Co by było gdyby...?  zobacz opis świata »

Dopis 10:Co by było , gdybym urodziła...

« poprzedni dopis
 
Co by było, gdybym urodziła się trzysta lat temu?



Z pewnością dla społeczeństwa byłabym tak kontrowersyjną osobą, że nikt nie chciałby się do mnie odzywać. Choć może traktowano by mnie gorzej?. Słyszałam kiedyś o pewnym przypadku, gdy wyklęto ze społeczeństwa pewną młodą damę za to, że wystawał jej z pod sukni pantofelek. Słysząc to, zapewne z niedowierzaniem skomentujecie „żałosne”. Ale czy dzisiejsze czasy są oby na pewno lepsze?



No to zacznijmy od początku.

Mam, załóżmy dwanaście lat i jestem dobrze urodzoną, młodą damą. Społeczeństwo jeszcze nie zdążyło mnie odrzucić

Siadam do obiadu i krzywię się, bo znowu podano mięso. Zaczynam długą dyskusję o tym, że nie wolno zabijać. Nie znajduję zrozumienia, tak samo, jak w dzisiejszych czasach. Ale jest jeszcze gorzej. Rodzice patrzą na mnie krzywym wzrokiem, i grożą, że wkrótce przestanę istnieć dla społeczeństwa. Wtedy jeszcze nie spodziewam się, że już za jakiś czas te okrutne słowa stają się prawdą.

Kilka lat później zaczynam pojawiać się na balach. Chociaż wyglądam prześlicznie, nie przykuwam uwagi mężczyzn. Nic dziwnego. Już uchodzę za coś gorszego.

Pewna księżniczka zwraca moją uwagę. Obserwuję ją uważnym wzrokiem i nie mogę oderwać od niej wzroku. Jeszcze nie wiem, że już za niedługo kobieta ta stanie się przyczyną mej obsesji.

Dopada mnie samotność. Uciekam. Nie obchodzi mnie zdanie innych.

Opieram się o pień starego dębu i spoglądam wypełnionymi kroplami łez oczyma na księżyc, który tego dnia osiągnął swą pełnię. Me serce jest rozdzierane przez rozpacz.

Wtedy jeszcze nie spodziewam się, że tak będzie wyglądać kilka następnych lat mojego życia.

Rzucona w otchłań namiętności, zagubienia, zastanawiam się, czy przypadkiem szatan nie zarzucił na mnie swych sideł. Ludzie spoglądają na mnie wzrokiem pełnym nienawiści, a ja upadam na ziemię i czuję, jak spala mnie niewidzialny ogień. Przed oczyma widzę swe gnijące ciało i czarną od popiołu twarz.

Chwilami jednak unoszę się do samego nieba, gdy ujrzę blask słodkości i cudowności, dla której żyję. Spoglądam na aurę niedostępności, jaka ją otacza, i czuję, że me oczy ponownie wypełniają się kroplami łez.

A ludzie spoglądają na mnie już tylko z pogardą, i pogardą i pogardą…

Pewnego dnia jednak natykam się na coś, co daje mi poznać zalążek prawdy. Podniecona, odchodzę od kościoła katolickiego i całkowicie zostaję pochłonięta przez to, co inni nazywają herezją, czy nawet okultyzmem. Ja jednak zagłębiam się w wiedzę tajemną coraz mocniej i mocniej, aż w końcu udaje mi się osiągnąć swój cel,…. aby ostatecznie ponieść klęskę.

I stoję przed ludźmi spoglądając na ogień, który tym razem jest prawdziwy. Czuję, jak zlizuje on me ciało. Odczuwam wielki ból. Marzę o chwili, gdy wreszcie opuszczę ciało i męczarnie dobiegną końca. Obiecuję, że narodzę się na nowo, aby pomścić me cierpienie i zatopić się w morzu wiecznej miłości i szczęścia, którego tak bardzo pragnę.



Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że obraz ten będzie tkwił w moim umyśle przez następne życie.



I wiecie, co? Powiem wam, że gdybanie w tym przypadku nie ma sensu, gdyż ja jestem prawie pewna, że tak wyglądało moje poprzednie wcielenie. Choć i to wygląda podobnie

 
Oceń dopis: |
 

Komentarze: 1

Po śmiechu przy poprzednich wpisach chwila na łezkę w oku.


Aby móc dodać komentarz musisz być zalogowany.