Cisza, zresztą jak zwykle o tej porze dnia, ludzie i krasnoludy jak zwykle upijają się drogimi trunkami a nieznajomy Bard próbuje uzyskać swoją publiczność śpiewając pieśni Leryńskie.
Nagle głuchą cisze przerywa pisk masywnych zawiasów drewnianych drzwi, a do pomieszczenia wkracza tuzin zbrojnych, podchodzą do karczmarza a po chwili spoglądają na tajemniczą postać siedzącą na poręczy drugiego piętra. Postać wyglądającą na kapitana pokazuje potajemne znaki dla swych towarzyszy i po chwili ci rozchodzą się po pomieszczeniu próbując przygotować zasadzkę na nieznajomego. Postać w białym kapturze jednak nie zmartwiła się tym, spokojnie obserwowała każdy ruch przeciwnika, nogi zaczepił powoli o szczebelki poręczy i opuścił się w przestrzeń karczmy, niczym skok w nieznane, zawisł w niej a włosy wymknęły się spod kaptura prawie dosięgając drewnianej posadzki. Płaszcz opadł w dół pokazując kompletny strój tajemniczego gościa, białe ubranie zakrywało tylko górną część torsu a luźne spodnie trzymał pas z dziwnej białej skóry. Oczy nieznajomego spojrzały na kapitana, który nie spodziewając się tego ruchu stał niczym zamrożony, ręce białego wojownika sięgnęły do pochew uczepionych na obu nogawkach spodni a jego usta zaczęły rzec..
A więc pytasz się kim jestem…
Jestem, tym kim jestem
Jestem nocnym mrokiem
I promieniem słońca
Więc kim jestem??
Jestem Nikim
Nikim mniej
Nikim więcej
Jestem twoim przeznaczeniem
Ostatnie słowo zawisło w powietrzu na chwilę, lecz po kilku sekundach przerwało je upadek ciała o posadzkę. Reszta zbrojnych wyciągnęła szybko swe miecze i ruszyli na człowieka, który przed sekundą zabił Kapitana straży miejskiej.
-Zginiesz- odezwał się głos w głowie białego wojownika- takie jest twoje przeznaczenie, będziesz cierpiał.
Skok z pozycji wiszącej z obrotem nie był może spektakularny lecz ustawił go w dobrej pozycji do ataku, dwu ostrze chwycił pewnie w ręce i gdy strażnicy już go otoczyli zaczął walczyć, miecze przecinały powietrze niczym tańcząc w powietrzu, żołnierze padali jeden za drugim, gdy ostrze było tuż przy gardzieli ostatniego z nich niespodziewanie zatrzymało się.
Ciebie oszczędzę, bo jeszcze jesteś dobry
I tobie mogę powiedzieć kim jestem
Zwą mnie białym rycerzem
Phelanem
***
-Co wy tu jeszcze robicie, właśnie zabito kilkunastu strażników a wy zastanawiacie się co robić-odezwał się potężnym głosem paladyn w zbroi ze szczerego złota, wziął w garść kufel krasnoludzkiego Ale i wielkim haustem opróżnił jego zawartość- no jazda patałachy, nie za to wam płacą- -no ale jak mamy z nim walczyć, nic o nim nie wiemy, a przed sekundą urządził w karczmie istne piekło-Rzekł Jeden z żołnierzy który wystąpił z grupy przerażonych zgromadzonych lecz po sekundzie jego głowa leżała już na podłodze- ruszcie się albo będziecie mieli ze mną do czynienia- z gniewem palladyn schował miecz- śmiecie…- Trzydziestu strażników wybiegło szybko z pomieszczenia na ciemne ulice zaczynając poszukiwania zabójcy. Przeszukując ulice ludzie rozdzielili się, myśląc że tak będzie szybciej
i łatwiej…
***
-To przez ciebie ona płakała- odezwał się głos w głowie Phelana -zginiesz, nie uciekniesz przed przeznaczeniem- Niebo już całkowicie pokryło ciemne sklepienie, a ludzie pokryli się w swoich ciepłych domostwach. -Wyrok zapadł i trzeba z tym żyć, ucieczka nie istnieje, istnieje tylko śmierć- cisze przerwał huk pioruna- właśnie nie uciekniesz, zginiesz jak tobie przeznaczone- odezwał się drugi głos w myślach. Samotna postać w szybkim tępię przemierzała wąskie uliczki miasta, jakby uciekała przed czymś. Błysk i kolejny huk – odwalcie się od mnie, sam zadecyduję kiedy opuszczę ten świat- wykrzyczał nagle pól-elf a po sekundzie wycie lystergów, wielkich jaszczuro-podobnych stworzeń których gadzia skóra nabita kolcami jakby miłe one służyć do zadawania sobie bólu przy każdym kroku, dziwne to stworzenia, lecz ich zręczność i szybkość trudno opisać a gdy jeden z nich zawyje wiadome jest że nie masz szans uciec. Nieznajomy przyśpieszył, odgłosy szybko uderzających nóg o podłogę, zdawał się brzmieć jak rytualna pieśń. –Jest tu, łapcie go tym razem nie może się na wyrwać- wypowiedział biegnący strażnik z dwoma bestiami na uwięzi, mężczyzna w białych szatach bez zastanowienia skręcił w jedną z ciasnych alejek prowadzących do rynku. Nim lystergi zdołały wskazać drogę swojemu treserowi, zamilkły na wieki, padając z sztyletem w gardzieli. –Ty przeklęty łajdaku jak ciebie dorwę to twe dni będą policzone, nie ukrywaj się powiedz gdzie jesteś- zdenerwowany żołnierz, który stracił swe zwierzątka zaczął chaotycznie wymachiwać toporem, lecz jego euforie, niczym ostrze lodu przerwały trzy proste słowa wypowiedziane zza jego pleców –Jestem tutaj, dupku- oczy jakby zastygły zmrożone, a źrenice się rozszerzyły z przerażenia, gdy tylko strażnik się zaczął odwracać został kopnięty w kark i padł nieprzytomnym. –widzisz jeszcze żyję a ty tu sobie jeszcze pośpisz- postać w biali wyszła w miejsce gdzie padał księżycowy blask, oświetlając przy tym sylwetkę pół-elfa. Średniego wzrostu istota stała z przypiętym do pasa płaszczem by nie przeszkadzał w cichym poruszaniu się.
-I tak umrzesz, musisz i lepiej daj od razu swoją głowę na tacy- rzekł głos w myślach a po chwili drugi dodał – śmierci, śmierci twojej chcemy, przez ciebie ona cierpiała- Phelan po chwili padł na ziemię dręczony ciągłymi głosami i scenami z przeszłości –ja, nie chciałem, ja ją kochałem…- chwila milczenia – Ty ją kochałeś?!, to nie była miłość to chęć pożądania, ty jesteś tutaj jedyną bestią…- kolejny piorun i drugi głos ozwał się tego wieczoru po raz ostatni- jesteś tylko potworem, nie łudź się, nie unikniesz przeznaczenia, ZGINIESZ-
***
-Mówią, że ucieczka to prostsza metoda życia, każdy o tym wie… a przynajmniej wydaje im się że wiedzą… lecz nie da się uciekać wiecznie, zawsze znajdzie się ten dół, w który prędzej czy później wpadniesz- słowa łagodnie brzmiały w pustym pomieszczeniu – lecz nie dbam o śmierć, nie boję się gdy słyszę jej kroki, już nic gorszego nie ma prawa się zdarzyć- biała postać wyciągnęła ręce przed siebie by rozluźnić mięśnie - czas wstawać- odezwały się zgodnie głosy- Małe błękitne runy zapaliły się na ścianach po czym przekształciły się w pochodnie, światło nagle wypełniło całe pomieszczenie ujawniając wartościowe bibeloty w pokoju. Mała klepsydra emanowała purpurową oświatą a piasek w niej nienaturalnie się przesypywał, jakby była sterowana czyjąś mocą. –zostało ci mało czasu śpiesz się, śpiesz się- ozwał się pierwszy głos –no racja śpiesz się, ale powoli zmęczeni jesteśmy-lecz Phelan zignorował głosy i wyszedł na taras swego domu. Wolno podszedł do barierki i spojrzał na tętniące życiem miasto, dopiero świt a tyle różnych osób wyszło na spacer lub krząta się załatwiając sprawy, które nie cierpią zwłoki, no a przy okazji są dobrym pretekstem do porzucenia swych dzieci by radziły sobie same. -Tyle ludzi co dzień krzywdzi swych bliskich, i jest to traktowane jako norma, jako sposób życia- wyszeptała do siebie postać, po czym odwróciła się i podniosła z podłogi rzucone białe szaty. Raz jeszcze spojrzał na swój dom jakby się żegnał z nim po czym wyskoczył z tarasu wprost na ruchliwe uliczki, nikt nawet nie zauważył go, miasto ma to do siebie… mógłbyś nawet popełnić samobójstwo tuż obok przechodniów a oni by ciebie nawet nie zauważyli, spokojnie ruszył w stronę karczmy
-Może rybkę podać czcigodny paniczu lub jakieś mięso jagnięce, najlepsze w całym mieście- jakiś handlarz podszedł do niego lecz on tylko pokiwał głową na znak że niczego nie potrzebuje i poszedł dalej. Aleja kupców to jedna z dłuższych ulic w tym mieście, przejście niej zajmuje sporo czasu lecz można spotkać tyle życzliwych ludzi, którzy powiedzą „dzień dobry” lub „co słychać o Panie” lecz niestety także tych którzy polują na twoje pieniądze.
Gdy był już tuż przed drzwiami karczmy obejrzał czy żaden zbrojny za nim nie idzie i wszedł do pomieszczenia kierując się od razu do karczmarza
-Ty naprawdę masz tupet by znów się tu zjawiać, prawie królewscy mnie przyskrzynili przez ciebie- dosyć podenerwowany krasnolud nalał sobie kufel piwa- Tak wiem póki płacisz to mile ciebie tutaj widzieć, cóż raczej znów chcesz tam zejść… zresztą to nie moja sprawa, tylko jak będziesz tam na dole zamykaj drzwi od wewnątrz, kanały to przerażające miejsce- podał klucz Phelanowi –czuj się jak u siebie w domu…-
Nagle głuchą cisze przerywa pisk masywnych zawiasów drewnianych drzwi, a do pomieszczenia wkracza tuzin zbrojnych, podchodzą do karczmarza a po chwili spoglądają na tajemniczą postać siedzącą na poręczy drugiego piętra. Postać wyglądającą na kapitana pokazuje potajemne znaki dla swych towarzyszy i po chwili ci rozchodzą się po pomieszczeniu próbując przygotować zasadzkę na nieznajomego. Postać w białym kapturze jednak nie zmartwiła się tym, spokojnie obserwowała każdy ruch przeciwnika, nogi zaczepił powoli o szczebelki poręczy i opuścił się w przestrzeń karczmy, niczym skok w nieznane, zawisł w niej a włosy wymknęły się spod kaptura prawie dosięgając drewnianej posadzki. Płaszcz opadł w dół pokazując kompletny strój tajemniczego gościa, białe ubranie zakrywało tylko górną część torsu a luźne spodnie trzymał pas z dziwnej białej skóry. Oczy nieznajomego spojrzały na kapitana, który nie spodziewając się tego ruchu stał niczym zamrożony, ręce białego wojownika sięgnęły do pochew uczepionych na obu nogawkach spodni a jego usta zaczęły rzec..
A więc pytasz się kim jestem…
Jestem, tym kim jestem
Jestem nocnym mrokiem
I promieniem słońca
Więc kim jestem??
Jestem Nikim
Nikim mniej
Nikim więcej
Jestem twoim przeznaczeniem
Ostatnie słowo zawisło w powietrzu na chwilę, lecz po kilku sekundach przerwało je upadek ciała o posadzkę. Reszta zbrojnych wyciągnęła szybko swe miecze i ruszyli na człowieka, który przed sekundą zabił Kapitana straży miejskiej.
-Zginiesz- odezwał się głos w głowie białego wojownika- takie jest twoje przeznaczenie, będziesz cierpiał.
Skok z pozycji wiszącej z obrotem nie był może spektakularny lecz ustawił go w dobrej pozycji do ataku, dwu ostrze chwycił pewnie w ręce i gdy strażnicy już go otoczyli zaczął walczyć, miecze przecinały powietrze niczym tańcząc w powietrzu, żołnierze padali jeden za drugim, gdy ostrze było tuż przy gardzieli ostatniego z nich niespodziewanie zatrzymało się.
Ciebie oszczędzę, bo jeszcze jesteś dobry
I tobie mogę powiedzieć kim jestem
Zwą mnie białym rycerzem
Phelanem
***
-Co wy tu jeszcze robicie, właśnie zabito kilkunastu strażników a wy zastanawiacie się co robić-odezwał się potężnym głosem paladyn w zbroi ze szczerego złota, wziął w garść kufel krasnoludzkiego Ale i wielkim haustem opróżnił jego zawartość- no jazda patałachy, nie za to wam płacą- -no ale jak mamy z nim walczyć, nic o nim nie wiemy, a przed sekundą urządził w karczmie istne piekło-Rzekł Jeden z żołnierzy który wystąpił z grupy przerażonych zgromadzonych lecz po sekundzie jego głowa leżała już na podłodze- ruszcie się albo będziecie mieli ze mną do czynienia- z gniewem palladyn schował miecz- śmiecie…- Trzydziestu strażników wybiegło szybko z pomieszczenia na ciemne ulice zaczynając poszukiwania zabójcy. Przeszukując ulice ludzie rozdzielili się, myśląc że tak będzie szybciej
i łatwiej…
***
-To przez ciebie ona płakała- odezwał się głos w głowie Phelana -zginiesz, nie uciekniesz przed przeznaczeniem- Niebo już całkowicie pokryło ciemne sklepienie, a ludzie pokryli się w swoich ciepłych domostwach. -Wyrok zapadł i trzeba z tym żyć, ucieczka nie istnieje, istnieje tylko śmierć- cisze przerwał huk pioruna- właśnie nie uciekniesz, zginiesz jak tobie przeznaczone- odezwał się drugi głos w myślach. Samotna postać w szybkim tępię przemierzała wąskie uliczki miasta, jakby uciekała przed czymś. Błysk i kolejny huk – odwalcie się od mnie, sam zadecyduję kiedy opuszczę ten świat- wykrzyczał nagle pól-elf a po sekundzie wycie lystergów, wielkich jaszczuro-podobnych stworzeń których gadzia skóra nabita kolcami jakby miłe one służyć do zadawania sobie bólu przy każdym kroku, dziwne to stworzenia, lecz ich zręczność i szybkość trudno opisać a gdy jeden z nich zawyje wiadome jest że nie masz szans uciec. Nieznajomy przyśpieszył, odgłosy szybko uderzających nóg o podłogę, zdawał się brzmieć jak rytualna pieśń. –Jest tu, łapcie go tym razem nie może się na wyrwać- wypowiedział biegnący strażnik z dwoma bestiami na uwięzi, mężczyzna w białych szatach bez zastanowienia skręcił w jedną z ciasnych alejek prowadzących do rynku. Nim lystergi zdołały wskazać drogę swojemu treserowi, zamilkły na wieki, padając z sztyletem w gardzieli. –Ty przeklęty łajdaku jak ciebie dorwę to twe dni będą policzone, nie ukrywaj się powiedz gdzie jesteś- zdenerwowany żołnierz, który stracił swe zwierzątka zaczął chaotycznie wymachiwać toporem, lecz jego euforie, niczym ostrze lodu przerwały trzy proste słowa wypowiedziane zza jego pleców –Jestem tutaj, dupku- oczy jakby zastygły zmrożone, a źrenice się rozszerzyły z przerażenia, gdy tylko strażnik się zaczął odwracać został kopnięty w kark i padł nieprzytomnym. –widzisz jeszcze żyję a ty tu sobie jeszcze pośpisz- postać w biali wyszła w miejsce gdzie padał księżycowy blask, oświetlając przy tym sylwetkę pół-elfa. Średniego wzrostu istota stała z przypiętym do pasa płaszczem by nie przeszkadzał w cichym poruszaniu się.
-I tak umrzesz, musisz i lepiej daj od razu swoją głowę na tacy- rzekł głos w myślach a po chwili drugi dodał – śmierci, śmierci twojej chcemy, przez ciebie ona cierpiała- Phelan po chwili padł na ziemię dręczony ciągłymi głosami i scenami z przeszłości –ja, nie chciałem, ja ją kochałem…- chwila milczenia – Ty ją kochałeś?!, to nie była miłość to chęć pożądania, ty jesteś tutaj jedyną bestią…- kolejny piorun i drugi głos ozwał się tego wieczoru po raz ostatni- jesteś tylko potworem, nie łudź się, nie unikniesz przeznaczenia, ZGINIESZ-
***
-Mówią, że ucieczka to prostsza metoda życia, każdy o tym wie… a przynajmniej wydaje im się że wiedzą… lecz nie da się uciekać wiecznie, zawsze znajdzie się ten dół, w który prędzej czy później wpadniesz- słowa łagodnie brzmiały w pustym pomieszczeniu – lecz nie dbam o śmierć, nie boję się gdy słyszę jej kroki, już nic gorszego nie ma prawa się zdarzyć- biała postać wyciągnęła ręce przed siebie by rozluźnić mięśnie - czas wstawać- odezwały się zgodnie głosy- Małe błękitne runy zapaliły się na ścianach po czym przekształciły się w pochodnie, światło nagle wypełniło całe pomieszczenie ujawniając wartościowe bibeloty w pokoju. Mała klepsydra emanowała purpurową oświatą a piasek w niej nienaturalnie się przesypywał, jakby była sterowana czyjąś mocą. –zostało ci mało czasu śpiesz się, śpiesz się- ozwał się pierwszy głos –no racja śpiesz się, ale powoli zmęczeni jesteśmy-lecz Phelan zignorował głosy i wyszedł na taras swego domu. Wolno podszedł do barierki i spojrzał na tętniące życiem miasto, dopiero świt a tyle różnych osób wyszło na spacer lub krząta się załatwiając sprawy, które nie cierpią zwłoki, no a przy okazji są dobrym pretekstem do porzucenia swych dzieci by radziły sobie same. -Tyle ludzi co dzień krzywdzi swych bliskich, i jest to traktowane jako norma, jako sposób życia- wyszeptała do siebie postać, po czym odwróciła się i podniosła z podłogi rzucone białe szaty. Raz jeszcze spojrzał na swój dom jakby się żegnał z nim po czym wyskoczył z tarasu wprost na ruchliwe uliczki, nikt nawet nie zauważył go, miasto ma to do siebie… mógłbyś nawet popełnić samobójstwo tuż obok przechodniów a oni by ciebie nawet nie zauważyli, spokojnie ruszył w stronę karczmy
-Może rybkę podać czcigodny paniczu lub jakieś mięso jagnięce, najlepsze w całym mieście- jakiś handlarz podszedł do niego lecz on tylko pokiwał głową na znak że niczego nie potrzebuje i poszedł dalej. Aleja kupców to jedna z dłuższych ulic w tym mieście, przejście niej zajmuje sporo czasu lecz można spotkać tyle życzliwych ludzi, którzy powiedzą „dzień dobry” lub „co słychać o Panie” lecz niestety także tych którzy polują na twoje pieniądze.
Gdy był już tuż przed drzwiami karczmy obejrzał czy żaden zbrojny za nim nie idzie i wszedł do pomieszczenia kierując się od razu do karczmarza
-Ty naprawdę masz tupet by znów się tu zjawiać, prawie królewscy mnie przyskrzynili przez ciebie- dosyć podenerwowany krasnolud nalał sobie kufel piwa- Tak wiem póki płacisz to mile ciebie tutaj widzieć, cóż raczej znów chcesz tam zejść… zresztą to nie moja sprawa, tylko jak będziesz tam na dole zamykaj drzwi od wewnątrz, kanały to przerażające miejsce- podał klucz Phelanowi –czuj się jak u siebie w domu…-


