Co u Ciebie? - Czyli zbiorowy pamiętnik  zobacz opis świata »

Dopis 788:Dwa kilometry potoku...

« poprzedni dopis
 

Mayday 8

Od: 13.12.2008,aktywny: dawno temu

Tekstów: 2,

Dopisów: 58,


Dwa kilometry potoku. To chyba najlepsze określenie na to, co muszę przejść w drodze do mojego domu. Dwa tysiące metrów wody, która znajduje się pomiędzy dwoma wysokimi rzędami zwalonego śniegu. Spacer przez tę "rzekę" w drodze do szkoły i ze szkoły, oraz jazda jakże zatłoczonymi i zabłoconymi autobusami odbierają resztki radości z tego, że po miesiącu przerwy zamiast spać niemalże 24 godziny na dobę robię coś, a konkretnie udaję, że uczę się.

Kolejny problem (już poza topiącym się śniegiem) to to, że w szkolę śpię zamiast słuchać i zapamiętywać. Dwa francuskie przespałam w całości, nauczycielka się nie zorientowała, a wręcz coś gadała (pozytywnie) o mojej aktywności. Półrocza chyba jej się pomyliły. Na kolejnych lekcjach starałam się nie spać. Jedyna na której udało mi się nie zasnąć w stu procentach to historia, na której najzwyczajniej w świecie śmiałam się, co rozbudzało. Z drugiej strony jak się nie śmiać, gdy nauczyciel stoi tyłem do mapy, metr przed nią, a żeby coś na niej pokazać robi półtorej obrotu (robi to wolno) a potem wypina swoje zacne cztery litery w obcisłych spodniach (te same, od kiedy zaczęłam naukę w liceum) w moją stronę, albo gdy przez trzy minuty zastanawia się nad odmianą jednego słowa? Niewykonalne, naprawdę.

Czas ciągnie się wolno, coraz wolniej. Najwolniej w autobusach. Przy okazji, zastanawiam się od początku zimy, gdzie jeżdżą wszystkie staruszki o godzinie szóstej rano, a później wracają już, gdy jest ciemno? Wtedy jest ich najwięcej, szczególnie gdy skumulować je z tłumami dążącymi do szkoły. I zawsze bolą je nogi. Nie rozumieją słów 'Jestem po operacji i źle się czuję', w wyniku czego omdlewam każdego ranka. No gdzie one jeżdżą?

 
Oceń dopis: |
 

Komentarze: 3

U mnie jeszcze nie ma takiej masakry, ale wiem, że nadciąga ów kataklizm, o którym napomniałaś w swoim wpisie. Czyżbyś w zeszłym tygodniu zakończyła ferie? Nie dziwię Ci się, że po dwutygodniowej przerwie popadasz w skrajne emocje. Co się tyczy autobusów i staruszek... ja też mieszkam na wsi i u mnie sytuacja jest identyczna. No cóż, wiem, że część babć jeździ na poranne msze święte, na godzinę siódmą. Inne jeżdżą, aby sprzedać to, co mają do zaoferowania (^^) czyli świeże jaja i mleczko prosto od krówki. Sam zawsze zastanawiam się, co ciągnie te kobiety do miasta, że nie boją się wyjeżdżać rano i wracać wieczorem do domów, kiedy w autobusach tyle chuliganów. :D Ale kultura w autobusach to już zupełnie inny temat. :)

*tę - ponieważ zwrot \"sztuczną rzekę\" jest w Bierniku

*sztuczną rzekę - według mnie nie do końca ta rzeka sztuczna. Jest prawdziwa, ale zbyt mała, istniejąca krótko jak na prawdziwą rzekę. Proponowałbym po prostu samo: tę \"rzekę\" - weź to w cudzysłów. :)

*spać[.]

*[J]edyna

*udało się [mi nie zasnąć]

*same[,]od kiedy

*[szóstej] rano

*już[,]

*czuję\'[,] w wyniku

Mam to nieszczęście (przynajmniej w okresie zimowo- wiosennym), że mieszkam w lesie i stan roztopów utrzymuje się długo, nawet bardzo długo.


Dwutygodniową przerwę da się jeszcze przeżyć, trudniej gdy przerwa trwa miesiąc ze względu na stan zdrowia, bo to już graniczy z koszmarem momentami. 


Trudno mówić o jeżdżeniu na msze święte gdy wsiadają niedaleko kościoła jeszcze przed pierwszymi mszami, czy o sprzedawaniu, gdy dojeżdżają do centrum zacnej stolicy, mijając po drodze liczne bazarki.  Można jeszcze teoretycznie jechać do lekarza czy do urzędu, ale dzień w dzień te same, i to krążące niemalże cały czas w autobusach to coś nie tak. Był wyjątek, gdy nawet w stolicy autobusy były w miarę puste, czyli brakowało babć- gdy były wielki mrozy. :)


Aby móc dodać komentarz musisz być zalogowany.