Czy warto kochać?  zobacz opis świata »

Dopis 81: Byli około dwunastu...

« poprzedni dopis
 

tygrysek74 113

Od: 03.05.2007,aktywny: dawno temu

Tekstów: 12,

Dopisów: 287,


***

Byli około dwunastu kilometrów od celu podróży gdy zaczął padać delikatny śnieżek. Jednak topniał on dość szybko, gdyż słońce wciąż nie dawało za wygraną zbliżającemu się wieczorowi.

- Jak się czujesz? – spytał prowadzącej samochód siostry.

- W życiu nie czułam się lepiej – odparła. – Na samą myśl o świętach spędzonych w Bieszczadach robi mi się ciepło na sercu.

- Ja też czuję się podobnie – poparł ją Krzysztof. – Jak miniemy tablicę z napisem Tylicz będziesz mogła podziwiać uroki tego miejsca. Wiem co mówię – kontynuował nie pozwalając jej dojść do głosu - bo trudno jest skupiać się na otoczeniu, gdy prowadzi się auto. Jeśli pan Stanisław się zgodzi to może zostaniemy tu do nowego roku – dodał w zamyśleniu.

- Byłoby super braciszku – uśmiechnęła się Bożena. Spojrzała na brata, który wzrokiem pochłaniał tutejszy krajobraz. Wyraz bólu i cierpienia na jego twarzy ustępował dając miejsce uśmiechowi i nadziei. Czas leczył rany, a dodatkowo wyjazd w to miejsce jakby to wszystko jeszcze potęgował. Cieszyła się w duchu i dziękowała jednocześnie, że brat miał w sobie taką wolę walki. Wciąż był przystojnym mężczyzną. Od czasu wypadku nabrał z powrotem kolorów i przybrał na wadze. Znów stawał się Krzysztofem sprzed pół roku. Na dodatek bogatszym o nowe, niekoniecznie pozytywne doświadczenia życiowe. Najważniejsze jednak było to, że żył i z dnia na dzień zdrowiał.

- Gdzie mam jechać Krzysiu? – spytała widząc zbliżającą się tablicę miejscowości docelowej.

- Na razie jedź prosto. Powiem ci gdzie skręcić.

Jechali jeszcze jakieś trzysta metrów, po czym Krzysztof skierował Bożenę w uliczkę w prawo.

- To będzie taki ładny zielony domek po prawej stronie drogi o ile dobrze pamiętam – powiedział. – O właśnie ten. Zjedź tutaj.

Nie zdążyli dobrze wysiąść z samochodu, gdy pan Stanisław nie kryjąc wzruszenia już stał w bramie.

- Witam szefuniu – krzyknął Krzysztof i ruszył w stronę mężczyzny. Uściskali się, a poklepywaniom nie było końca.

- Dzień dobry – powiedziała stojąca z boku kobieta.

- Och przepraszam – zorientował się – pan pozna moją siostrę.

- Moje uszanowanie pięknej pani – powiedział całując jej dłoń.

- Bożena jestem – bąknęła onieśmielona komplementem.

- Tak się cieszę, że was widzę. Ale co tam. Nie będziemy stali na dworze. Chodźcie do środka. Zrobię gorącej herbaty. Po chwili cała trójka zmierzała do domu. Był to piękny, parterowy domek z bali. Dokoła wzdłuż ogrodzenia rosły na przemian modrzewie i srebrne świerki wydzielając przyjemną woń lasu. Obok domku znajdował się staw, który z drogi był niewidoczny. Pokryty był cienką warstwą lodu. Tuż obok niego stała letnia altana obsadzona pnącymi krzewami, pozbawionymi o tej porze roku liści. Powietrze było czyste i rześkie, a dokoła panowała przyjemna cisza, przerywana od czasu do czasu szczekaniem psów.

- „Ależ tu jest pięknie” – pomyślała Bożena podążając za mężczyznami. – „Zupełnie jakbym była w bajce. Krzysztof z pewnością tu odżyje jeszcze bardziej” – uśmiechnęła się sama do siebie.

 
Oceń dopis: |
 

Komentarze: 2

Za piękno opisu +


staram się :)


Aby móc dodać komentarz musisz być zalogowany.