Rok za rokiem  zobacz opis świata »

Dopis 1: Czasami dzieje się tak , że plemnik...

 

Pudelko 438

Od: 12.01.2008,aktywny: dawno temu

Tekstów: 32,

Dopisów: 1265,


***

Czasami dzieje się tak, że plemnik trafi w komórkę jajową niczym lotka w tarczę. W idealny czerwony środek. Trafiony – zatopiony. Tak było i tym razem. Mroźny, marcowy dzień obudził Annę i Jacka delikatnym promieniem słońca. Śmiała się z tego, że jak z jakiejś powieści: „Obudzeni promieniem słońca”.

- A tutaj mi po gałach wali jak głupie, zero romantyzmu.

Też się śmiał. A potem pocałował tę swoją żonę, która tak mocno stąpała po ziemi i była taka zasadnicza. Po chwili jej dłonie oplotły kark, który nosił tyle problemów i był silny, męski.

- Kocham cię – mruknął jej koło ucha.

- A ja ciebie nie, w sumie nie wiem co tutaj robię – zaśmiała się ponownie.

I po kilkunastu minutach zwariowane plemniki wystrzeliły w poszukiwaniu komórki, którą miały zamiar posiąść na zawsze, ba stworzyć z niej jakiegoś potworka. Może nawet człowieka?



***



Dowiedziała się, że jest w ciąży kiedy trzeci dzień pod rząd wymiotowała. Tknęło ją coś nad muszlą, kiedy patrzyła na pierożki.

- Mogłam lepiej przeżuć – mruknęła do siebie patrząc na prawie całego pierożka, który radośnie pływał w muszli. Po chwili znów zwymiotowała



***

Urodził się o siódmej rano dwudziestego czwartego grudnia roku tysiąc dziewięćset osiemdziesiątego dziewiątego. Na dworze było zimno, śnieg tworzył ogromne czapy, które wyglądały niczym broda Świętego Mikołaja.

Urodził się duży, zdrowy i pulchny, dziecko, które z powodzeniem można było ocenić jako zdrowe i donoszone. Został nazwany Adamem, niczym pierwszy mężczyzna na ziemi. Rodzice – Jacek i Anna cieszyli się bardzo, ponieważ to było ich pierwsze dziecko, które po dwóch poronieniach sprawiało podwójną radość. Bobas był ciężki, ważył około sześciu kilo, co wydawało się dziwne, ponieważ Anna była chudą i drobną kobietą.

- Ale klocka ciężkiego nosiłam w sobie – śmiała się przytulając malca.

Miał mieć dobrze i żyć długo i szczęśliwie przy boku rodziców. W pokoju, którego okno wychodziło na duży ogród teraz pokryty śniegiem, ale wiosną i latem przypominał Zaczarowany Ogród.

Chłopczyk spał spokojnie, nie płakał, nie wiercił się, nawet nie obudził kiedy pielęgniarka brała go z rąk matki. Anioł, a nie dziecko.
 
1
Oceń dopis: |
 

Komentarze: 0

Aby móc dodać komentarz musisz być zalogowany.