Romans ze złem  zobacz opis świata »

Dopis 14: Do pomieszczenia prowadziły drzwi...

« poprzedni dopis
 

Aletheia 112

Od: bardzo dawna,aktywny: dawno temu

Tekstów: 0,

Dopisów: 188,


***



Do pomieszczenia prowadziły drzwi, na których widniał napis ”memento mori". Lena niepewnie nacisnęła klamkę, ostrożnie weszła do środka.

Sala okazała się odmienna od pozostałych. Podłoga nie była tu przykryta dywanem, ale pokryta ciemnymi, kamiennymi płytami, nie licząc jasnego ornamentu w kształcie koła pośrodku pomieszczenia. Przy ścianach ustawione były eksponaty, osoby skropione sztuczną krwią, o wytrzeszczonych niewidomych oczach i wykrzywionych twarzach, a także tajemnicze maszyny do zadawania cierpień. Dziewczyna ujrzała słynną żelazną dziewicę, otworzoną do połowy, koła służące do łamania kości, kolczaste siedziska i wiele innych, równie przerażających urządzeń. W rogach sal stały stoliki z kadzidłem, roznoszące po pomieszczeniu gęsty dym i specyficzny, drażniący fetor. Cicho sącząca się muzyka w tle, była dobrą oprawą ekspozycji. Lena naprawdę bała się, choć jednocześnie fascynowało ją to uczucie. Miała bowiem świadomość absurdalności tego strachu, wywołanego przez zwykłą wystawę w muzeum. Coś jednak było nie w porządku. Przewodnik wystawy zniknął. Rozglądała się po pomieszczeniu, nie mogąc go dojrzeć. Starała się wyjść, ale drzwi również zniknęły. Lena pośpiesznie macała ścianę w ich poszukiwaniu. Wszystko na nic. Z za pleców dobiegły ją głośne dźwięki. Eksponaty wystawowe ożyły. Poruszały się, zawodziły, krzyczały, wijąc się w śmiertelnych uściskach śmiercionośnych maszyn. Lena krzyknęła, nie mogła uwierzyć, że to wszystko dzieje się naprawdę. Nagle twarz jednego z męczenników wygięła się w kierunku dziewczyny:

- Uciekaj stąd! Szybko! Oni idą po ciebie! Będziesz kolejna! Uciekaj!

Lena rozpłakała się:

- Ale jak? Stąd nie ma wyjścia!

- Zgadza się - zaśmiał się głos, za jej plecami – nigdy nie opuścisz tego pomieszczenia.

Dziewczyna odwróciła się. Otaczało ją trzech mężczyzn w kapturach. Jeden z nich wyciągnął sztylet, umazany zaschłą krwią.



***



Sylwia wbiegła do ocienionego pomieszczenia. Jedynym źródłem światła były tu małe lampki w kształcie płomieni. Zdziwiła się, że muzeum było jeszcze otwarte, mimo zapewnień ochroniarza, o czymś zupełnie przeciwnym. Miała złe przeczucia. Coś jednak mówiło jej, że znajdzie tu przyjaciółkę.

- Lena gdzie jesteś! – krzyknęła na całe gardło.



***



Lena próbowała uciekać, nie mogła się jednak poruszyć. Jej ciało odmawiało jej posłuszeństwa. Każdy ruch był dla niej sporym wysiłkiem, zupełnie jakby tonęła w gęstej smole.

Mężczyźni złapali Lenę, wlokąc ją po podłodze, ku środkowi okręgu. Jeden z nich przyłożył jej nóż do szyi. Dziewczyna trzęsła się. Poczuła falę ciepła spływającą po nogach. Zsikała się.

- Lena! – zawołał mężczyzna trzymający nóż – To koniec. Od dziś, będziesz jedną z figur.

- Zostawcie ją – krzyknął mężczyzna w oddali. Dziewczyna gdzieś już słyszała ten głos – weźcie mnie zamiast niej!

- Niedoczekanie! – zaśmiał się zakapturzony, uderzył w twarz dziewczynę, po czym zaczął nią potrząsać.



***



Znalazła przyjaciółkę, klęczącą w kałuży moczu w jednej z sal. Była półprzytomna, jej oczy były szeroko otwarte, szkliste. Z jej ust toczyła się piana. Nie pomogły razy w twarz, ani potrząsanie, Lena nie reagowała. W pomieszczeniu nie dało się oddychać. Było ono siwe od niezwykle drażniącego dymu. Sylwia była przerażona, sama nie wiedziała skąd wzięła tyle sił, aby wyciągnąć przyjaciółkę z sali. Zamknęła pośpiesznie drzwi sięgając po komórkę.

- Halo? Pogotowie? Proszę szybko przyjechać do muzeum figur woskowych – Sylwia łkała do słuchawki. – Zdarzył się wypadek. Moja przyjaciółka umiera! Wezwijcie też policję.

Dziewczyna dojrzała przed sobą zwabionego krzykami, przerażonego przewodnika wystawy i ochroniarza (którego ten zapewne wezwał).

- Pomóżcie mi ją stąd wyprowadzić!



***



Mężczyzna otworzył powiekę nieprzytomnej Leny, świecąc w jej oko małą latareczką.

- Co mi tu pani mówi, że umiera – zaśmiał się mężczyzna z pogotowia ratunkowego. – Ona jest po prostu naćpana. Prawdopodobnie jakieś halucynogenne środki.

- Nie rozumiem jak to się mogło stać – szepnęła Sylwia.

- Może przyszła już w takim stanie.

- W pomieszczeniu, gdzie ją znalazłam, strasznie śmierdziało dymem.

- Nie sądzę, żeby muzeum używało toksycznych środków. Ale najlepiej mimo wszystko dać znać policji. Czy ma pani telefon do rodziny pacjentki? Musimy ją wziąć na detoks.

- Niech pan poczeka. Możliwe, że w muzeum znajduje się jej były chłopak. Być może też jest w podobnym stanie.

 
Oceń dopis: |
 

Komentarze: 5

Jeśli macie jakieś sugestie, chętnie poprawię wpis. Jeśli coś jest nie tak, zezwalam na usunięcie go.


Jest świetnie napisany, ale jak na mnie akcja za szybko potoczyła. No i zupełnie nie tak jak chciałam :( Ale skoro mamy pisać razem, piszmy razem, ehh ;]


Też mi się wydawało, że za szybko, ale jakby to wszystko uznać tylko za jej sen i jakieś tam halucynacje to można z powrotem spowolnić. I tak postaram się zrobić w następnym dopisie :>


Fakt, skoro jest już dopis Vee, nie mam za bardzo możliwości usunąć choćby fragmentu tekstu. Zgadzam się, że akcja sporo za szybko się potoczyła. Chciałam zrobić mały unik, a obawiałam się, że omamy halucynogenne ktoś potraktuje jak opis rodem z fantasy, gdzie przedmioty ożywają, etc. Trudno, mam tylko nadzieję, że nie zeszpeciłam tekstu. Jeśli tak, idę się ubrać we włosienicę i biczować, w ramach pokuty.


Dzięki za uwagi. Postaram się następnym razem przyhamować. Perf, jaki był Twój zamysł toku akcji?


Jest dobrze, skoro to mają być halucynacje ;)

Aby móc dodać komentarz musisz być zalogowany.