Puszka Pandory  zobacz opis świata »

Dopis 5: Dzień dobry , ja przyjechałem po panią –...

« poprzedni dopis
 

Pudelko 438

Od: 12.01.2008,aktywny: dawno temu

Tekstów: 32,

Dopisów: 1265,


- Dzień dobry, ja przyjechałem po panią – kierowca uśmiechnął się i pytająco spojrzał na torbę, która stała w końcu korytarza.

- Proszę zabrać tamtą torbę – wskazała podbródkiem i poczekała, aż mężczyzna weźmie bagaż i zapakuje do samochodu. Zamknęła drzwi i wsiadła do ekskluzywnej limuzyny. Tylnie siedzenia były szerokie i wygodne, mogłaby się tam położyć, a zostało by jeszcze miejsca dla czterdziestu rozbójników. Chciała wyjrzeć przez okno, ale szyby były przyciemniane, jej twarz odbijała się w czarnej powierzchni. Poprawiła automatycznie pasmo, które wymknęło się z kucyka i zajęła się swoim życiem wewnętrznym.

Odczuwała pewien niepokój, to oczywiste. Bała się przede wszystkim, że jej plan się nie uda, że zdradzi się jakimś małym szczegółem, złym spojrzeniem, albo zbyt natarczywym pytaniem. Wyprostowała się, położyła dłonie na kolanach i westchnęła głęboko, jakby powietrze miało oczyścić jej myśli i usunąć wszelkie wątpliwości. Była świetnie przygotowana, przemyślała wszystko kilkanaście razy, stworzyła sobie postać, wyznaczyła misję. Nic tylko działać.

Limuzyna zwolniła, skręciła w lewo i po chwili zatrzymała się. Chciała wysiąść i jak najszybciej wejść w swoją rolę, czekała jednak cierpliwe jak szofer wyjdzie i otworzy jej drzwi.

W momencie w którym mężczyzna nacisnął klamkę i zaczął uchylać tylnie drzwi poczuła, że jej alter ego jest gotowe, że oto zaczyna się przygoda, wyzwanie i nowe doświadczenie.



***



- Dzień dobry.

- Dzień dobry.

Stali naprzeciwko siebie w białej jadalni, tylko sofa i dwa fotele wyróżniały się krwistym kolorem. Nie lubiła białego, bo kiedy był słoneczny dzień, promienie za bardzo się odbijały i raziły w oczy.

- Proszę usiąść, chciałbym z panią porozmawiać – Camparini poczekał, aż zajmie miejsce na krześle przy oknie, po czym sam usiadł. Między nimi był stolik na którym leżały dwie kupki papierów, równo ułożone i pachnące jeszcze farbą. Lea położyła dłonie na stoliku, splotła je i czekała.

- Po pierwsze to cieszę się, że pani przyjechała. Izabella pokaże pani za chwilę pokój. Tutaj są dwie grupy dokumentów – zawiesił na chwilę na nich wzrok, a następnie płynnie podjął temat – Te, są ogólnymi informacjami na temat tego co chciałbym, żeby zostało osiągnięte w ciągu tego miesiąca. Oczywiście będzie w tym duży udział pani umiejętności – skinął z poważaniem głową. Milczała nadal uśmiechając się inteligentnie. Czekała, aż skończy gadać, żeby móc zadać parę pytań, nie chciała z niczym wyskoczyć za wcześniej. – Z kolei te papiery musi pani przejrzeć do dzisiejszego wieczora – potarł kciukiem brodę i przesunął obie kupki w stronę Lei.

- Czyli do wieczora mam zapoznać się tylko z tymi papierami. – Podsumowała i sięgnęła pierwszą z brzegu kartkę.

- Tylko? – Zaśmiał się przelotnie. – Sporo tego jest, jednak wymagam od siebie i od innych. Więc jeżeli nie da pani rady…

- Nic takiego nie powiedziałam.

W tym momencie zadzwoniła komórka Cantariniego, przeprosił ją i wyszedł z pokoju. Spojrzała na kartkę trzymaną w dłoni. Była po niemiecku. Zabrała się do czytania.
 
Oceń dopis: |
 

Komentarze: 9

starałam się przy tym wpisie, Krusz nie bij... :]


To mówisz że samochód pachniał olejkiem?:-) Może był napędzany olejkiem do opalania?


Gdy przeczytałem fragment, kiedy przewodnik bierze jej dłoń i wskazuje nią altanę, przypomniał mi się taki polski serial- Janosik. Scena w której Kwicoł wskazuje Hajdukom drogę dłonią strażnika:-)


W sumie- niezłe komy, zdecydowany plus:-)


 


Pu, nie gniewaj się, ale tym razem, nawet mimo zachwytów Wjur (tak przypuszczam, że to zachwyty;/), mnie się nie podoba.


Nie wiem, jak to się stało, ale nagle z inteligentnej i zdesperowanej kobiety zrobił się jakiś głupiutki podlotek. Może trzeba było pociągnąć jakoś jej poprzednie myśli, opisać jednak tą drogę do rezydencji... Nie wiem, niech się Kruszek wypowie, bo mnie to jakoś nie przekonuje:/


Lu nie gniewam się, poprawię wszystko, i wiesz twoja opinia ważniejsza jest dla mnie niż zachwyty ;D


Eeeehh i co ja mam z Tobą zrobic? hmm wiem, ze sie staralas ale jest nadal masa powtorzen. Po za tym konstrukcja zdania tez kuleje. Wiem, że po niekad to Twoj styl, ale jesli pasuje do sayryczno - cynicznych krotkich form, to nie bardzo pasuje w psychologiczno erotycznym opowiadaniu.


Po za tym nie podtrzymalas chwili, ktora wzniecila Lu. Twoja poprzedniczka napisała coś co czyta sie płynnie i miło, co kusi i rozpieszczza. Ma to taka fakture miekkiego veluru - ja przynajmniej tak to odbieram. Wiem, ze Lu po prostu jest dobra w te klocki akurat - swetnie pisze postaci kobiece, doskonale sie w nie wczowa i gdybym od wszystkich tego wymagala to bylabym niesprawiedliwa...


Tylko ze tutaj brakuje mi hmmm pomyslu.


sa takie trzy rzeczy, ktore mnie raza najbardziej:


- czmu Lea mysli, ze teraz jest dopiero wazna - ona pochodzi z bogatej rodziny, bardzo bogatej, jej rodzice to dyplomaci, ktorych traktuje sie po krolewsku, jest przezyczajona do takiego traktowania "wyjatkowego"


- jej mysli i rozmowa sa na poziomie uczennicy gimnazjum, po pierwszejesliprzyjechal po nia szofer to uciadlaby z tylu, raczej z nim nie gadala, (aha no i mysli wole wplecione w tekst a nie z myslnikami)


- i wydaje mi sie ze Lea powinna znac doskonale dom a przynajmniej jego wyglad i polozenie skoro ma nam knuc jakis niecny plan co do Cantarinich


to tak oglednie^^


kurcze, mam wyzrzuty, bo wiem ze sie staralas ale jednak jakos tak dbam o caloksztal tekstu... takze sorrki jak jestes zla ;/


lol :D


wal się Krusz z tymi wyrzutami sumienia :D jestem dużą dziewczynką, a krytyka to coś co lubię ostatnimi czasy. Dawno nie pisałam, muszę się rozruszać. ;D No to zabieram się do poprawy... A raczej przeredagowania całego wpisu :P


Odnoszę wrażenie, że poprzednia wersja była bardziej zabawna. Ale i tutaj warto zwrócić uwagę na kilka szczegółów.


Wnętrze limuzyny- po to się tworzy przyciemniane szyby, żeby nie można było zajrzeć do wnętrza. Ale kiedy jesteś już w środku, możesz przecież przez nie oglądać świat. Nie czepiam się już nawet tych czterdziestu rozbójników, może tylu by ich weszło. Ale z tymi szybami to przegięcie. Chyba że zależy Wam na osiągnięciu komicznego efektu.


Są jeszcze inne drobiazgi, które skutecznie rujnują Wasz zamysł. Albo wiesz jak powinna się zachować dama, albo potrafisz sobie to skutecznie wyobrazić. Pewnych rzeczy się nie da przeskoczyć po prostu chceniem.


Chociaż niektórym się udało. Np Lechowi Wałęsie:-)


co do szyb to się zgadzam, zapędziłam się za bardzo ;P ale ten wpis wydaje mi się lepszy, a w poprzednim nie było nic zabawnego jak dla mnie -,-


* torbę[.] - [W]skazała
* Tyln[/i]e siedzenia
* zostało[/ ]by
* spojrzeniem[/,]
* Nic[,]
* cierpliwie[, aż] szofer
* W momencie[,]
* tyln[/i]e drzwi[,]
* porozmawiać[.] - Ca[nt]arini poczekał,
* jeszcze farbą [drukarską].
* - Po pierwsze[,]
* dokumentów[.] - [Z]awiesił
* temat[:]
* Te[/,]
* na temat tego[,]
* Oczywiście[,]
* umiejętności[.] - [S]kinął
* Milczała[,]
* za wcześnie[/j].
* {do dzisiejszego wieczora} - dzisiejszego jest zbędne, bo mówiąc "do wieczora" mamy zawsze na myśli ten wieczór, który jest "tuż przed nami" :)
* wieczora[.] - [P]otarł
* papierami[?] - [p]odsumowała
* sięgnęła [po]
* [z]aśmiał się
* {zadzwoniła komórka Cantariniego, przeprosił ją} - to brzmi tak, jakby przepraszał komórkę xD
* {Spojrzała na kartkę} - dalej komórka?
* {Zabrała się} - to samo, co wyżej


Aby móc dodać komentarz musisz być zalogowany.