Chłopak westchnął, wstał i przeciągnął się. Bolało go prawe ramię... Co to mogło oznaczać? Podwinął rękaw i spojrzał. Jego oczom ukazał się tatuaż przedstawiający dwa skrzyżowane miecze. Nie kryjąc zaskoczenia i irytacji wszedł do jadalni.
- Co to jest?! - zapytał zdenerwowany Levy'ego, który krzątał się przy stole. - No, co?!
- Spokojnie, chłopcze - Mistrz wskazał mu krzesło, na które chłopiec opadł. - To ochrona.
- Ach, tak, ochrona! Dlaczego nie pomyślałem, że przecież zwyczajny tatuaż jest ochroną! - odparł Marcus ironicznie.
- Zwyczajny - nie. Ale ten - owszem. Może cię ochronić. Nie ma własnych właściwości magicznych, ale gdybyś kiedyś zaginął... na przykład podczas walki, jeśli zostaniesz odnaleziony przez członka Braterstwa, będziesz bezpieczny! A jeżeli znajdzie cię ktoś... pozamagiczny, także będziesz bezpieczny, bo każdy może sobie zrobić tatuaż. Dopóki sam swoją głupotą nie ujawnisz swoich zdolności - odpowiedział Mistrz bez cienia irytacji.
- W porządku. Ale jak członkowie tego całego Braterstwa będą wiedzieć, że mam magiczne zdolności, a nie jestem tylko 'pozamagicznym' człowiekiem, który zrobił sobie tatuaż?
- Po pierwsze, TAKI tatuaż może zrobić tylko osoba posiadająca magiczną moc. Po drugie, wiemy jak to inaczej sprawdzić. Popatrz - Levy machnął ręką nad ramieniem Marcusa i przez starą, szarą koszulę przebił nagle jakiś blask. - Widzisz? Zwykły tatuaż nie zareagowałby tak.
- Dziękuję za wyjaśnienie. I przepraszam - powiedział skruszony chłopiec.
- Nie przejmuj się. Też tak się zdenerwowałem, kiedy pierwszy raz zobaczyłem swój tatuaż, ale można się do tego przyzwyczaić.
Marcusowi trudno było sobie wyobrazić Levy'ego jako młodego chłopca, ale pozostawił to bez komentarza. Był bardzo głodny.
- Częstuj się - Levy wskazał na miskę z owsianką, najwyraźniej znów czytając w jego myślach.
- Dziękuję. - Marcus chwycił łyżkę i zabrał się do jedzenia. "Cudownie" - pomyślał - "Kleista owsianka bez miodu..." Był jednak tak głodny, że zjadłby cokolwiek
- Co to jest?! - zapytał zdenerwowany Levy'ego, który krzątał się przy stole. - No, co?!
- Spokojnie, chłopcze - Mistrz wskazał mu krzesło, na które chłopiec opadł. - To ochrona.
- Ach, tak, ochrona! Dlaczego nie pomyślałem, że przecież zwyczajny tatuaż jest ochroną! - odparł Marcus ironicznie.
- Zwyczajny - nie. Ale ten - owszem. Może cię ochronić. Nie ma własnych właściwości magicznych, ale gdybyś kiedyś zaginął... na przykład podczas walki, jeśli zostaniesz odnaleziony przez członka Braterstwa, będziesz bezpieczny! A jeżeli znajdzie cię ktoś... pozamagiczny, także będziesz bezpieczny, bo każdy może sobie zrobić tatuaż. Dopóki sam swoją głupotą nie ujawnisz swoich zdolności - odpowiedział Mistrz bez cienia irytacji.
- W porządku. Ale jak członkowie tego całego Braterstwa będą wiedzieć, że mam magiczne zdolności, a nie jestem tylko 'pozamagicznym' człowiekiem, który zrobił sobie tatuaż?
- Po pierwsze, TAKI tatuaż może zrobić tylko osoba posiadająca magiczną moc. Po drugie, wiemy jak to inaczej sprawdzić. Popatrz - Levy machnął ręką nad ramieniem Marcusa i przez starą, szarą koszulę przebił nagle jakiś blask. - Widzisz? Zwykły tatuaż nie zareagowałby tak.
- Dziękuję za wyjaśnienie. I przepraszam - powiedział skruszony chłopiec.
- Nie przejmuj się. Też tak się zdenerwowałem, kiedy pierwszy raz zobaczyłem swój tatuaż, ale można się do tego przyzwyczaić.
Marcusowi trudno było sobie wyobrazić Levy'ego jako młodego chłopca, ale pozostawił to bez komentarza. Był bardzo głodny.
- Częstuj się - Levy wskazał na miskę z owsianką, najwyraźniej znów czytając w jego myślach.
- Dziękuję. - Marcus chwycił łyżkę i zabrał się do jedzenia. "Cudownie" - pomyślał - "Kleista owsianka bez miodu..." Był jednak tak głodny, że zjadłby cokolwiek


