Chłopak opadł na kolana i popatrzył na swe ręce. "To nie tak miało wyglądać - pomyślał. - To nie tak. Nie chciałem zabić jej. Ona jest... nie. Ona była dla mnie najważniejsza. Gdybym raz jeszcze mógł cofnąć ten przeklęty czas. Jeszcze ten jeden ostatni raz. Nie rzuciłbym. Nie, gdy wiem jakie mogą być tego konsekwencję. Kiedy wiem, że jej już nie ma i że nigdy nie wróci. Gdybym mógł cofnąć czas."
Rozejrzał się szybko wokoło. Nigdzie nie było widać jego wcześniejszej dobrodziejki. "Nie, ona nie była dobrodziejką - poprawił się szybko w myślach. - Jej dar ofiarował mi cierpienie." Nigdzie jej nie było.
Teraz, kiedy była mu tak bardzo potrzebna, nigdzie jej nie było. Przypomniał sobie, że spotkał ją niedaleko rzeki. Chciał wstać i tam pobiec, ale nie mógł. Nie mógł się podnieść. Nie potrafił się zmusić do tego by stąd odejść. Tak bardzo chciał to wszystko cofnąć, ocalić ją. Cały czas patrząc na swe dłonie czuł się tak, jakby miał jej krew na swych rękach. Obraz zaczął się robić niewyraźny, a jego dłonie mokre. Dopiero po chwili zdał sobie sprawę z tego, że płacze. Łzy spływały mu po twarzy, spływały na dłonie, a następnie na ziemię tworząc wokół niego małą kałuże błota. Podniósł głowę do góry, i z całych sił zawył. W tym obłąkańczym krzyku, zawarł swój cały ból. Jak przez mgłę pamiętał, że podniósł się, podniósł leżący nieopodal miecz, i przeszedł przez pole bitwy, zabijając każdego, kto tylko stanął na jego drodze. Gdy tylko dotarł do ciała Emilii, odrzucił miecz na bok, opadł na kolana przy jej ciele i wziął ją ten ostatni raz w objęcia. Potem była już tylko ciemność.
Rozejrzał się szybko wokoło. Nigdzie nie było widać jego wcześniejszej dobrodziejki. "Nie, ona nie była dobrodziejką - poprawił się szybko w myślach. - Jej dar ofiarował mi cierpienie." Nigdzie jej nie było.
Teraz, kiedy była mu tak bardzo potrzebna, nigdzie jej nie było. Przypomniał sobie, że spotkał ją niedaleko rzeki. Chciał wstać i tam pobiec, ale nie mógł. Nie mógł się podnieść. Nie potrafił się zmusić do tego by stąd odejść. Tak bardzo chciał to wszystko cofnąć, ocalić ją. Cały czas patrząc na swe dłonie czuł się tak, jakby miał jej krew na swych rękach. Obraz zaczął się robić niewyraźny, a jego dłonie mokre. Dopiero po chwili zdał sobie sprawę z tego, że płacze. Łzy spływały mu po twarzy, spływały na dłonie, a następnie na ziemię tworząc wokół niego małą kałuże błota. Podniósł głowę do góry, i z całych sił zawył. W tym obłąkańczym krzyku, zawarł swój cały ból. Jak przez mgłę pamiętał, że podniósł się, podniósł leżący nieopodal miecz, i przeszedł przez pole bitwy, zabijając każdego, kto tylko stanął na jego drodze. Gdy tylko dotarł do ciała Emilii, odrzucił miecz na bok, opadł na kolana przy jej ciele i wziął ją ten ostatni raz w objęcia. Potem była już tylko ciemność.


