Ludzie listy piszą...  zobacz opis świata »

Dopis 43:Drogi Przyjacielu Przepraszam , że tak długo...

« poprzedni dopis
 

groszek 62

Od: bardzo dawna,aktywny: dawno temu

Tekstów: 10,

Dopisów: 532,


Drogi Przyjacielu



Przepraszam, że tak długo milczałam. Przepraszam, że od ostatniej naszej dyskusji nie dałam znaku życia.

Chciałeś mi pomóc, wskazać drogę. Nie wiedziałam, czemu to robiłeś. Nie posłuchałam Cię, zapomniałam o Twoich radach w jednej chwili, gdy on na mnie spojrzał, gdy wypowiedział te słowa, których oczekiwałam w napięciu.

Twoje rady nagle zniknęły, przestały się liczyć.

Wszystko przestało się liczyć. To, że go krzywdzę, że skrzywdzę również siebie. Tyle rzeczy mi mówiono. Ale tak naprawdę chciałam słuchać tylko Ciebie. Tylko Twoje słowa przebijały się czasem przez warstwę podświadomości, istniały w niej. Reszta się nie liczyła.

Tamten moment w parku obrócił wszystko w fikcję, zapomniałam o tym, że coś takiego jak słowa istniało, nawet Twoje, tak mądre i przekonywujące. Po miesiącu zaczęły się problemy. Z czasem było tylko gorzej, z przerwami na drobne przebłyski, na bezsensowny romantyzm. Wiesz, że romantyzm uważam za bzdurę. Jak Ty. Ale cóż, po raz kolejny stwierdziłam, że to ze mną jest coś nie tak, że trzeba docenić gest, dostosować się czasem.

Nie, nie zmieniłam swojego światopoglądu. Nie potrafię go zmienić trwale pod wpływem kogoś wątpliwego, jak on. Zmieniłam go czasowo, pozornie, żeby móc się dłużej oszukiwać. Okłamywałam sama siebie - ja, nienawidząca kłamstw, preferująca najgorszą prawdę zamiast kłamstwa.

Z czasem było tylko gorzej, myślałam, że bez niego będę nikim, a jednocześnie go nienawidziłam. Przebywając z nim tak naprawdę nie byłam z nim. On nie chciał rozmawiać, a ja w duchu rozmawiałam z Tobą. Jak za dawnych czasów, jak para starych dobrych kumpli, ale inaczej. Za każdym razem rozmawialiśmy inaczej, coraz bardziej intymnie. Przed zaśnięciem widziałam tylko Twoją twarz. Ale bałam się odezwać pierwsza, a Ty widocznie usunąłeś się w cień.

Wszystko to, co robiłam widzę jak przez mgłę. Za każdym razem, gdy sobie o tym przypominam, wydaje mi się, że to był sen. Bardzo dziwny sen. Nie z gatunku przyjemnych, raczej napawający niepokojem. Taki, dzięki którym po przebudzeniu człowiek cieszy się, że jest jednak sobą, nie swoim równoległym bytem, jednocześnie obcym, postępującym irracjonalnie. A ja byłam takim bytem naprawdę. Równolegle było mnie więcej niż w rzeczywistości. Byłam ja taka, jaką znałeś, niezależna, poddająca wszystko pod dyskusję, choć też popadająca w przesadę. Byłam i ja irracjonalna, godząca się na jego warunki, dyktowane w miarę subtelnie, jak na ich właściwy cel. Za późno zdałam sobie sprawę, za późno zareagowałam. Było za późno, żeby się tak po prostu wyplątać. Ale udało mi się. Mimo to dalej nie byłam sobą, czułam się nieswojo sama ze sobą, zamkniętą w sześcianie swojego pokoju.

Nienawidziłam siebie samej, dawna ja nie mogła znieść tej nowej, zazdrosna o to, że przejęła kontrolę nad moim ciałem i umysłem. Próbowałam wykończyć się kilkakrotnie, wymyślałam coraz to inne sposoby. Nie dawałam rady, nie potrafiłam skończyć sama ze sobą, bałam się. Raz wylądowałam w szpitalu, potem zaczęłam pić. Piłam dużo, coraz więcej. Pomagało. Siedziałam w kąciku pokoju i bawiłam się nożem. Niezależnie od stanu nie potrafiłam zrobić niczego więcej. Czytałam dużo, spałam i chodziłam na długie spacery. Przestałam mówić, nie rozmawiałam z nikim, tylko w duszy wciąż prowadziłam dialogi z Tobą. Wieczorem otwierałam butelkę i mówiłam. Mówiłam, co mi przychodziło do głowy i przypominałam sobie Ciebie.

Bałam się, aż wreszcie poczułam, że muszę się odezwać, choćby listownie. Nie wiem, czy nie jest już za późno. Leżę i myślę, mam za dużo czasu na myślenie i każdą kwestię zdążyłam już kilkakrotnie przerobić. Zaczynam precyzować siebie i wiem, że do szczęścia potrzeba mi Ciebie. Choćby rozmowy. Tylko boję się, że pojęłam to za późno.



A.
 
Oceń dopis: |
 

Komentarze: 1

Cholera...wzruszyłem się ;-( Daję zasłużone +


Aby móc dodać komentarz musisz być zalogowany.