Taki jak ja...  zobacz opis świata »

Dopis 24:Dni mijały . Chodziłam na kółko przyrodnicze...

« poprzedni dopis
 

susie9 77

Od: 09.06.2010,aktywny: dawno temu

Tekstów: 6,

Dopisów: 108,


Dni mijały. Chodziłam na kółko przyrodnicze. Obserwowałam Marcina. Ignorował mnie. Czy miałam do niego żal? Oczywiście, że nie. Sama zgotowałam sobie ten los. Ale on i tak by nie zrozumiał. Owszem, był wspaniałym przyrodnikiem, ale... Nie mógł zrozumieć. Nie mógł.
Pewnego dnia, po skończonym kółku, wybiegłam szybko z sali i szybkim marszem udałam się w stronę domu. Dzień był szary i bury. Padało. Wchodziłam w kałuże i moczyłam nogawki swoich dzwonów. Podczas mojej chaotycznej wędrówki usłyszałam za sobą szybkie kroki.
Pierwsza myśl: zboczeniec. Młody, po zawodówce, szuka takich jak ja. Bezbronnych i zagubionych. Bezbronnych? Raczej niezdecydowanych. Nie miałam siły przed nim uciekać. A może po prostu czułam, że moja intuicja mnie zawiodła? Bez śladu strachu, tak po prostu, odwróciłam głowę.
Ujrzałam Marcina. Przystanęłam. Posiadałam jeszcze resztki godności.
- Przepraszam! - zawołałam. Nie przywitałam się. Po co? Widzieliśmy się zaledwie kilkanaście minut temu. - Przepraszam, rozumiesz? Zachowałam się głupio... Wtedy, gdy proponowałeś mi pomoc. Byłam zagubiona i rozczarowana. Pewnie pomyślałeś, że jestem po prostu kapryśną nastolatką. Nie. To coś innego. Tego nie da się opisać. To jest trudne i... Bardzo realne. Nie próbuj zrozumieć. Stracisz czas. Odejdź. Ale... Przepraszam cię. Naprawdę.
Spojrzał mi w oczy. Przeszył mnie wzrokiem. Wzdrygnęłam się. Nie, nie potrafiłam odwrócić oczu. Jego wzrok przeszył mnie na wylot, dotarł w najskrytsze części duszy. Marcin poznał wszystkie moje sekrety. Ot tak.
Odwrócił głowę.
- Dobrze.
Jedno słowo. Poczułam, jak coś ściska mnie za gardło. On nie musiał pytać. On już wiedział.
A ja wiedziałam, że nie mogę ponownie spojrzeć w jego oczy, bo znów poczuję się tak, jak przed chwilą, a on pozna całą prawdę. Ale ten wzrok mnie intrygował. Zajrzałam znów w jego oczy. Jaką miały barwę?
- Dobrze. Chodźmy.
Otrząsnęłam się, a on ruszył. Pospieszyłam za nim.
- Zawsze taka byłaś? - zapytał.
- Jaka? - nie zrozumiałam.
- Zamknięta w sobie. Cicha. Zagubiona.
- Ja... Tak, chyba tak. Dlaczego pytasz?
Marcin zmrużył oczy. Znowu oczarował mnie tym wzrokiem. Przełknęłam głośno ślinę. Zanurzyłam się w tym spojrzeniu. Jakie były te jego oczy? Zielone? Szare? Niebieskie? Na pewno nie piwne czy brązowe.
- Widzisz... Od października próbuję cię rozgryźć. Nie mogę cię zrozumieć. Nie mogę cię odnaleźć.
- Odnaleźć? - zapytałam zdławionym głosem, bo nie mogłam oderwać wzroku od jego hipnotyzujących oczu.
- Nie mogę odnaleźć twojej prawdziwej osobowości. Nie jesteś taka jak teraz, prawda?
Nie wiedziałam, co odpowiedzieć, ale w końcu wyznałam:
- Chyba masz rację...
Marcin wydał się zadowolony z mojej odpowiedzi.
- Lauro... Jesteś inna. Ty wciąż kogoś udajesz.
Potrząsnęłam głową i wreszcie uwolniłam się od jego spojrzenia.
- Nikogo nie udaję. Chciałabym być inna, bardziej naturalna... Ale nie wiem, jak się zmienić. To nie jest proste, a ja jestem bardzo... Samotna.
- Już nie jesteś - Marcin położył mi ręce na ramionach. - Od dzisiaj możesz polegać na mnie.
Spojrzałam mu w oczy. Duży błąd.
- Tak, jasne... - wyszeptałam. Zatonęłam w tej głębi. Ale jaki ona miała kolor?
- Popracujemy nad tobą. Zmienisz się - mówił szybko, jakby się spieszył. Ale ja go nie słuchałam. Patrzyłam mu tylko w oczy. Widziałam tam całą siebie. Ale... Inną. Wyższą. Doroślejszą.
- Chodź. - Marcin chyba zauważył moje potępienie, bo puścił mnie i ruszył przodem. Poszłam za nim. Odzyskałam trzeźwość umysłu.
- Poczekaj. Ja sama się zmienię. Bez twojej pomocy. Nie musisz się trudzić.
- Ale ja chcę się trudzić.
- Uwierz mi, że nie chcesz... - utkwiłam wzrok w ziemi. I nagle poczułam, że pragnę obecności Marcina. Zawsze. Choćby ze względu na jego oczy. Na te cudowne, dziwne, hipnotyzujące oczy...
- Nie, chcę. Naprawdę. Uwierz mi, że chcę - Marcin uśmiechnął się delikatnie. - Jesteś interesująca. Bardzo. Nigdy nie spotkałem kogoś tak... Zagmatwanego.
- Zagmatwanego? - zapytałam głucho.
- Skomplikowanego. Lauro, może czas uwierzyć w siebie?
- Nie wiem... - szepnęłam, ale poczułam, że właśnie coś się zmienia. Świat się do mnie uśmiecha. Los wyciąga rękę. A Marcin stoi obok i patrzy na mnie swoimi wspaniałymi, niezwykłymi oczyma.
 
Oceń dopis: |
 

Komentarze: 4

W starym dowodzie miałem napisane, że piwne. A w znakach szczególnych, że jestem bardzo przystojny:K

Proszę mi wybaczyć osobistą dygresję, skłonił mnie do niej ten tekst.

Jaka to była radość, kiedy zniesiono wreszcie granice i można już było pojechać do Czech jedynie na dowód osobisty, po smażony syr.

@Love: A czekoladę Studencką Waszmość próbował?

wyprażanyj syr z hranolkami, Studentska z wiśniami...ahoj! :D

żal starych dowodów, żal...

Aby móc dodać komentarz musisz być zalogowany.