Romans ze złem  zobacz opis świata »

Dopis 16: Drzwi pokoju Ernesta otworzyły się z...

« poprzedni dopis
 

Aletheia 112

Od: bardzo dawna,aktywny: dawno temu

Tekstów: 0,

Dopisów: 188,


***

Drzwi pokoju Ernesta otworzyły się z hukiem. Chłopiec siedział na łóżku, w towarzystwie trójki swoich kumpli, najwyraźniej zajęty rozmową. Sylwia nie zważała jednak na to.

- Zapłacisz mi za to sukinsynu – wycedziła przez zęby, podchodząc do niego.

Ernest zamarł w bezruchu. Był zdezorientowany. Tępo wpatrywał się w Sylwię. W jej oczach dostrzegł dziki, wręcz zwierzęcy gniew. Uderzyła go w twarz, otwartą dłonią.

- Sylwia? Co ty tu… - nie zdążył dokończyć, kiedy otrzymał drugi raz.

- Jeśli zbliżysz się raz jeszcze do Leny, przysięgam, zabiję cię.

- Spokojnie – jeden z kolegów próbował odciągnąć Sylwię na bezpieczną odległość. – Kopiec, gadaj, co znów nabroiłeś.

- Nic nie zrobiłem. To ona ma jakiś problem.

- Nic? Mówisz nic? Lena leży przez ciebie w szpitalu idioto, a ty mówisz, że to nic takiego? – Sylwia wrzała.

Wszyscy zamilkli, oczekując tłumaczenia od Ernesta. Ten jednak nie odzywał się. Wyglądał na zaszokowanego.

- Co, znów poleciałeś przy niej na inną laskę? – odezwał się siedzący przy ścianie kolega Ernesta.

- I co z tego? Takie życie. Laski wcale nie bywają lepsze. Jest w szpitalu – jej sprawa – stwierdził drugi, siedzący obok.

- Akurat. Zachowujecie się jak zasrane szczeniaki – trzeci z chłopców wypuścił Sylwię z uścisku. – Według mnie, trzeba być prawdziwym dupkiem, żeby dopuścić do czegoś takiego. Mężczyzna powinien mieć choć trochę godności, nie zachowywać się jak szmata.



Ernest siedział cicho, pogrążony w myślach. Nie przysłuchiwał się rozmowom kolegów, które dźwięczały, gdzieś w dali, niczym rój rozzłoszczonych owadów. Nie zareagował nawet, kiedy Sylwia go opluła, kiedy oburzona wybiegła z pokoju. Świadomość tego, że Lena jest w szpitalu, bardzo go dotknęła. Nigdy, nie wyobrażał sobie takiej sytuacji, szczególnie, iż to on miał być jej powodem. Myśli plątały mu się w głowie. Zastanawiał się, jak to się stało i przede wszystkim, dlaczego. Nie wiedział, czy ma się obwiniać, znów przepraszać Lenę za swoje zachowanie, czy po prostu zamknąć ten rozdział. Czuł się zagubiony. Potrzebował chwili samotności. Przeprosił kolegów, którzy w milczeniu rozeszli się do domów i wyszedł na spacer.



***

Lena otworzyła oczy. Było jej duszno. Starała się podnieść, ale nie znalazła w sobie tylu sił. Dostrzegła, że ma kroplówkę podłączoną do welflonu. Obserwowała, jak małe krople ściekają do cienkiej kapilary, połączonej z jej dłonią. Jedyne uczucie, które jej towarzyszyło, to dziwna, nieopisywalna błogość. Zamknęła zmęczone oczy, znów odpływając w sen.

 
Oceń dopis: |
 

Komentarze: 4

Fajny opis tego jak wkurzona Sylwia wpada na Ernesta :D Ale nie wydaje mi się, żeby jakikolwiek facet powiedział "Zaprawdę jesteście idiotami" - jak cytat z Biblii ;p Nie lepiej byłoby "Wy naprawdę jesteście idiotami" albo "Prawdziwi z was idioci" czy coś ;p


Zaprawdę, zaprawdę, powiadam Ci, masz rację :D


Wpis świetny, właśnie o to mi chodziło : )


Dziękuję:))


Aby móc dodać komentarz musisz być zalogowany.