KARTKA Z PAMIETNIKA  zobacz opis świata »

Dopis 2:CZWARTEK , 2 września 2010 r...

« poprzedni dopis
 

pakro 4

Od: 02.01.2010,aktywny: dawno temu

Tekstów: 0,

Dopisów: 10,


CZWARTEK, 2 września 2010 r.

Aż mam ochotę zakląć i rzucić Tobą o ścianę, pamiętniku, ale może wszystko od początku, co? Potem się wyżyję.

Przyszłam do szkoły rozpromieniona, bo był czwartek. Czwartek! Pięć lekcji, w tym dwa WF-y, plastyka i dwa języki polskie. Moje ulubione przedmioty! Co więcej, od wczoraj chodziły plotki, że dzisiaj poznamy nową koleżankę, ponoć Karinę. Weszła więc do szatni, gdzie przebieramy się do wychowania fizycznego (ale jestem mądra, że nie napisałam skrótem, nie?), a że nie było miejsca na ławkach, przebierała się na ziemi. Ja natomiast mam złote serce, no nie, pamiętniczku? Ustąpiłam jej miejsce i zapytałam, jak ma na imię. Wtedy przełknęła ślinę (było słychać, naprawdę!) i nieśmiało wymamrotała:
- Jestem Kunegunda.
Zaczęłam się śmiać i pytałam, kto nadał jej takie głupie imię. Wtedy dziewczyny kompletnie odwróciły się ode mnie, a przecież to ja jestem z nich najmądrzejsza (dzięki Jacusiowi ;*). Później stwierdziłam, że Kunegunda jest koślawa i brzydka i nie wiem z jakiego powodu nikt się do mnie nie odzywa. Wówczas Jadźka poskarżyła się pani! A to małpa! Dostałam przez nią naganę! Co więcej, tylko Jacek był tak dobry, by wypowiedzieć dla mnie kilka słów. Ooch! Jak ja go kocham!

Kiedy jednak nadeszła plastyka, nic już nie mówił.
- Kochani! Rysujecie swoje wakacje. Macie na to czterdzieści pięć minut, a kto nie skończy, może donieść pracę za tydzień. Powodzenia! - powiedziała pani.
Jacek siedział obok mnie, ale nie mogłam go zagadywać, bo zajął się dokładnym rysunkiem własnych wakacji. Ja też spróbowałam, ale byłam tak wściekła, że nic mi nie wychodziło. W końcu zadzwonił dzwonek, lecz pani nas zatrzymała. Kazała wystawić prace na pierwszej środkowej ławce. Kiedy wszystkie już leżały tam, gdzie trzeba, podniosła do góry jedną z nich i powiedziała, że jej zdaniem jest najładniejsza i nie sposób jej nie pochwalić. Zgadnijcie czyja była? Nie, nie Jacusia, a KUNEGUNDY!!! Wtedy mój przystojniak pogratulował jej i zaczął miłą rozmowę, a nawet się śmiał! Ja stałam natomiast jak wryta, płacz cisnął mi do oczu, a jednocześnie najchętniej podstawiłabym nogę nowej „koleżance”.

Polski? Nie chce mi się nawet pisać, bo mam ochotę rzucić Tobą o ścianę, albo wiem! Wyrzucę Cię przez okno! Tak, świetny pomysł! Potem wyżyję się na młodszym bracie, każąc mu po Ciebie pójść, bo i tak nie potrafi czytać. Jeżeli jednak nie wyjdzie na dwór po Ciebie, wygadam mamie, że wczoraj sikał do fontanny koło bloku. Prawda, że jestem genialna?

Wszak (ładne słowo, nie?) już wspomniałam o języku polskim, więc dokończę. Byłoby jak zawsze, gdyby nie Kunegunda. Musieliśmy tym razem napisać wiersz, ale inny niż zwykle, bo miłosny. Jacuś napisał dla mamy (wiem, ponieważ patrzyłam), a ja dla niego. Napisałabym arcydzieło, gdyby nie ortografia, mój słomiany zapał i... Kunegunda, której pani kazała stanąć na środku i przeczytać swój wierszyk! Zgadnijcie do kogo? DO JACKA! Tak, ona go kocha i on najwyraźniej ją też! Był zdumiony, a nawet odprowadził ją do domu. To najwyraźniej miłość od pierwszego wejrzenia...

Aaaaaaaaaaaaaa!!!

[pamiętnik spadł na trawę za oknem]
 
Oceń dopis: |
 

Komentarze: 2

Fajna z niej laska :) i szczera...

za to plusik :PP

Aby móc dodać komentarz musisz być zalogowany.