Co u Ciebie? - Czyli zbiorowy pamiętnik  zobacz opis świata »

Dopis 608: Dowiedziałam się...

« poprzedni dopis
 

sol 10

Od: 26.04.2009,aktywny: dawno temu

Tekstów: 0,

Dopisów: 32,


***



Dowiedziałam się, że zostałam adoptowana. Wiem, że to dziwne miejsce, żeby o tym mówić, ale czuję potrzebę napisania wszystkiego. Pudło powiedziała, że mogę sobie tutaj popisać, stwierdziła, że i tak nikt tego nie czyta, a mi ulży. Jak przystało na mnie, posłucham rady i się rozpiszę.

Zostałam adoptowana. Mam dwadzieścia lat i ta informacja uderzyła we mnie mocno i brutalnie. Nie wydaje się to niczym dziwnym - adoptcja jest na porządku dziennym, twierdzi się, że przez to pomaga się dzieciom, daje się im nowy dom i nowe życie. Zgadzam się, ale mimo wszystko...

Zdziwię się trochę mamie i tacie, że nie powiedzili mi wcześniej, że nie jestem ich. Teraz wiem, że są bezpłodni, że adoptowali mnie jak miałam pół roku. Długo ukrywali tę informację. Podziwiam, że nikt się nie wygadał, że nie znalazłam dokumentów (a jako dziecko wszędzie grzebałam z uporem maniaka).

Powiedzieli mi tydzień temu. Zaczęłam płakać. Nie wiem dlaczego. Poczułam jakby ci ludzie przede mną byli mi obcy i bliscy jednocześnie. Wydawało mi się, że całe moje życie pękło, bo było budowane na kłamstwie. Zamknęłam się w pokoju i sobie przeżywałam.

I wtedy wtargnęła Pudło. Powiedziała, że jestem stara dupa i mam się nie ślimaczyć tylko zastanowić co i jak.

To ja już wiem. Czuję się przygnębiona, ale tylko z tego powodu, że moi biologiczni rodzice mnie porzucili. Oczywiście ciekawe dlaczego... Ja wiem. Tata był alkoholikiem (jest?), a mama została pobita przez niego, urodziłam się jako wcześniak, mama uciekła ze szpitala. A potem mnie przygranęli pod swoje skrzydła moi obecni rodzice.

Czuję się dziwnie pusta w środku. Może mi minie to uczucie, wydaje mi się, że zostałam okłamana już od początku mojego życia. Może będzie lepiej. Nie jestem zła na rodziców, ale tak jakoś... Przykro mi.

Nie mam zamiaru szukać biologicznych rodziców. Porzucili mnie, zostawili. Ich sprawa. Ja kocham moją rodzinę teraz...

Ckliwe mi wyszło, ale lepiej jak sobie napisałam co i jak...
 
Oceń dopis: |
 

Komentarze: 8

Szczerze, to bardzo osobiste wyznanie i trudno tu się odzywać. Jednak mam małą uwagę - twoje życie nie oparło sie na kłamstwie, ale podejrzewam - miłości. Twoi rodzice (i nie użyję słowa przybrani) chcieli cię chronić przed rozterkami. Uznali,że teraz jesteś dorosła i zniesiesz tą wiadomość łatwiej - i ich zrozumiesz. Może szok nie pozwala ci podejść do tematu racjonalnie, ale z tego co piszesz wnioskuję, że rodzice bardzo cie kochają i może nie postąpili właściwie kryjąc tak długo prawdę - ale którzy kochający rodzice chcą by ich dziecko czuło sie niepewnie? Głowa do góry! Jutro lub pojótrze, gdy opadną emocje znów będziesz sobą w gronie najbliższych.


przepraszam z wrażenia błąd:*pojutrze


Miłość Twoich obecnych rodziców uchroniła Cię od tego, co każdego człowieka może pogrążyć - od samotności. Kochaj ich bez względu na wszystko. Nie powiedzieli Ci o tym, bo zapewne chcieli oszczędzić Ci cierpień. Może było im zbyt trudno... I to na prawdę, nie kłamstwo, że Ci nie powiedzieli wcześniej, bo wydaje mi się, iż to po prostu rodzicielska miłość. Ważne jest to, kto cię wychował i na jakiego człowieka.


Kiedy miałam 8 - 9lat, mama powiedziała mi, że mój tata, nie jest moim ojcem biologicznym. Pamietam, że też płakałam i pytałam dlaczego nie uświadamiała mnie wcześniej, mówiła, że się bała, bała sie, że nie zrozumiem. Twierdziła, że mogłabym go odtrącić i nie zaakceptować, a tak musiałam zaakceptować, bo uważałam go za ojca... Dziś mogę mieć kontakt z biologicznym tatą, mam jego numer, mama ma z nim stały kontakt, zawsze przysyła kartki i pieniądze na urodziny, imieniny i święta, ale przez wiele lat o mnie nie pamietał, nie interesował sie mną. Teraz nie chcę go spotkać, nie chcę go traktować jako ojca, bo nie było go przy mnie wtedy kiedy potrzebowałam tego. Kocham mojego Tatę nie biologicznego, dlatego, że był zawsze, że pokochał mnie jak własne dziecko, nigdy nie powiedział, że nie jestem jego i sam dopiero kilka lat temu dowiedział sie, że ja wiem, że on nie jest biologicznym rodzicem... Wiem, skomplikowane...


Pamiętaj, że nie ważne kto Cię urodził, ważne kto cię wychował i obdarzył miłością, opieką i kto przez te 20 lat był przy Tobie i akceptował to jaka jesteś. Myślę, że nie powiedzenie prawdy, było ochroną, bali się, że odwrócisz się od nich, a sama wiesz jakie są nastolatki... Zaakceptuj to co sie stało i obdarz ich jeszcze większą miłoscią, bo Oni pokochali Ciebie, chociaż nie byłaś z nimi spokrewniona, pokochali Cię bezinteresownie i szczerze.


ooooooooo kuźwa. Przecież mówiłam ci, żebyś pisała tutaj o swoich uczuciach, ale nie o to mi chodziło...  Chodziło mi, żebyś napisała, że jest ci źle, jakiś wierszyk o tym, czy coś takiego... A nie - jeb na opis świata wszystko jak z worka. I jeszcze się kuźwa na mnie powołujesz... Świetnie!


 


.


 


Pudełko, co się stało?


Nie widzę w tym nic zdrożnego, że człowiek się wygadał. Madzik powinnaś być dumna, że na swój sposób pomagasz innym. Wpis mógł być również zamieszczony w moim szpitalu, ale skoro znalazłem go tutaj to dodam też coś od siebie. Nie wiem jak to jest, bo nie znalazłem się w takiej sytuacji. Wiem za to w jakiej byłem jednak nie miejsce i pora aby tu i teraz o tym pisać. Niewiele jest do dodania, gdy większość już została powiedziana. Powtarzać po innych też się nie lubię, ale powiem takie oto słowa:


- jeśli mógłbym coś zmienić w swoim życiu, nie zmieniłbym nic...


- Ty też nie zmieniaj tylko bierz takim jakie jest. Nie jest ważne co było, ważne jest co jest teraz i co będzie dalej. Pomyśl też ile takich osób jak Ty miało szczęście trafić na kochającą rodzinę? Ile jest takich dzieci, które same muszą walczyć o siebie, rodzeństwo i przyszłość. Wiem jak jest Ci cieżko, bo człowiek nigdy nie jest przygotowany na takie wiadomości, ale życie pisząc scenariusze nie pyta Nas "aktorów", czy damy zagrać daną rolę, więc cieszmy się tym co mamy i śpieszmy się kochać ludzi... (akurat w tym temacie coś wiem).


tylko, że to wszystko gówno prawda.


Aby móc dodać komentarz musisz być zalogowany.