Chyba jeszcze nigdy nie poczułem w tak krótkim czasie smaku tylu łez. Co też ze mnie za chłopak, prawda? Pewnie takie pytanie nasuwa Wam się na język. I słusznie. "Chłopaki nie płaczą" - mawia piosenka, ale jak nie płakać, gdy kolejne osoby odwracają się ode mnie? Jak wytrzymać w klasie jeszcze sześć miesięcy, gdzie połowa osób chciałaby mnie zniszczyć? Staram się nie przejmować zdaniem innych, jednak boli, kiedy ktoś wysuwa bezpodstawne opinie, które absolutnie nie są oparte na prawdzie.
Nienawidzę swojego otoczenia, całej tej szopki, jaką jest moja szkoła. Dosłownie z dnia na dzień moje serce na wskroś targają lodowe ostrza. Spotykam się z okropną krytyką tego, co robię, co lubię robić, a mianowicie pisania. Najgorsze jest to, że krytycy nie znają mojego stylu, tekstów, ale sam fakt, że lubię pisać, że mam sprecyzowane plany na przyszłość... jest po prostu krytykowany przed opinią publiczną. Doszło do obraźliwych komentarzy na n-k, które wciąż tam widnieją i świecą przenikliwym światłem krytyki, złorzeczenia, oskarżeń i wyzwisk.
Wiem, że nie mogę się teraz poddać, że teraz jeszcze usilniej powinienem dążyć do realizacji postawionych celów, aby pokazać innym, że (za przeproszeniem) gówno są warci. Wiem, że jeszcze im pokażę, jednak póki do tego nie dojdzie będę tkwił sam w - jak to mawiała Ania Shirley - otchłani rozpaczy.
Przepraszam za to ciągłe moje narzekanie i marudzenie. Czasami lepiej wylać się na pa... na klawiaturę.
Przepraszam.
Nienawidzę swojego otoczenia, całej tej szopki, jaką jest moja szkoła. Dosłownie z dnia na dzień moje serce na wskroś targają lodowe ostrza. Spotykam się z okropną krytyką tego, co robię, co lubię robić, a mianowicie pisania. Najgorsze jest to, że krytycy nie znają mojego stylu, tekstów, ale sam fakt, że lubię pisać, że mam sprecyzowane plany na przyszłość... jest po prostu krytykowany przed opinią publiczną. Doszło do obraźliwych komentarzy na n-k, które wciąż tam widnieją i świecą przenikliwym światłem krytyki, złorzeczenia, oskarżeń i wyzwisk.
Wiem, że nie mogę się teraz poddać, że teraz jeszcze usilniej powinienem dążyć do realizacji postawionych celów, aby pokazać innym, że (za przeproszeniem) gówno są warci. Wiem, że jeszcze im pokażę, jednak póki do tego nie dojdzie będę tkwił sam w - jak to mawiała Ania Shirley - otchłani rozpaczy.
Przepraszam za to ciągłe moje narzekanie i marudzenie. Czasami lepiej wylać się na pa... na klawiaturę.
Przepraszam.


