Księżyc w mózgu, czyli   zobacz opis świata »

Dopis 23:Czarek Laska nie przestawała się śmiać...

« poprzedni dopis
 

MagicMan 5

Od: 28.01.2010,aktywny: dawno temu

Tekstów: 0,

Dopisów: 7,


Czarek



Laska nie przestawała się śmiać. Zrobiło mi się trochę głupio, bo pomyślałem, że mogła zobaczyć moje mokre spodnie (taa… piwo jeszcze nie wyschło, zaczęło tylko lekko przymarzać). Wyprostowałem się, zrobiłem jakąś poważną minę i zmierzyłem ją wzrokiem.

- No i z czego się cieszysz?

- Ja tylko... pomyślałam sobie, że mam dzisiaj naprawdę... nietypowe szczęście. - odpowiedziała, próbując złapać powietrze.- Najpierw pies, teraz ty... - Tu znowu wybuchnęła śmiechem

- Jaki kurwa pies?

- Labrador, taki śliiiiczny, biedny, biały labrador. - Laska uśmiechnęła się rozmarzona. Czemu dziewczyny zawsze rozczulają jakieś „słodkie psiaki”? - Porwaliśmy go z mieszkania. To jest - ja porwałam, ale nie dla siebie. - Tu przywołała na twarz coś w stylu triumfu.

- O… - powiedziałem bardzo elokwentnie. Zacząłem przypatrywać jej się uważniej. Wyglądała całkiem normalnie, ale kto tam te dziewczyny wie. Chyba właśnie trafił mi się jakiś hardkor.

- Porwałaś psa? Dla okupu? – dodałem przyciszonym głosem, dla pewności rozglądając się na boki. Wyglądało na to, że całkiem równa z niej babka.

- Eee tam, od razu dla okupu. Po prostu zobaczyłam jak para dzieciaków stara się go odzyskać i postanowiłam im pomóc. Poza tym i tak nie miałam nic ciekawego do roboty, co mogłam stracić? - Zaczepnie puściła do mnie oko i znowu się uśmiechnęła - Co za dzień! Jak tak dalej pójdzie to może uda mi się znaleźć gdzieś nocleg na dzisiejszą noc. - Znowu się uśmiechnęła

Zastanowiłem się, bardzo poważnie. Laska, nie taka znowu najbrzydsza, z wielka torbą, a więc najprawdopodobniej nie stąd i w dodatku sama… A w sumie u mnie w chacie tyle się przewijało dziewczyn, że matka by się specjalnie nie przejęła. I łóżko jakieś by się znalazło...

- A ty, ten… - zacząłem, drapiąc się lekko w kark. - Zawsze tak pomagasz bezinteresownie innym ludziom? – zapytałem, z nadzieją w głosie.

- Zależy, czy dobrze im z oczu patrzy. - Tu zastanowiła się chwilę - No... Chyba, że proszą mnie o zrobienie czegoś naprawdę wyjątkowego albo niezwykłego, wtedy to z ciekawości się zgadzam... To jest na swój sposób zabawne. - Znowu się zaśmiała. Jakiś tik nerwowy czy co..?

Uśmiechnąłem się tym swoim cwaniakowatym uśmieszkiem i zrobiłem śmiały krok w jej stronę.

- A mi dobrze z oczu patrzy? – zapytałem nachylając się odrobinę nad nią. Nie musiałem znowuż za bardzo się schylać, bo do najniższych nie należała.

- Jak jesteś tak blisko to trochę gorzej - odpowiedziała, ale nie cofnęła głowy. Patrzyła prosto na mnie, wyprostowana jak struna. - Ale ogółem nie jest najgorzej... - dodała po chwili zastanowienia...

W pierwszej chwili mina mi trochę zrzedła, powiedziałbym nawet że BARDZO zrzedła, ale jak dodała to swoje „nie najgorzej”, udałem, że tego pierwszego w ogóle nie słyszałem.

- No to zajebiście – stwierdziłem, prostując się. Posłałem jej znowu uśmiech w stylu „co to nie ja”. – Bo akurat tak się składa, że miałbym do ciebie taką prośbę. Taką niecodzienną i niezwykłą prośbę… – dodałem zdawkowo, ale czujnie obserwując jej reakcję. Przyglądała mi się, uważnie śledząc moje ruchy.

- Prośbę? - zapytała, podnosząc jedną brew.

Przynęta złapana, pomyślałem.

- A w ogóle to jestem Czarek – powiedziałem, wyciągając do niej rękę.

- Kasia. Ale wszyscy nazywają mnie Czuczu - odpowiedziała, ściskając moją dłoń. Była ciepła i sucha.

- To jaki masz problem? - zapytała, nieco zwalniając uścisk.

- To Kasia, czy Czuczu? - zapytałem, ignorując jej pytanie. Wcale mi się nie spieszyło.

- Wolałabym Czuczu, jak ktoś mówi do mnie „Kasiu” często nie reaguję. - Zaśmiała się, jakby przypomniała sobie coś zabawnego. - To skoro już się przywitaliśmy to możesz puścić moją rękę - dodała, przenosząc znacząco wzrok ze swojej dłoni na moją twarz.

- Aaa... - udałem bardzo idiotyczne zdziwienie. - Ale jest taka milutka i cieplutka. Potrzymałbym sobie ją jeszcze trochę, no ale jak ci to przeszkadza... - Puściłem ją, ale w ostatniej chwili, gdy cofała rękę, połaskotałem ją kciukiem po wewnętrznej części dłoni.

Po moim łaskotaniu powstrzymywała uśmiech. Kolejny punkt dla mnie.

- Za to twoja jest lodowata. Masz w niej jeszcze krążenie, czy już zaczyna ci czernieć? - zapytała, szybko chowając swoją do kieszeni kurtki. Spojrzała na mnie i uśmiechnęła się nieco kpiąco. - Poza tym słyszałam, że kiedy człowiek zamarza, najpierw odmarzają mu mniejsze kończyny. Skoro tobie odmarzałaby już ręka, to znaczy, że... - tu specjalnie urwała i spojrzała się znacząco na moje spodnie. Wybuchnęła śmiechem.

Otworzyłem usta i… zbaraniałem. I, choć nienawidzę tego najbardziej na całym pieprzonym świecie… zarumieniłem się. Punkt dla niej. Zamknąłem gębę, bo wyglądałem jak ostatni kretyn i przełknąłem jakoś ten kosmiczny pojazd.

- No, to się pośmialiśmy – mruknąłem, odruchowo poprawiając spodnie, dając jej do zrozumienia, że moja „kończyna” wcale nie jest taka mała. – A teraz słuchaj mnie, bo jest sprawa. Jest taka Samanta i wiesz, ona… - Wykonałem jakieś dziwne ruchy rękami, które potocznie nazywa się gestykulacją, ale w moim wykonaniu to było coś bardzo nieudolnego i niezrozumiałego. – No i ona, wiesz, olała mnie – wyrzuciłem to w końcu z siebie. Wstyd i hańba, ale myślę sobie, dobra, w końcu to baba, ona powinna zrozumieć drugą babę.

- A w ogóle to ja mieszkam niedaleko, także…. Wiesz, ja potrzebuję jakiejś rady, a ty spania. Możemy się dogadać. - Zerknąłem na nią z ukosa.

Drgnęła nieznacznie, słysząc „Samanta”, ale nie zmieniła wyrazu twarzy. Nadal się uśmiechała do swoich myśli... albo zamarzły jej mięśnie na twarzy, kto wie?

- Porada sercowa... No, spoko, myślę, że mogę Ci jakiejś udzielić - Stwierdziła po chwili męczącego milczenia szerzej się uśmiechając. Z mięśniami jej twarzy chyba nie działo się nic niepokojącego. Poprawiła grzywkę i dodała:

- Ale jeżeli BYM zgodziła się na nocleg u Ciebie, to nie sprawiła BYM problemu?

- Nie no co ty, mała, jaki problem – walnąłem od razu, ucieszony jak diabli. – Spoko luz, moja matka już się przyzwyczaiła, że przyprowadzam masę nieznajomych.

Zaśmiałem się i poruszyłem się nieznacznie. Skontaktowałem po chwili, że dziwnie mi trzeszczy w kroku.

- To chodźmy, bo jak będziemy tak dłużej stać, to mi chyba jaja zamarzną.

Zachichotała, słysząc wzmiankę o moich, jakże szlachetnych, atrybutach. Poprawiła swoją wielgachną torbę na ramieniu.

- No dobra, ale chyba trzeba będzie kupić po drodze jakieś piwo czy coś... Alkohol rozgrzewa najlepiej, a ty chyba powinieneś się jakoś rozgrzać. Zanim całkiem skostniejesz. - Przekrzywiła głowę jak jakiś szczeniak. - To gdzie mieszkasz?

Ryknąłem śmiechem i klepnąłem ją w ramię, na moment zupełnie zapominając, że to przecież laska, a nie facet.

- I wreszcie gadasz jak człowiek! Daj tą torbę, bo się pod nią zesrasz.

Wziąłem od niej torbę, zarzuciłem ją sobie na ramię i zaczęliśmy iść w stronę mojego mieszkanka. Po drodze wpadliśmy do „Kacusia”, monopolowego z naprzeciwka.

- To ile chcesz? To ci już postawię – zacząłem, śmiejąc się pod nosem i wyciągając portfel z tylnej kieszeni dżinsów.

- Daj spokój, załatwiasz mi nocleg i jeszcze będziesz płacił za moje piwo? Dzielimy się po połowie. - Stwierdziła stanowczo i posłała mi uśmiech po tytułem „może-nie-mam-gdzie-spać-ale-stać-mnie-na-piwo”. - To jak, bierzemy po cztery na głowę?

- To ja biorę osiem. - Uśmiechnąłem się do niej bezczelnie. - Wiesz, cztery na głowę i cztery na główkę.

- Ciekawe tylko, do której „głowy” uderzą ci procenty... - odparła, posyłając mi wyzywające spojrzenie spod grzywki. Śmiejąc się zapłaciliśmy za piwa i ruszyliśmy w kierunku mojego domu. Laska jest mocna w gadce i całkiem zabawna, pomyślałem, szukając kluczy. Kto wie, może…? A może nie?
 
Oceń dopis: |
 

Komentarze: 2

Tak wiem, wyszło za długie, ale to jest efekt zajebistej współpracy;D Zachęcam innych do pisania dialogów w role-play na gadu bo to jest dopiero frajda;D Mozna sie zajebiście wczuć w postać;)


Pozdro dla futago od MagicMana;)


Świetnie się bawiłam na gg podczas tworzenia tego tekstu^^ zwłaszcza twoje reakcje na moje odpowiedzi typu "A mi dobrze z oczu patrzy?", hehe... Że już o odmrożonych kończynach nie wspomnę;)


Ach ja wariatka, tak się zgodzić na nocleg...^^


Aby móc dodać komentarz musisz być zalogowany.