PRZECIEKI Z TEKI AMBASADORA JOHNA KAWY  zobacz opis świata »

Dopis 13:DRZEWO Gustaw potrafił barwnie...

« poprzedni dopis
 

Love 83

Od: 14.02.2010,aktywny: dawno temu

Tekstów: 23,

Dopisów: 213,


DRZEWO

Gustaw potrafił barwnie i ze znawstwem opowiadać o sztuce, ale nie było w tym autentycznej pasji.
Traktował ją trochę jak starą babkę, którą trzeba szanować ze względu na możliwy spadek. Monika szybko zorientowała się że nie będzie miała z niego wielkiego pożytku i choć usilnie zabiegał o jej względy dała mu wyraźnie do zrozumienia że do szwedzkiego stołu się nie siada.
Zarumieniła się w jego obecności tylko raz.
- O, jaki piękny muchomor- zauważył Gustaw i schylił się żeby go zerwać.
- Takich grzybów się nie zrywa- złapała go za rękaw.
- Dla pani jestem gotów zjeść nawet korę z buta i popić wodą z jeziora, żeby się tylko dała pani pocałować.
Monika spojrzała na niego jak na wariata, ale nawet nie drgnęła mu brew. Wkrótce do niej dotarło że po prostu nie mówi on zbyt dobrze po polsku, myli słowa i często je wyciąga z kontekstu.
- Jaki piękny czołg- zachwycił się na widok czapli, zerwał kwiatek i zatknął go sobie za kapelusz.
Monika nie mogła się już doczekać kiedy wróci John i uwolni ja od towarzystwa tego Szweda. Nie spodziewała się że John tak szybko zmieni front.
Gdy Gustaw Olafson oddalił się na chwilę, Monika wykonała telefon, ale nie odpowiadał. Wystukała więc jeszcze jeden kod, używając tym razem sygnatury LOVE,
(Wyższe Ja ma swoje ciało)
Olafson zaprowadził ją nad brzeg jeziora, gdzie pochłonął ich niesamowity rechot żab.
- To ja nimi steruję- wziął w ręce jakiś patyk i udawał dyrygenta.
Żaby uspokoiły się trochę, jakby obecność człowieka miała na nie wpływ.
- Proszę spojrzeć, za chwilę na nią wskoczy- pokazał palcem jakąś żabę, której wydymały się policzki jakby żuła gumę i łypała dokoła wzrokiem.
- Oby nie- odpowiedziała Monika i wrzuciła patyk do wody.
W pewnym momencie zobaczyła coś ciekawego. Podeszła do drzewa, odgarnęła jego smukłe gałęzie i ujrzała gniazdo w którym wykluły się pisklęta. Gustaw stanął tuż za nią, czuła jego oddech na karku.
- Nigdy nie byłem mocny z biologi- odezwał się z jakąś nostalgią.
Zostawili gniazdo w spokoju i usiedli na starym pniu.
- Przypomina mi się pewna historia, jeszcze z okresu studiów- zagaił znowu.
- Nie byłem zbyt dobrze przygotowany, ale musiałem zaliczyć egzamin. Profesor czuł chyba do mnie sympatię ponieważ zadał mi bardzo proste pytanie.
- Gustawie- powiedział. Opisz zjawiska które towarzyszą wegetacji drzew.
- W ziemię wkłada się takie małem nasionko...
- No i?
- No i z tego wyrasta drzewo.
- Ale opisz mi biochemiczne procesy, to czego się nauczyłeś z książki.
- Szanowny panie profesorze. Książka nie odgrywa tu wielkiej roli, bo jeszcze się nie zdarzyło żeby ktoś ją włożył w ziemię i żeby wyrosło z niego drzewo...
Zapadło milczenie. Właśnie wtedy Monika zarumieniła się.

- Musimy już iść- powiedziała wciągając majtki.
Miała pretensje do Johna że nie odebrał telefonu. Miała pretensje do całego świata, ale tak naprawdę do siebie. Nie potrafiła się tylko do tego przyznać. Łatwiej było obwiniać zewnętrzny świat, na przykład dzięcioła który po prostu sobie stukał.
Olafson pewnie prowadził auto. Zniknął już wszelki ślad po panu Guzdrale którego wcześniej tak dokładnie przypominał. Zachował jednak kwiat w kapeluszu, może po prostu o nim zapomniał.
- Myślę że powinniśmy współpracować- odezwał się tonem łowcy.
- Nie wystarczy ci wsparcie Sabiny?- Monika skrzywiła się ze złością.
- Sabina się nie nadaje do tego zadania. Z resztą sama zdążyłaś zauważyć że to zwyczajna trzpiota.
- Dobrze że nie bigotka- skrzywiła się jeszcze bardziej i sięgnęła po pudełko tiktaków.
- Nie trzeba pracować w wywiadzie żeby na to wpaść- spojrzał na nią spode łba.
- Zrozum, tu chodzi o duże pieniądze, a może jeszcze o coś więcej.
- Co masz konkretnie na myśli?- zainteresowała się.
- Kod Love- wziął zakręt.
- Kod LOVE? A cóż to takiego?- mlasnęła.
- Nie udawaj, wszyscy wiedzą że w tym lesie zabunkrowane są kody do których nikt nigdy dotąd nie miał dostępu.
- Naoglądałeś się chyba filmów sensacyjnych- sięgnęła do torebki ale powstrzymał ją gestem dłoni.
- To tylko zapalniczka- uniosła brew.
- Ok, masz rację, sytuacja jest trochę nerwowa ale musimy się dogadać.
- Panie Gustawson- specjalnie przekręciła nazwisko- jest u nas takie powiedzenie, że musi to na Rusi, a u nas jak kto chce.
- Głupie- odpowiedział i sięgnął po papierośnicę.
Monika chwyciła za kierownicę i szarpnęła ją w taki sposób, że samochód przechylił się i potoczył na dwóch kołach. Następnie odpięła pas, powtórzyła motyw z kierownicą a Gustaw wyleciał przez otwarte okno niczym ulęgałka. Samochód zatrzymał się. Otwarła drzwi i podeszła do miejsca gdzie leżał na wznak.
- Może i głupie, ale za to bardzo prawdziwe- sięgnęła po pistolet ukryty w bucie.
- Teraz będziesz tańczył tak jak ja ci zagram, jasne?- zakomunikowała.
- Javohl!- odpowiedział Gustaw podnosząc się i otrzepując z sosnowych szpilek.
 
Oceń dopis: |
 

Komentarze: 1

Może to dla Gustawa głupie - ale dla mnie brzmi super- !
Oj, Love ty jednak umiesz podkręcić dramaturgię

Aby móc dodać komentarz musisz być zalogowany.