Księżyc w mózgu, czyli   zobacz opis świata »

Dopis 18:Czarek Skryłem się między budynkami...

« poprzedni dopis
 

MagicMan 5

Od: 28.01.2010,aktywny: dawno temu

Tekstów: 0,

Dopisów: 7,


Czarek



*

Skryłem się między budynkami i nasłuchiwałem. Cisza. Tylko szum samochodów przejeżdżających nieopodal. Myślę sobie, okej idioto, spanikowałeś, zdarza się nawet najlepszym, aczkolwiek mogłeś nie uciekać tak od razu. Cholera, nawet nie wziąłem od niej numeru telefonu! Moje samcze ego jęknęło z bólu. Ech… Ja pieprzę, ja to naprawdę mam rękę do bab, nie ma co.

Odczekałem jeszcze kilka minut, żeby być absolutnie pewnym, że na pewno mnie nie gonią i ruszyłem z powrotem w stronę baru. Adrenalina jeszcze mną trzęsła, ale starałem się uspokoić. Dlaczego ja zawsze tak sram na widok gliniarzy? Jeszcze by ktoś pomyślał, że mam coś na sumieniu. A przecież nie mam… No dobra, parę razy za głośno się bawiliśmy w akademikach i te stare rury z recepcji dzwoniły na policję. Przesiedziałem nawet raz 24 w pierdlu i dopiero pod koniec, gdy zacząłem wreszcie trzeźwieć, dotarło do mnie, co się stało. Myślałem, że matka to mnie zabije. Kazała mi, tonem nie znoszącym sprzeciwu, „wziąć się wreszcie za siebie, a nie tylko głupoty w głowie!”. Jezu, jaka była awantura. O mało mnie z domu nie wyrzuciła. Muszę się przyznać sam przed sobą, że naprawdę wtedy się jej bałem. W sumie wyszło mi to nawet na dobre. Zacząłem dorabiać u wujka, jakiś grosz wpadł, a i nawet nadrobiłem (prawie) potworne zaległości na studiach. Jednak dziewczyny są fajne – zawsze pożyczają notatek.

Tylko ci gliniarze pierdoleni. Działają na mnie jak płachta na byka.

Postanowiłem się napić, jeden browar i wracam do domu, bez szaleństw i bez bawienia się w chowanego z gliniarzami. Wszedłem do baru i kogo tam zobaczyłem? Samanta. Gęba mi się sama uśmiechnęła. Siedziała z jakimiś dwoma innymi dziewczynami i popijały drinki. Mała blondyneczka była całkiem niczego sobie. Wyprostowałem się i ruszyłem w ich stronę dziarskim krokiem. Błyskawicznie poprawił mi się humor.

- Cześć dziewczyny, cześć Samanta – zawołałem, bez skrępowania przysiadając się do ich stolika. Posłałem im jeden z tych swoich zabójczych uśmiechów. Te dwie nieznajome zachichotały i zarumieniły się. Samanta posłała mi krzywy uśmiech. Jest nieźle, myślę. Dwa do jednego dla mnie.

- To ty jesteś tym bohaterskim chłopakiem Samanty, który ją uratował – zaczęła blondyneczka. Wypiąłem się dumnie. No, to zaczynamy gadkę.

- Tak, to ja.

- On nie jest moim chłopakiem – mruknęła Samanta znad swojego drinka. Wyglądała na złą.

- Jeszcze nie jestem – podkreśliłem - ale pracuję nad tym.

Te dwie nowe zaśmiały się wesoło. Samanta spojrzała gdzieś w bok. Ściągnąłem brwi. Cholera, twarda sztuka.

- No, to może się sobie przedstawimy, co nie ślicznotki? – zagadnąłem. Pierwsza odezwała się blondyneczka. Miała na imię Kasia. Druga to Ola, chyba jej najlepsza psiapsióła, bo bez przerwy szturchała ją w bok i szeptała coś na ucho.

- Widzę driny macie, ale może byście się ze mną piwa napiły, co? Ja stawiam. – Zabójczy uśmiech podziałał. Zgodziły się bez wahania. Przywołałem kelnerkę, obrzuciłem ją wzrokiem i zamówiłem cztery piwa.

- Ja nie chcę – burknęła Samanta.

- No co ty, mała? Ze mną się nie napijesz?

- Nie.

Zgasiła mnie, ale nie dałem tego po sobie poznać.

- To ile będzie tych piw? – spytała kelnerka, tracąc cierpliwość.

- Cztery – powiedziałem.

- Trzy – powiedziała Samanta.

- Cztery. – Spojrzałem na nią. Wreszcie podniosła na mnie wzrok. Miała piękne oczy. – Ja płacę i ja rządzę.

Wzruszyła ramionami.

- Jak chcesz. I tak tego nie wypiję.

- Okej, ja wypiję za ciebie.

Kelnerka odeszła, przy stoliku zrobiło się dziwnie cicho. Samanta nagle wstała.

- Wiecie co, muszę już spadać. Dzięki dziewczyny, podniosłyście mnie na duchu.

Kiedy mówiła patrzyła tylko na nie, a nie na mnie. Wstałem również.

- Ej, zaczekaj. O, właśnie idzie pani z piwami.

- Powiedziałam ci, że nie mam ochoty z tobą pić – warknęła. Obróciła się na pięcie, a ja w ostatniej chwili złapałem ją za łokieć.

- Zaczekaj.

- Odwal się ode mnie, dobra?

Wyszarpnęła się i w tej samej chwili machnęła ręką i trzepnęła kelnerkę prosto w twarz. Kobieta krzyknęła, zachwiała się i przewróciła… wylewając na nas cztery piwa. Kasia i Ola wykrzyknęły coś, ludzie się zaczęli śmiać i wytykać nas palcami. Byliśmy mokrzy od stóp do głów. Kelnerka zaczęła nas przepraszać, ogólnie Sajgon się zrobił. Spojrzałem na Samantę i zaśmiałem się głupkowato chcąc rozluźnić atmosferę. Skrzywiła tylko wargi, mruknęła jakieś przekleństwo i nie patrząc w moją stronę ruszyła ku wyjściu.

- Hej! Zaczekaj! – zawołałem i wybiegłem za nią na zewnątrz.
 
Oceń dopis: |
 

Komentarze: 7

"Moje samcze ego jęknęło z bólu"... Hahaha, jakie to szczere :D


 


Tylko skąd ta niechęć do policji, hę?:)


Aha, zapomniałabym - usmiałam się to dam tego plusika:P Chociaż czasami pewne kolokwializmy średnio mi się podobają:P


wiesz JP na 70% bo sie troche boje;D hehehe, dzieki za plusy;)


psiapsióła - skąd znasz powiedzenie mojej cioci, chociaż ona mówi - psiapsiółka


To pewnie ten kolokwializm, trochę ryzykowne.


Uśmiałem się z finału, aczkolwiek to jakby powtórzenie sceny z poprzedniego dopisu.


Ale może to być też świadome rozwijanie postaci Samanty w takim właśnie kierunku.


Śmiałem się tak głośno, że córka określiła to jako bulgotanie wody w starych rurach.


Przypominasz mi Isis


Ciekawe dlaczego bałaś się wrócić na piszmy w swojej "normalnej" postaci...


hehehehe;D looool;D nie no, dzienks;)


psiapsióła - moja młodsza siostra co jest teraz w Radosnym Gim uczy mnie takich takstów więc jestem "na czasie" hehe To jest w sumie niezła inspiracja jak tak pomysle;D


A co do finału, to okej, może sie powtarzam, aczkolwiek chciałem żeby było zabawnie. I tak - Samanta rządzi! Juz ja te postac rozwinę, hehe;D Postaram sie żeby następnym razem było nieco oryginalniej;)


Hah, to mnie wkręciliście, nie ma co. ^^


Chociaż praktycznie trafione - z moim fartem takie sytuacje są do przewidzenia. ;]


Aby móc dodać komentarz musisz być zalogowany.