Krótka historia  zobacz opis świata »

Dopis 51:Czarujące miasteczko Któregoś...

« poprzedni dopis
 

Cassie 64

Od: 11.01.2007,aktywny: dawno temu

Tekstów: 3,

Dopisów: 181,


Czarujące miasteczko



Któregoś dnia Dagmara stwierdziła, że jej życie nie ma sensu. Tego dnia zgubiła portfel, pies sąsiadki splądrował kwiatki na jej tarasie, a chłopak, z którym była dwa lata, wziął walizkę, zostawił klucze i wyjechał bez pożegnania. W pracy też jej się nie układało. Abstrahując od tego, że marzyła o zawodzie architekta, a nie kasjerki w supersamie, szefowa zagroziła jej zwolnieniem za "guzdranie się". Dagmara nienawidziła stania przy ladzie z wymuszonym uśmiechem, ale z braku laku podjęła się tej roboty. Tego dnia, gdy wracała autobusem do domu, zastanowiła się nad swoim losem. Miała prawie trzydzieści lat i puste konto. Żadnych wybitnych osiągnięć, wynajęte mieszkanie, kiepską pracę, z powodu której straciła przyjaciółki z młodych lat, kilka kilo nadwagi i włosy niedające ułożyć się w przyjętą przez ogólne normy fryzurę. Nie miała też żadnych szans na znalezienia faceta. Wszyscy odpowiedni w jej miejscowości byli już zajęci. Dlatego Dagmara, pomiędzy jednym a drugim łykiem zimnej kawy, wpadła na iście genialny, według niej samej, pomysł. Postanowiła popełnić samobójstwo. Wsiadła więc na rower i pojechała w kierunku opuszczonego dworca kolejowego; nikt tam nie chadzał, więc nie było możliwości, żeby została zauważona. Pociągi powinny tam jednak kursować; choćby do pobliskiego miasteczka. Zostawiła rower na ziemi i sprawnym ruchem wskoczyła na torowisko. Przez chwilę zastanawiała się, czy nie usiąść, ale było brudne i zimne. Po godzinie miała dość. Było tak samo nudno jak w domu, a na dodatek mocno zmarzły jej dłonie. Nagle zobaczyła niewielką postać; najwyżej dziesięcioletnią dziewczynkę, przyglądającą się jej.

- Co tu robisz? – spytała, uśmiechając się lekko. – Jeśli chcesz się zabić, masz pecha. O ile wiem, pociągi tutaj nie jeżdżą. Spójrz w lewo.

Istotnie, w poprzek torów przechodziła duża brama ze znakiem zakazu wjazdu. Dagmara wybuchła histerycznym śmiechem.



Luiza była starszą o dwa lata siostrą Dagmary. Mieszkała w prowincjonalnym miasteczku o czarującej nazwie, Nowym Sercu. Była dziennikarką, kobietą ambitną i pewną siebie. Kiedy usłyszała o kłopotach Dagmary, zaprosiła ją do siebie.

- Nie wymawiaj się – powiedziała tonem nieznoszącym sprzeciwu. – Odpoczniesz i nabierzesz nowej energii. Nowe Serce jest idealnym miejscem do rozpoczęcia nowego rozdziału w życiu – zaśmiała się.

- Może masz rację – mruknęła w końcu Dagmara.

Luiza uśmiechnęła się do siebie. Dawno nie widziała się z młodszą siostrą. Obydwie były zagonione własnymi sprawami. Luiza skończyła studia dziennikarskie, z dość dobrym wynikiem zresztą. Tuż po studiach otrzymała nawet propozycję pracy w telewizji, ale zakochała się w absolwencie polonistyki, Januszu. Razem z mężczyzną wyjechała do jego miasteczka, Nowego Serca. Wzięli ślub, urodziła dziecko i założyła własne pismo. Także jej mąż odnosił sukcesy na polu zawodowym. Rok temu został dyrektorem miejscowej podstawówki. Byli ludźmi szanowanymi w okolicy i zadowolonymi z życia. Ich synek, siedmioletni Grześ grzeszył inteligencją i elokwencją. Dlatego tym bardziej Luizie było przykro słuchać o kłopotach Dagi.



Dagmara wysiadła na stacji w Nowym Sercu, łamiąc obcasy i czując, że wreszcie zaczęła oddychać. Wcześniej mieszkała na szarym, smutnym osiedlu. Tutaj wszystko wyglądała inaczej. Nawet trawa była bardziej zielona. Czyste powietrze odurzało ją. W jednej chwili poczuła się szczęśliwa, uwolniona od wszystkich problemów. Zostały umniejszone do rangi brudu pod paznokciem, niewielkiej drzazgi. Z oddali szła ku niej Luiza, ubrana w letnią sukienkę. Obok niej dzielnie maszerował mały Grześ.

- Luśka! – kobieta krzyknęła, zostawiając walizki na dworcu i biegnąc na powitanie siostry.

Uściskały się serdecznie. Dagmara przywitała się z siostrzeńcem, dając mu czekoladowego batonika. Chłopiec uśmiechnął się i z autentyczną radością ucałował ciocię w obydwa policzki. Po chwili zdjął papierek i zagłębił ząbki w mlecznej czekoladzie. Dagmara rozejrzała się dookoła. Nowe Serce z pozoru sprawiało wrażenie zwykłej mieściny. Z rynkiem, kościołem, dwoma sklepami, jeziorem i gospodarstwem agroturystycznym. Trzydziestolatka jednak nie mogła oprzeć się wrażeniu, że panował tu magiczny nastrój, a ludzie wydawali się bardziej przyjaźni.

- Prawda, że nasze miasteczko jest czarujące? – spytała Luiza z uśmiechem.

Dagmara tylko kiwnęła głową. Faktycznie, Nowe Serce wydało jej się cudownym miejscem.

 
Oceń dopis: |
 

Komentarze: 8

Syndrom Apolla


Tak, wzrok Was nie myli. Część tego opo była w Śmietniku pomysłu Gebilis, ale czytając temat nie mogłam się powstrzymać, by go nie rozwinąć:)


Moim zdaniem dobrze napisane i dobrze się czyta, ale nie mogę się oprzeć wrażeniu, że opowiadanie kończy się dokładnie w momencie, w którym powinno się dopiero na dobre rozpocząć. Materiał na dłuższą historię - jak się patrzy :)


No i tytuł następnego to rzuciłaś nie lada wyzwaniem. Nie miałem bladego pojęcia, że coś takiego istnieje :)


Trochę zgadzam się z Winem. Aż się prosi o więcej! Niemniej za miłe wrażenia przy czytaniua będzie i plus. I za wyobrażenie, jak główna bohaterka biegnie na spotkanie siostry z połamanymi obcasami hehe


Może i wyniknie z tego jakaś dalsza część:D


Ciekawy tekst i dobrze się czyta:)



Aby móc dodać komentarz musisz być zalogowany.