Co u Ciebie? - Czyli zbiorowy pamiętnik  zobacz opis świata »

Dopis 661:Byłam wczoraj na pogrzebie...

« poprzedni dopis
 

Blue_Dragon 18

Od: 16.02.2009,aktywny: dawno temu

Tekstów: 1,

Dopisów: 65,


Byłam wczoraj na pogrzebie. Mąż mojej najstarszej siostry. 52 lata. Andrzej.

Pół roku, może trochę więcej, walczył z nowotworem i przegrał. To draństwo musiało być cholernie złośliwe, skoro nie pomogła nawet ta najsilniejsza, czerwona chemia. Zrobiły mu się przerzuty do mózgu, upadł w mieszkaniu, stracił przytomność. Ale nie chciał, żeby Ania wzywała pogotowie, więc Karolina z Michałem odwieźli go samochodem do Warszawy. Stamtąd odwieźli go do naszego szpitala, do Piaseczna. Podobno jeszcze przed północą dzwonił do domu zapytać, czy wszystko w porządku i powiedzieć, że czuje się już lepiej. A tu...w nocy zaczęły się kłopoty z oddychaniem, stracił przytomność, dali go pod tlen...i nie uratowali.

Zamawiałam w kwiaciarni wiązankę pogrzebową. Mama stwierdziła, że świat idzie naprzód, że kiedyś to by tylko dali kalle, albo gerbery. Na to kwiaciarka, że wszystko jest nowe i się zmienia. A ja na to, że tylko śmierć jest niezmienna. Wtedy ona tak się na mnie dziwnie popatrzyła i mówi: "Ale pani filozofuje od rana..."

Nie cierpię pogrzebów. To tak potwornie smutna uroczystość. Myślałam, że jestem twardsza, silniejsza...ale gdy zakonnica, pełniąca w tym malutkim kościółku rolę organisty i chóru jednocześnie - śliczna młodziutka dziewczyna, o cudownym głosie - zaintonowała "Anielski orszak"...koniec.

W tym roku minie dziesięć lat od śmierci mojego Taty. Nic nie pamiętam z tego dnia. Po pięciu Oxazepamach trudno cokolwiek pamiętać. Chyba dlatego tak strasznie bolało. Miałam wszystko na świeżo, na nowo.



A co było najgorsze?...

Nie ci wszyscy żałobnicy - nie moja siostra, która w ciągu kilku dni zestarzała się o kilka lat - nie cisza, która towarzyszyła wyprowadzaniu trumny...



...tylko w dźwięku dzwonów, ten głośny, rozpaczliwy szloch Karoliny.



Zasmuciłam Was. Przepraszam.
 
Oceń dopis: |
 

Komentarze: 1

Bardzo mi przykro z powodu męża siostry. Niestety, tak to już jest, że śmierć prędzej, czy później uderza w każdego.


A ten zwyczaj, czy jak to nazwać, że żałoba trwa rok to jakaś bzdura. Ona się nigdy nie kończy, tylko później łatwiej już z nią żyć, a na wspomnienia reaguje się nie tylko łzami, ale i uśmiechem.


 


Życzę Ci dużo siły.


Aby móc dodać komentarz musisz być zalogowany.