X  zobacz opis świata »

Dopis 28:Czasem jest tak , że słowa płyną wartkim...

« poprzedni dopis
 

Love 83

Od: 14.02.2010,aktywny: dawno temu

Tekstów: 23,

Dopisów: 213,


Czasem jest tak, że słowa płyną wartkim strumieniem. I nie nadążył byś pisać, gdyby nie fakt że znasz swój charakter na tyle, żeby odszyfrować największą bazgrołę.
W wiklinowym koszyku zakwitły róże, Matylda udała się z nimi na targ. Usiadła jak najbliżej kolektury, tam gdzie zbierają się ludzie skorzy wydać trochę forsy na ożywienie nadziei. Róże rozeszły się we wszystkich kierunkach.
Mucha spacerowała po szybie. Człowiek się zastanawia, czy spacer muszy nie jest aby odrobinę wymuszony. Ogarnia go po chwili namysłu przekonanie, ze mucha może widzieć świat za oknem, ale szyby raczej nie widzi. Dziwne, że patrzy przed siebie, a ludziom się wydaje że spogląda za okno, za tym co się tam dzieje. Czasem się owad zbuntuje, oderwie się i zaszaleje, ale potem znowu siada i idzie. Dokąd idzie?
Może właśnie o to jej idzie, żeby ktoś zwrócił na nią uwagę. Zaciera łapki i ma ku temu powody. Musi sobie jakoś radzić. Bo muchy, proszę państwa, to nie są magnolie.
Można by o niej jeszcze wiele, mucha jest oblatana.
Matylda wróciła do domu, śledztwo prowadzone jest w sprawie muchy. Pytanie zasadnicze brzmi: gdzie ona jest? Drzwi balkonowe są uchylone. Kiedy jej się przyglądałem udawała głupią. Maszerowała po całej tafli jak jakiś filozof.
Jest jeszcze jakiś robaczek, ale tylko do niego wstałem- odleciał. Matylda wchodzi z siatką pełną zakupów.
Albo gołąb. Stoi, w dziobie trzyma jakieś piórko. Rozwarł szpony i zeskoczył. Jego żonka ma mieszkanie pod fotelem. Ptaki zachowują się w powietrzu niczym lekkoatleci. Metę mają u mnie na balkonie.
Uwaga, jest jakaś mucha! Klub Tonic.
Zachód słońca ponad blokami, przenikają je nitki słońca. Stara wieża chętnie uchyliła by kapelusza. A w środku ściana żółta jak jajecznica. Opiera się o szafę, białe drzwi, wrota, otwarte ramiona. W przedpokoju przyjazny pomarańcz, z jasną plamą, tynkiem światła rzuconym na ścianę. Ściana pożycza trochę bieli od szafy, szafa staje się za to kremowa.
Bez obnażonej czeluści, lekko uchylonej, tylko tyle żeby pokazać kant. Ani żółty, ani kremowy, to niezdecydowanie niemal rozbija się o błękit. I znowu zmiana- słońce przesunęło się o milimetr. Jeszcze się skrada, kolorystyczny romans skończył się. Cienie półek klaszczą.
Odkąd rozgrzałem kulkę długopisu, much nie ma.
 
Oceń dopis: |
 

Komentarze: 0

Aby móc dodać komentarz musisz być zalogowany.