając trochę miśka to jak sobie poczyta to będzie się zastanawiał o co chodzi widząc taką dyskusję. Szkoda tylko opowiadania, moderatorzy są bezlitośni, a przecież człowiek może mieć ważny powód i dlatego nie zagląda. :)



Hmm, a w ogóle zerknął ktoś na ostatnią datę logowania misia? 11. 10... czyli przed ostrzeżeniem moderatorów. Z prostej przyczyny zielony nie może dostosować się do zaleceń modów gdyż tych zaleceń i ostrzeżeń nie przeczytał, a więc wydajecie panowie wyrok zaocznie. Sprawiedliwość powinna być i powinno się to wziąć pod uwage i poczekac aż się szanowny miś zaloguje. Tak uważam i myślę, że to będzie w porządku. :)



btw. w tym ostatnim masz Afrodisiac racje. Trzeba brac pod uwagę terminy logowania zanim zablokuje sie czyjs wpis... ja ktoś cos ma korygowac skoro nie ma do tego podglądu?;>


W takim razie czekamy na misia ^^


A może mi ktoś powiedzieć w którym punkcie regulaminu konkursu jest wzmianka o ilości znaków we wpisie? Po co je dzielić skoro jest traktowane jako całość? Dla mnie to bzdura, kilku małolatów dostało moda i teraz chcą pokazać jacy są ważni... nie mają się czego czepić więc wymyślają takie pierdoły. Jest napisane w regulaminie: limit znaków między 4k a 40k i to wszystko. Ani słowa o dzieleniu. Przez takich jak Wy strach tu cokolwiek wstawiać bo zaraz wszystko zepsujecie, albo zaniżycie poziom opowiadania...


Marshall, żadne czepianie sie i zadne pierdoly, bo jesli konkurs organizowany jest na Piszmy, to obowiazuja dodatkowo zasady Piszmy. Ja tak przynajmniej uwazam. Oczywiscie, ze czekamy na usera, az sie pojawi.


Ciekawe opowiadanie. Szkoda, że nie skończone jeszcze i nie poprawione. Bardzo ładna, żywa narracja, ciekawe dialogi, pięknie opisane sytuacje, świetny klimat, współgrający z treścią, ciekawe ujęcie pewnego tragizmu, melancholii. Bardzo mi się to podoba.


Rażące wydaje mi się nagłe wprowadzenie imienia chłopaka. Wydaje mi się, że lepiej by było albo pozostawić go anonimowym, albo wspomnieć jego imię już na początku.


Oczywiście przydałoby się i zakończenie;) na które z niecierpliwością czekam.


Powodzenia:)


Hmm.... Bardzo podobne opowiadanie właśnie znalazłam w założonym przez Ciebie "Taniec na krawędzi 1" (można je zobaczyć na przykład przeklądając tekst bez podziału na części).


Aby móc dodać komentarz musisz być zalogowany.