Świat w objęciach Morfeusza...  zobacz opis świata »

Dopis 11:Czerwony Kapturek Śniło mi się...

« poprzedni dopis
 

Cassie 64

Od: 11.01.2007,aktywny: dawno temu

Tekstów: 3,

Dopisów: 181,


Czerwony Kapturek



Śniło mi się, że byłam Czerwonym Kapturkiem. Ale nie tą małą, pyzatą dziewczynką z koszykiem i blond warkoczykami, byłam Kapturkiem numer dziewięć. Osiemnastoletnią pannicą, dobrze pamiętającą, że w Lesie czai się Wilk, które mnie miał zaczepić jakąś bezsensowną gadką. Już dawno nie dawałam się na to nabierać, ale musiałam odegrać zdziwienie i niewinność, żeby idea bajki została zachowana. Zapaliłam papierosa i stałam na balkonie, czekając aż zawołała mnie mama i wręczy mi moje odłączne atrybuty: koszyczek z jedzeniem i czerwoną pelerynkę. Była wyjątkowo ładna pogoda, więc wystawiłam swoją twarzyczkę do słońca i pozwoliłam moim kasztanowym lokom swobodnie opadać na plecy. Specjalnie na wizytę u Babci ubrałam białą sukienkę, która z biegiem czasu zmieniała swój rozmiar i krój. Jednak tradycja musiała być zachowana.

Gdy dochodziłam do skraju Lasu i Szosy, stanęłam na chwilę i gapiłam się na prostą drogę. Była pusta, błyszcząca w słońcu. Przypominała lśniącą rzekę. Mimo to odwróciłam się na pięcie i poszłam pachnącą mchem i stokrotkami polną ścieżką. Czułam się cudownie lekko, jak podczas wakacyjnych spacerów. Jednocześnie zdawałam sobie sprawę z tego, że istnieje Wilk. Na razie jednak go się nie obawiałam. Zwykle naskakiwał na mnie dopiero po przejściu trzech czwartych drogi. Było to tak przewidywalne jak zmiana godziny i to, że Myśliwy uratuje mnie i moją Babcię. Ziewnęłam, zmęczona powtarzalnością wydarzeń. W oddali migotała jasna woda jeziorka. Nagle zapragnęłam się w nim zanurzyć. Rzuciłam koszyk i pobiegłam, zdejmując w międzyczasie krótką białą sukienkę. Czułam się Wolna, wyzwolona z wszystkich konwenansów. Pływałam w czystej, przezroczystej wodzie, ciesząc się ze swobody. Nagle poczułam na sobie czyjś wzrok. Podniosłam głowę, odgarnęłam włosy i zobaczyłam, że to... Myśliwy. Stał, oparty o swoją strzelbę, i gapił się z półuśmieszkiem. Zerwałam się z miejsca i zaczęłam biec. Nie oglądałam się za siebie, ale słyszałam za sobą wyraźne kroki. Wiedziałam, że muszę uciekać. Znaleźć jakieś schronienie.

W tym właśnie momencie natknęłam się na Lisicę. Stała sobie pod brzozą i piłowała paznokcie o białą korę.

- Chodź – powiedziała głosem ludzkim.

Poszłam, podświadomie czując, że muszę właśnie tak postąpić. Szłyśmy po wertepach, szyszkach i mchach. Nagle przed naszymi oczyma znalazła się wielka szopa. Lisica pchnęła drewnianą, lekko zjedzoną przez stada korników bramę i wtargnęłyśmy do środka. Panował tam półmrok. Uściskałam Lisicę i weszłam do środka. Drzwi się zatrzasnęły. Uspokojona usiadłam na podłodze, zapalając wcześniej światło. Dopiero wtedy podniosłam wzrok do góry i zobaczyłam, że z lampy zwisa ciało martwego Wilka. Wpatrywał się we mnie zrozpaczonym wzrokiem człowieka (!?) przegranego. To spojrzenie przeszyło mnie na wylot i... obudziłam się.

 
Oceń dopis: |
 

Komentarze: 0

Aby móc dodać komentarz musisz być zalogowany.