Co u Ciebie? - Czyli zbiorowy pamiętnik  zobacz opis świata »

Dopis 880:Ciąg myślowy , w którym niewiele się dzieje . ....

« poprzedni dopis
 

therine 24

Od: 31.01.2011,aktywny: dawno temu

Tekstów: 2,

Dopisów: 38,


Ciąg myślowy, w którym niewiele się dzieje...

Zatęskniłam do pustyni, do Mejis, do Calla Bryn Sturgis, do Algul Siento... Zatęskniłam przede wszystkim do Can’ka No Rey. "Mroczna Wieża" zmieniła, a w zasadzie wykrystalizowała moje pojęcie co do wszelkiego procesu tworzenia – od poezji, przez prozę, po malarstwo i rzeźbę. Ostatnio chciałam do niej wrócić, odwiedzić jeszcze raz każde gdzieś i kiedyś, odetchnąć powietrzem każdego Nowego Jorku, przejść się po opustoszałej Stacji Gromu, wygrać w walce na zagadki. Chęć ta jednak nie mogła się mierzyć z brakiem dwóch pierwszych tomów sagi, które ode mnie pożyczono najwyraźniej na wieczne nieoddanie. Nic to. Luka ta przystopowała mnie tylko na niedługą chwilę – zorganizowałam sobie audiobooki. Nieco mniej niż trzy pełne doby słuchania. Więc słucham. I oprócz słuchania – myślę.
Moje pierwsze doświadczenia z audiobookami wiążą się ściśle z okresem późnego dzieciństwa, kiedy z magnetofonu w zasadzie cały dzień leciały bajki i baśnie wszelakie. Wraz z bratem katowaliśmy resztę domowników (w osobach rodziców, psa, zależnie od czasu od jednego do trzech kotów i przypadkowych gości) braćmi Grimm, Andersenem, Perraultem... Oboje znaliśmy każde nagranie na pamięć. Zwykle leżeliśmy, każde na swoim łóżku, z nogami opartymi o ścianę i recytowaliśmy baśnie razem z lektorem. I tak cały dzień.
Później porzuciłam nagrania i wróciłam do nich dopiero na pierwszym roku studiów, kiedy przeczytanie zadanej listy książek na zajęcia z literatury graniczyło z cudem – więc wspomagałam się audiobookami. Audiobookami paskudnymi, "czytanymi" przez komputer, przez co do reszty zraziłam się do gadających GPS-ów, ale innego wyjścia nie było. Z ulgą wyrzuciłam wszystkie te koszmarki jak tylko zajęcia dobiegły końca.
Ponownie wróciłam do słuchania książek kilka dni temu, tym razem jednak zdecydowanie jest to powrót przyjemny. Głos lektora, westernowy, lekko chrypkowaty – idealnie pasuje mi do atmosfery opowieści. I to właśnie od głosu zaczęło się moje myślenie. Uwielbiam głosy. Mam pamięć do głosów. Zdarza mi się obejrzeć film, posłuchać piosenki i stwierdzić – "ja cię skądś znam" – tylko po głosie. Twarze, czy imiona szybko uciekają mi z głowy, ale głosy zostają tam na zawsze. Dziś, w trakcie słuchania trzeciego tomu "Mrocznej Wieży", pomyślałam sobie, że gdyby Vin Diesel nagrał jakiegoś audiobooka, straciłabym potrzebę fizycznego zaspokojenia seksualnego. Sam Vin Diesel mnie nie rusza, ani uroda, ani tym bardziej przesadzona muskulatura. Ale uwielbiam jego głos – na samą myśl o "Pitch Black" i jego początkowym monologu miło mi się robi (że tak eufemizmu użyję). Podobnie Hugo Weaving, czy Christian Bale – uwielbiam ich słuchać (i wkurzać współlokatorkę, odtwarzając w kółko te same sceny z filmów).

Głosy. Nie wiem dlaczego tak bardzo na mnie oddziałują, ale wiem, że lubię, kiedy ktoś mi czyta...
 
Oceń dopis: |
 

Komentarze: 2

A ja tu sobie nieświadomie dominuję piszmakowy pamiętnik :D... No dobra, teraz już świadomie ;p

Dominuj, dominuj. Nam się to bardzo podoba:)

Aby móc dodać komentarz musisz być zalogowany.