- Dobrze smyku - stwierdził Ernias, gdy już przestał przeklinać w brodę za stracone włosy - trzeba Ci dać kilka lekcji walki. Nie chcemy chyba, abym znowu stracił trochę włosów, albo i gorzej.
Lenvar zacerwinił się po czubki uszu, ale musiał przyznać rację krasnoludowi. Jeżeli nie nauczy się walczyć, to będzie łatwym celem dla innych, a do tego może skrzywdzić swoich sprzymierzeńców.
- Dobrze - stwierdził - to kiedy zaczynamy?
- Nie tak szybko, chłopcze. Te negocjacje strasznie mnie zmęczyły, no i zgłodniałem. Najpierw pójdziemy coś zjeść, bo to już pora na obiad - powiedział krasnolud, po czym raźnym krokiem zaczął swój marsz w stronę karczmy. Lenvar westchnął zrezygnowany, ale ruszył za Erniasem do karczmy. Chciał jak najszybciej zacząć naukę, ale coś mu mówiło, że sprzeczki z krasnoludem nic by mu nie dały. Zresztą on też z chęcią by coś zjadł.
Keidy dotarli do karczmy, przywitał ich jakiś paskudny zapach, od którego Lenvarowi zakręciło się w głowie.
- Co to za fetor? - krzyknął do ucha krasnoludowi, gdyż bał się, iż inaczej nie usłyszy go w gwarze, jaki panował w barze.
- Fetor? O czym ty mówisz? To tylko zapach smażonego mięsiwa - odparł Ernias, po czym przcując łokciami, zaczął się przeciskać przez tłum.
- Mięso? Ale mmi nie wolno jadać mięsa - chłopak bym zniesmaczony. - Jak wy możecie jadać mięso? To tak jakbyś jadł samego siebie.
- Och, przesadzasz. Ale jeśli nie jesz mięsa, to załatwię Ci polewkę warzywną.
Lenvar mruknął z zadowoleniem. Mięsa jeść nie będzie, ale polewka to co innego.
Czekali dość krótko, a gdy tylko podano im strawę, obydwoje z zapałem zajeli się jedzeniem. Chłopak dość szybko przerwał jedzenie, i ile sił w nogach wybiegł na podwórze i zwrócił zawartość żołądka.
Lenvar zacerwinił się po czubki uszu, ale musiał przyznać rację krasnoludowi. Jeżeli nie nauczy się walczyć, to będzie łatwym celem dla innych, a do tego może skrzywdzić swoich sprzymierzeńców.
- Dobrze - stwierdził - to kiedy zaczynamy?
- Nie tak szybko, chłopcze. Te negocjacje strasznie mnie zmęczyły, no i zgłodniałem. Najpierw pójdziemy coś zjeść, bo to już pora na obiad - powiedział krasnolud, po czym raźnym krokiem zaczął swój marsz w stronę karczmy. Lenvar westchnął zrezygnowany, ale ruszył za Erniasem do karczmy. Chciał jak najszybciej zacząć naukę, ale coś mu mówiło, że sprzeczki z krasnoludem nic by mu nie dały. Zresztą on też z chęcią by coś zjadł.
Keidy dotarli do karczmy, przywitał ich jakiś paskudny zapach, od którego Lenvarowi zakręciło się w głowie.
- Co to za fetor? - krzyknął do ucha krasnoludowi, gdyż bał się, iż inaczej nie usłyszy go w gwarze, jaki panował w barze.
- Fetor? O czym ty mówisz? To tylko zapach smażonego mięsiwa - odparł Ernias, po czym przcując łokciami, zaczął się przeciskać przez tłum.
- Mięso? Ale mmi nie wolno jadać mięsa - chłopak bym zniesmaczony. - Jak wy możecie jadać mięso? To tak jakbyś jadł samego siebie.
- Och, przesadzasz. Ale jeśli nie jesz mięsa, to załatwię Ci polewkę warzywną.
Lenvar mruknął z zadowoleniem. Mięsa jeść nie będzie, ale polewka to co innego.
Czekali dość krótko, a gdy tylko podano im strawę, obydwoje z zapałem zajeli się jedzeniem. Chłopak dość szybko przerwał jedzenie, i ile sił w nogach wybiegł na podwórze i zwrócił zawartość żołądka.


