Księżyc w mózgu, czyli   zobacz opis świata »

Dopis 21:Czarek Samanta , stój!...

« poprzedni dopis
 

MagicMan 5

Od: 28.01.2010,aktywny: dawno temu

Tekstów: 0,

Dopisów: 7,


Czarek



- Samanta, stój!

Dogoniłem ją za następnym zakrętem, skubana szybko biegała. Czułem, jak z każdym krokiem mokre gatki kleją mi się do tyłka. Cholera, a jak mi to zamarznie? pomyślałem i przyspieszyłem.

- Oj nie bądź taka.

Złapałem ją za dłoń i w tej samej chwili ona uderzyła mnie w twarz. To było tak szybko, że nawet nie zauważyłem. Puściłem ją i patrzyłem na nią przez chwilę oszołomiony. Ona też się na mnie patrzyła. Wyglądała na totalnie wściekłą i, co najgorsze, miała łzy w oczach. Te ich małe łezki zawsze mnie rozwalają. Poczułem się jak ostatni kretyn.

- Za co ten plaskacz? – odezwałem się wreszcie, trochę ogłupiały, ale starając się nie tracić dobrego humoru.

- Za to, że jesteś chamem i prostakiem i nie umiesz się zachowywać w stosunku do kobiet! – zawołała, zła jak osa. – A w ogóle to żaden z ciebie Casanova! Nie masz pojęcia o podrywaniu!

O, teraz to już przegięła…

- Coooo? – Wybałuszyłem oczy. Tak mnie zatkało, że nie wiedziałem, co powiedzieć. JA nie wiedziałem co powiedzieć. Gapiłem się tylko na nią i nic nie przychodziło mi do głowy.

- Zostaw mnie w spokoju – burknęła i ruszyła przed siebie. Ocknąłem się po kilkunastu sekundach. Pobiegłem za nią, czując się jak szczeniak. Tym razem jej nie dotknąłem i zachowywałem bezpieczny dystans.

- Ej, to chociaż daj mi swój numer telefonu.

- Nie ma mowy!

- A powiesz mi, gdzie mieszkasz?

- Nie!

- A mogę cię odprowadzić pod dom?

- Nie, nie, nie! Odejdź ode mnie! Nie potrzebuję kogoś takiego jak ty!

Przystanęła i najzwyczajniej w świecie odepchnęła mnie od siebie. Nie protestowałem. Cofnąłem się o kilka kroków. Patrzyłem na nią zszokowany.

- Nie wiem, jak ktokolwiek mógłby ciebie potrzebować! – rzuciła na odchodne i zniknęła za rogiem. Tym razem jej nie goniłem. Nie było już sensu. Poczułem się.. dziwnie.

Stałem tak jeszcze jakiś czas, z każdą mijającą minutą marznąc coraz bardziej.

- No i dobrze! – zawołałem, sam do siebie, bo nikogo innego nie było wokół mnie na chodniku. – Głupia suka…

Zapadał zmrok, a ja, wściekły i zziębnięty, postanowiłem wrócić do domu. Chcąc nie chcąc myślałem o niej. Nie to, że mi na niej jakoś specjalnie zależało, co to, to nie. Ale z drugiej strony, cholera, co ona sobie wyobraża? To ja się staram jak umiem, a ona mnie miesza z błotem? Szlag!

Szedłem przed siebie, z dłońmi wbitymi w kieszenie, myśląc tylko o tym, żeby jak najszybciej dotrzeć do domu i nagle… co widzę? Jakaś dziewczyna pędzi na wprost mnie, wielka jak drzewo, z równie wielką torbą pod pachą.

- Ej, uważaj! – zawołałem, ale w tym samym momencie ona zderzyła się ze mną i poczułem jak jej łokieć wbija mi się pod żebra. Stęknąłem z bólu i o mało się nie przewróciłem. Laska była rzeczywiście wielka, prawie tak wysoka jak ja. Miała małe, skośne oczy i czarne długie włosy z grzywką. Wyglądała jak jakaś Japonka. W dodatku, jak gdyby nigdy nic… roześmiała się. Nienawidzę bab, pomyślałem zbity z tropu.
 
Oceń dopis: |
 

Komentarze: 1

Hahaha, biedny, stłamszony Czarek:) Teraz muszę pomyśleć, jak się w to wkręcić, hehe;)


Plusy za zamarznięte gatki;D


Aby móc dodać komentarz musisz być zalogowany.