Mazbah  zobacz opis świata »

Dopis 37: Caev obudził się . Leżał ,...

« poprzedni dopis
 
***

Caev obudził się. Leżał, przywiązany do wielkiego łoża , z puchową pościelą i poduszkami. Znajdował się w obszernym pokoju, czy raczej komnacie. Panował półmrok, jedyne światło dawała różowa świeca, stojąca na szafce nocnej.

Do jego umysłu zaczynały powracać wspomnienia. Przyszedł tutaj z tą Vanillią. Przypomniał sobie upojne chwile tej nocy, które przeżywał jeszcze kilka godzin temu. Ale co było potem? Napili się jakigoś wina, a potem zasnął.

- Obudziłeś się wreszcie - usłyszał delikatny głos z ciemnej części sypialni. Nie odpowiedział. - Wiesz Caev, ta noc była jedną z lepszych w mojej karierze – zaczęła. - Nie tylko pod względem finansowym. - Mówiąc to Vanillia podeszła do szafki nocnej i położyła ręce na, leżącym na niej dużym mieszku złota. - Wiem, że miałam ci służyć za darmo do końca twych dni, ale zrozum mnie, nie mogę sobie na to pozwolić. Nie płacą mi za ciebie, założyłam się, że nikt nie pobije Rokiego. Te pieniądze potraktuję jako zapłatę za dzisiejszą noc. Umowa zakładała dożywotnie usługi, więc twój zgon rozwiązuje ją. - Wyjęła z szuflady niewielkie puzderko, z którego wyjęła małego węża. Podeszła do skraju łoża i ostrożnie położyła go na puchowym materacu. - Jest jadowity. Żegnaj, chłopcze. Jeśli kiedyś się jeszcze spotkamy, obiecuję cię obsługiwać za darmo. - Wyszła, zostawiając uchylone drzwi.

Wojownik zczął się szarpać, jednak więzy były naprawdę fachowe. Wąż powoli sunął w jego stronę. Rozpaczliwie zastanawiał się co robić. Nie zakneblowała go! Zawołał pomocy. Szczęśliwie, ktoś właśnie przechodził korytażem. Drzwi otworzyły się.

- Już pędzę na ratunek! - Mężczyzna, który pojawił się w drzwiach miał śmieszny akcent. - O bogowie, wąż!!! - Widząc gada chwycił świecznik ze stolika nieopodal i zaczął uderzać w zwierzę. - Giń bestio! - Uspokoił się po chwili i z obrzydzeniem zrzucił martwego węża na podłogę. Zapalił świecę wyjętą z kieszeni. Nosił jedwabny szlafrok z naszywką głoszącą: „Hotel Amelia. Jestem Gejvas. W czym mogę służyć?”.

- To ty! - krzyknął wybwiciel.- Nawet nie wiesz jak się cieszę!

- Znamy się? - zdziwił się bohater.

- Chcemy się poznać. - Rozmówca z wyrazem zadowolenia wyjął jakby znikąd buteleczkę oliwy. - To przeznaczenie. - Gejvas wylał oliwę na Caeva i powoli zaczął go nasmarowywać. Wojownik wyrywał się z obrzydzeniem, ale to nie zrażało geja. Pogrążając się w otchłań rozpaczy usłyszał w swojej głowie znajomy głos: „Caev, gdzie jesteś do cholery?”.
 
Oceń dopis: |
 

Komentarze: 4

Znowu ten limit. Przepraszam. Mam sytuację podobną do Lorda. :(

*łoża[/ ], z

*ręce na, leżącym na niej[,] dużym - lub w ogóle bez przecinków

*koryta[rz]em





Dobreee! Plusiki, jak uzbieram :)

zgadzam sie, dobre :)

Uzbierałam w końcu!!! Przepraszam, że tak długo < rumieni się >. Teraz już sobie zapisuję komu, gdzie i ile obiecałam :)

Aby móc dodać komentarz musisz być zalogowany.