- Chodźmy tędy. - Liyveri wskazała dłonią wąską dróżkę między drzewami. - Po kilkudziesięciu metrach możemy zejść ze ścieżki i bardziej zagłębić się w lesie. To coś... Będzie na polanie. - Zmrużyła oczy, oblizała wargi i uśmiechnęła się z satysfakcją. Tym razem zdobycz nie mogła jej umknąć.
Reandra przytaknęła, więc skierowały się w stronę lasu. Między drzewami było zdecydowanie mroczniej niż w okolicy Baru. Liyveri sadziła długie susy - znowu była w swoim żywiole. Zapach krwi i bliskość łatwych ofiar w postaci zwierząt bardzo ją ekscytowały. Prawie nie zwracała uwagi na Reandrę, wędrującą kilka kroków za nią. Liczyło się tylko pragnienie, które Liyveri usilnie próbowała w sobie zdusić.
Po około pięćdziesięciu metrach zstąpiły z ścieżki i zagłębiły się w jeszcze ciemniejszy obszar lasu. Wyostrzone zmysły wampirzycy wskazały jej drogę między drzewami. Liyveri odbijała się od chropowatych konarów, popędzana narastającym pragnieniem. Oblizała spieczone wargi, czując bliskość ofiary. Nagle rzuciła się sprintem, całkowicie zapominając o swej towarzyszce. Zatrzymała się dopiero na skraju polany. Ukryta za drzewem, napięła wszystkie mięśnie, przygotowana do skoku. Racjonalne myślenie ustąpiło miejsca silnej pokusie. Wampirzyca obnażyła kły i wyszła zza drzewa, gotowa do skoku. Jednym susem znalazła się kilka metrów od potencjalnej ofiary. Wielki, pokryty ciemnobrązową sierścią niedźwiedź odwrócił się do niej, otwierając paszczę.
Liyveri uśmiechnęła się delikatnie. Odurzył ją zapach krwi. Smacznej krwi.
Reandra przytaknęła, więc skierowały się w stronę lasu. Między drzewami było zdecydowanie mroczniej niż w okolicy Baru. Liyveri sadziła długie susy - znowu była w swoim żywiole. Zapach krwi i bliskość łatwych ofiar w postaci zwierząt bardzo ją ekscytowały. Prawie nie zwracała uwagi na Reandrę, wędrującą kilka kroków za nią. Liczyło się tylko pragnienie, które Liyveri usilnie próbowała w sobie zdusić.
Po około pięćdziesięciu metrach zstąpiły z ścieżki i zagłębiły się w jeszcze ciemniejszy obszar lasu. Wyostrzone zmysły wampirzycy wskazały jej drogę między drzewami. Liyveri odbijała się od chropowatych konarów, popędzana narastającym pragnieniem. Oblizała spieczone wargi, czując bliskość ofiary. Nagle rzuciła się sprintem, całkowicie zapominając o swej towarzyszce. Zatrzymała się dopiero na skraju polany. Ukryta za drzewem, napięła wszystkie mięśnie, przygotowana do skoku. Racjonalne myślenie ustąpiło miejsca silnej pokusie. Wampirzyca obnażyła kły i wyszła zza drzewa, gotowa do skoku. Jednym susem znalazła się kilka metrów od potencjalnej ofiary. Wielki, pokryty ciemnobrązową sierścią niedźwiedź odwrócił się do niej, otwierając paszczę.
Liyveri uśmiechnęła się delikatnie. Odurzył ją zapach krwi. Smacznej krwi.


