Taki jak ja...  zobacz opis świata »

Dopis 49: Carpe diem! zawołałam wesoło do Sebastiana...

« poprzedni dopis
 

susie9 77

Od: 09.06.2010,aktywny: dawno temu

Tekstów: 6,

Dopisów: 108,


- Carpe diem! - zawołałam wesoło do Sebastiana, śmiejąc się. Leżałam na wodzie i wpatrywałam się w niebo. Czułam się wolna. Całkowicie wolna. Zrobiłam coś, na co miałam ochotę, coś, czego pragnęłam. Bez zastanowienia. Po prostu. Bo tego chciałam. Bo żyłam chwilą.
,,Zamiast mysleć maniakalnie o zmianach, po prostu się zmieniaj" - przykazałam sobie w myślach.
- Lauro, gdzie jesteś? - zapytał niepewnie Sebastian. Usłyszałam, jak wstaje. Zamknęłam oczy i przejechałam rękoma po gładkiej tafli wody.
- Nie martw się, Sebastianie. O nic się nie martw - szepnęłam. - Tylko chwytaj dzień.
- Słucham? Gdzie jesteś, Lauro?
- Zaufaj mi - poprosiłam i obróciłam się na brzuch. W pośpiechu ściągnęłam z siebie mokry płaszcz. Woda była lodowata, ale miałam to gdzieś. - Daj mi rękę! - podpłynęłam do pomostu.
Chłopak wahał się przez chwilę, ale w końcu schylił się, wymacał moją dłoń i ścisnął ją mocno. A ja pociągnęłam ją w dół.
- Jestem tutaj - powiedziałam cicho. - W wodzie. Dotykasz jej. I wiesz co? Czuję się tu świetnie. Wspaniale. Czuję się lekka i wolna. Osiągnęłam po części to, czego pragnęłam.
- Lauro, właź na pomost, natychmiast! - Sebastian zadrżał. - Przecież ta woda jest okropnie zimna!...
Zachichotałam.
- Wybacz, ale nie pójdę za twoją radą. Od teraz robię to, na co mam ochotę. Od teraz żyję chwilę. Jestem sobą, rozumiesz? Już się nie zastanawiam nad konsekwencjami i nad tym, jak odbiorą to inni ludzie.
Chłopak chwilę milczał, aż w końcu sięgnął drugą ręką w wodną otchłań i ścisnął moją lewą dłoń.
- Dobrze. Chwytaj dzień, Lauro - szepnął i nachylił się jeszcze niżej, tak, że prawie stykaliśmy się nosami. - Oby tak dalej.
Nagle poczułam, że oczy mi wilgotnieją. To była taka intymna chwila... Miałam ochotę wyskoczyć na pomost i przytulić się do Sebastiana. I owszem, wdrapałam się na drewnianą konstrukcję, ale gdy spojrzałam na chłopaka, mój entuzjazm osłabł. Zrozumiałam coś. To było tak straszne i tak niesprawiedliwe, iż nawet cicho zaszlochałam, ale szybko zdusiłam płacz i ujęłam twarz Sebastiana w obie dłonie.
- Sebastianie... - szepnęłam, opierając swoją głowę na jego czole. Nie myślałam o tym, co robię. - Jesteś wspaniały. Muszę cię przeprosić. To, co zaszło wtedy na korytarzu...
- Nie przepraszaj - odpowiedział szybko. - Nie chcę sobie tego przypominać... Ale ja znam prawdę. I wiem, że ty nigdy byś mnie nie skrzywdziła. Powinienem ci raczej podziękować za pomoc...
Zaczerwieniłam się.
- Dziękuję ci... Dziękuję, że zrozumiałeś. Ale... Jest coś jeszcze - wzięłam głęboki oddech. - Dzisiaj powiedziałam, że czuję, iż powinniśmy się bliżej poznać. To prawda. Obawiam się jednak, że opacznie to zrozumiałeś... Nie chcę niczego wycofywać, ale chcę ci tylko wyjaśnić, że to wszystko, o czym mówiłam... Miałam na myśli przyjaźń. Prawdziwą, poważną, ale też zwariowaną przyjaźń. Dlatego chciałabym, żebyśmy widywali się częściej - wyrzuciłam z siebie jednym tchem.
- Och... - chłopak odsunął się nieznacznie. - Rozumiem. I... Masz rację. Tak będzie lepiej. Tak będzie nam dobrze. Będzie nam dobrze jako przyjaciołom - powtórzył wolno.
Uśmiechnęłam się i objęłam go mocno.
- Dziękuję. Jesteś wspaniały, wiesz? Chyba już ci to mówiłam. A teraz wybacz, ale muszę lecieć. Mam do załatwienia jeszcze jedną, bardzo ważną sprawą - odwróciłam się i pobiegłam na brzeg. - Do zobaczenia!

* * *

,,Dawno nie rozmawialiśmy, prawda? Aż się stęskniłam. Nie doszukuj się sarkazmu. Po prostu chcę pogadać... I chyba nie muszę mówić, gdzie możesz mnie znaleźć" - wystukałam szybkiego sms-a do Marcina i wysłałam go, nie przeglądając po raz drugi treści. Kiedyś czytałam sms-y parę razy, żeby się upewnić, czy nie napisałam czegoś zbyt śmiałego czy żenującego, ale teraz postanowiłam zmienić nawyki.
Marcin nie odpisał. Niezbyt się tym przejęłam, dlatego kwadrans później założyłam glany i ruszyłam nad Wartę. Usiadłam na metalowej barierce. Tu ostatnie czekałam na Marcina. Tu się przełamałam.
Teraz zamierzałam czekać tu choćby do jutra rana, byle tylko go spotkać. Na szczęście nie musiałam długo siedzieć na barierce.
- Dlaczego chciałaś porozmawiać? - niecałe pół godziny później usłyszałam za sobą sarkastyczny głos chłopaka.
- Och, przestań! - zirytowałam się, zeskakując na ziemię. - Mam ochotę tylko porozmawiać, bo podobno chciałeś pomóc mi się zmienić. I wiesz co? Zmieniłam się bez twojej pomocy - dodałam z przekąsem.
- Naprawdę? Naprawdę tak sądzisz? - uniósł brwi.
- Jasne - wzruszyłam ramionami. - To Sebastian mi pomógł. I moja mama.
- Naprawdę tak sądzisz? - powtórzył z uporem, unosząc brwi jeszcze wyżej.
- Tak - odpowiedziałam.
- Lauro, czy ty naprawdę sądzisz, że zmieniłaś się bez mojej pomocy? - spojrzał na mnie z rozbawieniem. - Czy naprawdę sądzisz, że to ten niewidomy chłopak pomógł ci się zmienić?
- No... Tak. - odparłam, chociaż z pewnym ociąganiem. - O co ci właściwie chodzi?!
- Lauro... Pomyśl - poprosił tylko.
Pokręciłam głową.
- Nie rozumiem. Nic nie wymyślę, naprawdę - spojrzałam na niego błagalnie.
- Czasami bawi mnie twoja głupota. Czy ty naprawdę nie zauważyłaś, że ja działałem... Z ukrycia? Celowo? Ale oczywiście tak, żebyś nie zauważyła.
Wytrzeszczyłam na niego oczy.
- Zastanów się. Nie bez przyczyny poszedłem do Węgierki wtedy, kiedy wywiązała się bójka. Chciałem, żebyś się zbuntowała. Żebyś w końcu się sprzeciwiła. Żebyś zmieniła swoje nawyki.
Do oczu napłynęły mi łzy.
- Ty idioto! Nie wiesz, co ja przeżywałam! - wrzasnęłam, szlochając. - Byłam cała w nerwach... A ty to wszystko zaplanowałeś!
- Nie. Nie planowałem tego - zaprzeczył szybko. - Ja tylko wykorzystałem okazję. Wiedziałem, że to ci pomoże. Dzięki temu naprawdę się sprzeciwiłaś i wyraziłaś swoje zdanie. Pogodziłaś się z mamą. I zaczęłaś żyć chwilą. Czy to nie tego właśnie chciałaś?
Spojrzałam na niego przez łzy.
- To znaczy... To znaczy, że ty przez cały czas mi pomagałeś?... - zapytałam drżącym głosem.
- Oczywiście. Chciałem, żebyś się zmieniła, bo to ja sprawiłem, że zaczęłaś się nad tym zastanawiać. Nad sobą. A potem trochę ci pomogłem.
- Och... Marcinie... - otarłam łzy. - Przepraszam. Przepraszam. A ja, głupia, myślałam, że się ode mnie odwróciłeś i chciałeś mnie wkopać...
- Przestań tak myśleć i przestań tak mówić. Czy to wszystko, co chciałaś wiedzieć? - zapytał z lekkim uśmiechem.
- No... Nie do końca. Chciałabym, żebyś to ty coś wiedział - spojrzałam mu w oczy. Nadal nie mogłam zidentyfikować ich koloru. - Ja i Sebastian jesteśmy tylko przyjaciółmi.
- To dobrze - Marcin skinął głową. - Cieszę się, że masz przyjaciela.
Spuściłam wzrok. To było wszystko, co miał do powiedzenia? Chciał teraz odejść i mnie zostawić?
- Wybacz, ale muszę już wracać - chłopak jakby czytał w moich myślach. - Do zobaczenia w szkole.
- Marcin... - zdołałam tylko wydusić przez ściśnięte gardło.
- Tak? - odwrócił się.
- Dzięki za pomoc - powiedziałam, oglądając uważnie czubki moich glanów.
 
Oceń dopis: |
 

Komentarze: 3

Nie musimy z drugiej strony, aż tak szybko zmierzać do końca;). Przyznam, że poczynania Marcina mnie trochę przeraziły. Jeśli Laura może w takiej sytuacji okazywać mu wdzięczność i nie przejmować się tym co mówi, niezła jest... Szacun.

Przemyślę ten wpis i może uda mi się wieczorkiem coś naskrobać.

Ciekawe czy presja wywierana na Autorce przyniesie jakiś skutek. Ho, ho, może być dalszy ciąg:-)

Jaka presja? Ha? I kto niby jest tym wywieraczem presji?


Aby móc dodać komentarz musisz być zalogowany.