ZAPYTAJ RAJCHSFIRERA  zobacz opis świata »

Dopis 7:Cieszyłem się każdą chwilą...

« poprzedni dopis
 

Love 83

Od: 14.02.2010,aktywny: dawno temu

Tekstów: 23,

Dopisów: 213,


Cieszyłem się każdą chwilą, każdym obrazem namalowanym życiem. Rudi zlazł z drzewa, a na górkę zaczęli się schodzić inni chłopcy. Lissek przyjechał na rowerze. Każdy chciał zagrać w piłkę i zrobił się z tego naprawdę wielki mecz.
7 LIPCA. POLSKA EKIPA, "CZARNY KOŃ" MISTRZOSTW, WPROWADZIŁA ZUPEŁNIE NOWY STYL GRY, BYŁ TO RADOSNY FOOTBALL. PO MECZU Z WŁOCHAMI (2:0) I CIĘŻKIM MECZU Z SILNĄ SZWECJĄ, POJAWIŁY SIĘ SPEKULACJE NA TEMAT MOŻLIWOŚCI ZDOBYCIA TROFEUM. "MECZ O WSZYSTKO" Z RFN OGLĄDAŁA CAŁA PIŁKARSKA POLSKA. WRESZCIE NASTĄPIŁA 78 MINUTA, GERD MULLER POZOSTAWIONY SAM NA SAM Z TOMASZEWSKIM USTALIŁ WYNIK. W MECZU O TRZECIE MIEJSCE REPREZENTACJA POLSKI POKONAŁA TRZYKROTNEGO MISTRZA ŚWIATA- BRAZYLIĘ.
Każdy chciał być Beckenbauerem, ale Beckenbauer był tylko jeden i został nim Lissek. Był też wielki popyt na Deynę, ale, o dziwo, nikt nie chciał być Gerdem Millerem. Mnie chcieli zrobić Szarmachem, prawie się rozpłakałem.
- Nie będę Szarmachem!- postawiłem się.
- Dlaczego, przecież to bardzo dobry piłkarz?
- Nie, i już- założyłem ręce.
W końcu stanęło na tym, że będę po prostu sobą. Mecz stał na dobrym poziomie, ale skończył się innym wynikiem niż słynne spotkanie na wodzie. Strzeliłem nawet jedną bramkę, Lissek pochwalił mnie że dobrze grałem. A jeśli Lissek komuś coś takiego powiedział, to ten ktoś musiał się poczuć jak prawdziwy piłkarz.
Bo kto jak kto, ale on naprawdę potrafił grać w fusbal. Świetnie też jeździł na rowerze, potrafił podnieść w czasie jazdy koło do góry i tak zakręcić kierownicą, że się kręciło jak śmigło.
Tak więc na plac wracałem szczęśliwy. Z okna oplecionego winoroślą sączyła się muzyka. Pani Rise, kiedy tylko miała trochę czasu pomiędzy dojeniem krów i karmieniem całego inwentarza, puszczała płyty z adaptera, jej ulubionym wykonawcą był Elvis Presley. Tak było właśnie tym razem, gdy zasłuchana
czesała długie włosy.
Pan Rise w tym czasie siedział na skraju kanapy i trzymając na kolanach kwiczące prosięta obcinał im kopytka obcęgami. Nie chciało mi się jeszcze wracać do domu, pan Rise otrzepywał właśnie marynarkę, a Rudi przejął sekator i zaniósł go do schowka. Chłopcy zebrali oszołomione zwierzęta żeby je zanieść do chlewika, gdzie mogły się pochwalić swojej matce precyzyjnym manicure.
- A weźcie tam dorzućcie kartofli do korytka!- przypomniała pani Rise kiedy już byli w progu.
Wyszliśmy na dwór, a za drzwiami które się zatrzasnęły słychać było burzliwe pohukiwania gospodyni. Tak czy siak, ja i Ernst przebiegliśmy szybko ogródek pani Gilsy i pokonując płotek zanurzyliśmy się w świecie motyli. Przed nami otwierał się świat żuków, stokrotek i miękkiej, soczystej koniczyny, w której zanurzał swe chrapy pan koń.
Nagle ujrzałem coś dziwnego. Kształt, który płynął rzeką. Kiedy dobił do brzegu, okazało się że jest to mężczyzna, zdradzały go pas oraz czapka, a także charakterystyczny spadochron, który wlókł za sobą jak ogon. Ni mogło być żadnych wątpliwości, takich spadochronów używali tylko chłopcy z luftwaffe. Ernst bawił się w tym czasie z biedronką.
- Słuchaj Ernst, poczekaj tutaj na mnie, muszę coś załatwić- powiedziałem.
- Spokojnie, ja też go widzę- odpowiedział Ernst.
- Gdzie ja jestem?- zapytał nieznajomy.
- W Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej- wyrecytował Ernst.
- Tak się nazywa teraz III Rzesza?
Spojrzeliśmy po sobie wzruszając ramionami.
- To gdzie są teraz Niemcy?
- Tam- powiedziałem wskazując palcem horyzont.
Mężczyzna odpiął spadochron i podążył w tamtym kierunku. Po chwili ogarnęło go światło.

Pani Rise sięgnęła po płytę z winylu i tak, jak to się czasem dzieje, kiedy zbyt szybko się ją zdejmuje z igły adaptera, usłyszała pisk. Radio było włączone. Arabowie strzelali perskimi dywanami, a Żydzi przejmowali ich sprzęt.
W CZASIE NAJWAŻNIEJSZEGO ŚWIĘTA ŻYDOWSKIEGO, ŚWIĘTA POJEDNANIA, EGIPT I SYRIA PODJĘŁY OFENSYWĘ PRZECIWKO IZRAELOWI. DO STARĆ DOSZŁO NA PUSTYNI ORAZ NA WZGÓRZACH GOLAN. WOJSKOM EGIPSKIM UDAŁO SIĘ PRZEKROCZYĆ KANAŁ SUESKI JUŻ W PIERWSZYCH GODZINACH WALK. KONTRATAK NASTĄPIŁ DWA DNI PÓŹNIEJ, LOTNICTWO IZRAELSKIE ZAATAKOWAŁO RÓWNIEŻ KAIR I DAMASZEK. NA WZGÓRZACH SYRYJCZYCY ZOSTALI ZEPCHNIĘCI...
Pan Rise palił już trzeciego cigareta i przypominał trochę DJ Lamę, ze szczotką ryżową na głowie.
KANCLERZ RFN, HELMUT SMIDT ODBYŁ NA MOSKIEWSKIM KREMLU ROZMOWĘ W CZTERY OCZY Z SZEFEM PARTII LEONIDEM BREŻNIEWEM. TEGO SAMEGO DNIA MUHAMMAD ALI (CASSIUS CLAY) BRONIŁ W KINSZASIE SWEGO TYTUŁU MISTRZOWSKIEGO W WADZE CIĘŻKIEJ Z GEORGEM FOREMANEM.
Pani Rise darła pierze.
- I co oni tam znowu godają?
- Leonid Breżniew spotkoł się na Kremlu z kanclerzem RFN.
- Ja, i co pedzioł?
- Pedzioł, że będzie bronił tytułu mistrzowskiego.
- Helmut Smidt?
- Ja, z George Foremanem.

 
Oceń dopis: |
 

Komentarze: 1

Bardzo ładny dopis, piękna atmosfera, nie pozbawiona odrobiny humoru, czyta się płynnie, z zapartym tchem. Mniam. Pogratulować.

Aby móc dodać komentarz musisz być zalogowany.