- Co zrobiłaś? - Dissa spurpurowiała lekko.
- Ale to było przez przypadek! - Lyndel nie pamiętała dokładnie ile razy w życiu powtarzała to zdanie.
- Czy ty wiesz jak długo warzy się taki eliksir? - zapytała spokojnie starsza czarownica. - Czy masz pojęcie jak drogie są składniki i co mi zrobi hrabia, jak mu tego nie przyniosę dziś jeszcze?
Dissa zaciskała pięści, ale jej głos był nadzwyczaj spokojny. Oznaczało to nadchodzącą furię, która w przybliżeniu przypominała małą apokalipsę.
- Zostało coś na dnie kociołka - wybąkała nieśmiało dziewczyna odsuwając się od swojej mentorki na bezpieczną odległość.
Dissa spojrzała na uczennicę groźnie, a potem na przewrócony kociołek z bardzo cenną zawartością. Może to jej wina, bo wykazała się zadziwiającą beztroską zostawiając Lyndel sam na sam z ważną miksturą. Ale przecież kazała jej się nie ruszać z miejsca!
- Próbowałam - Dissa usiadła ciężko na ławie. - Naprawdę próbowałam czegoś cię nauczyć. Sądziłam, że może rzucono na ciebie jakąś klątwę, ale ty po prostu jesteś chodzącą katastrofą! Wracaj do swojej wioski Lyndel.
Dziewczyna patrzyła oniemiała na swoją nauczycielkę i nie mogła uwierzyć w to, co słyszy. Przecież to był tylko jakiś głupi wywar! Zrobią nowy, ale żeby od razu ją odsyłać?!
- Może da się to naprawić? - bąknęła nieśmiało.
- Naprawić?! - wrzasnęła Dissa. - Ten wywar przygotowuje się dwa miesiące! A składniki nie leżą sobie pod każdym drzewem! Odkąd tu jesteś moje życie przypomina wieczne pasmo rozpaczy i upokorzeń. Wracaj skąd przyszłaś!
Dziewczyna przełykając łzy, poszła do swojej izdebki, zgarnęła swoje rzeczy i nie oglądając się na swoją opiekunkę, wyszła z jej chaty. Dobrze, może i przewróciła kociołek. Może to nie było pierwszy raz, ale nie zasłużyła sobie na te słowa. Przecież się starała! Lyndel nie zamierzała wracać do wioski, bo przecież co by ludzie powiedzieli. Rozczarowałaby jedynie swoich rodziców, którzy tacy byli z niej dumni. W końcu nie każdy może mieć córkę - czarownicę. Dziewczyna pociągnęła nosem i mocno chwyciła węzełek ze swoimi rzeczami. Zmarszczyła brwi. Podjęła decyzje - pójdzie w świat i rozsławi swoje imię, tak by rodzice byli z niej dumni. Podniosła wysoko głowę, uśmiechnęła się i tupnęła, jakby na potwierdzenie swojej decyzji. W tym momencie chusta, w która owinęła swój dobytek, rozwiązała się i na piaszczystą drogę wypadły wszystkie rzeczy Lyndel.
- Łoj - jęknęła.
Kucnęła w pył drogi i zaczęła zbierać rozrzucone przedmioty. To nie był jej dzień.
- Ale to było przez przypadek! - Lyndel nie pamiętała dokładnie ile razy w życiu powtarzała to zdanie.
- Czy ty wiesz jak długo warzy się taki eliksir? - zapytała spokojnie starsza czarownica. - Czy masz pojęcie jak drogie są składniki i co mi zrobi hrabia, jak mu tego nie przyniosę dziś jeszcze?
Dissa zaciskała pięści, ale jej głos był nadzwyczaj spokojny. Oznaczało to nadchodzącą furię, która w przybliżeniu przypominała małą apokalipsę.
- Zostało coś na dnie kociołka - wybąkała nieśmiało dziewczyna odsuwając się od swojej mentorki na bezpieczną odległość.
Dissa spojrzała na uczennicę groźnie, a potem na przewrócony kociołek z bardzo cenną zawartością. Może to jej wina, bo wykazała się zadziwiającą beztroską zostawiając Lyndel sam na sam z ważną miksturą. Ale przecież kazała jej się nie ruszać z miejsca!
- Próbowałam - Dissa usiadła ciężko na ławie. - Naprawdę próbowałam czegoś cię nauczyć. Sądziłam, że może rzucono na ciebie jakąś klątwę, ale ty po prostu jesteś chodzącą katastrofą! Wracaj do swojej wioski Lyndel.
Dziewczyna patrzyła oniemiała na swoją nauczycielkę i nie mogła uwierzyć w to, co słyszy. Przecież to był tylko jakiś głupi wywar! Zrobią nowy, ale żeby od razu ją odsyłać?!
- Może da się to naprawić? - bąknęła nieśmiało.
- Naprawić?! - wrzasnęła Dissa. - Ten wywar przygotowuje się dwa miesiące! A składniki nie leżą sobie pod każdym drzewem! Odkąd tu jesteś moje życie przypomina wieczne pasmo rozpaczy i upokorzeń. Wracaj skąd przyszłaś!
Dziewczyna przełykając łzy, poszła do swojej izdebki, zgarnęła swoje rzeczy i nie oglądając się na swoją opiekunkę, wyszła z jej chaty. Dobrze, może i przewróciła kociołek. Może to nie było pierwszy raz, ale nie zasłużyła sobie na te słowa. Przecież się starała! Lyndel nie zamierzała wracać do wioski, bo przecież co by ludzie powiedzieli. Rozczarowałaby jedynie swoich rodziców, którzy tacy byli z niej dumni. W końcu nie każdy może mieć córkę - czarownicę. Dziewczyna pociągnęła nosem i mocno chwyciła węzełek ze swoimi rzeczami. Zmarszczyła brwi. Podjęła decyzje - pójdzie w świat i rozsławi swoje imię, tak by rodzice byli z niej dumni. Podniosła wysoko głowę, uśmiechnęła się i tupnęła, jakby na potwierdzenie swojej decyzji. W tym momencie chusta, w która owinęła swój dobytek, rozwiązała się i na piaszczystą drogę wypadły wszystkie rzeczy Lyndel.
- Łoj - jęknęła.
Kucnęła w pył drogi i zaczęła zbierać rozrzucone przedmioty. To nie był jej dzień.


