***
Dzień, jak wszystkie poprzednie, zapowiadał się pochmurny. Nastrój Justyny też. Daniel obudził ją rano, mówiąc o pilnym spotkaniu z szefem, z powodu którego zawita do domu dopiero wieczorem, a nie jak zwykle po pracy.
"Ile to można pracować" zrzędziła Justyna sama do siebie. Od kiedy jej szef dał jej wolną rękę i pozwolił pracować w domu, z kilku razowym pobytem w ciągu tygodnia w biurze, Justyna coraz częściej łapała się, że mimo intensywnej przedpołudniowej pracy prze komputerze, czegoś jej brak. W przerwach, gdy odrywała się od projektu, by chwilę odpocząć, nawet nie było do kogo się odezwać. Daniel w pracy, przyjaciółki też. "O boj" Justyna przeciągnęła się. Rodzice Daniela zdecydowali, że na Sylwestra wracają do domu, bo są umówieni ze znajomymi. Umówili się, że wyjadą 30 grudnia z rana. Justyna wolałaby by zostali u nich do Nowego Roku, bo jej rodzice też coś zaplanowali, a nie miała ochoty wychodzić tego dnia z domu. Przypomnienie o decyzji teściów, nie poprawiło jej humoru. Siedziała naburmuszona jeszcze chwilę przed ekranem, potem ciężko powlokła się do kuchni. Elżbieta ze Zdzisławem, zaraz po śniadaniu powędrowali na miasto z uprzejmym "Justynko niedługo wrócimy", jakby to mogło wypełnić ciszę pustego mieszkania. By zając czymś myśli i ręce Justyna zaczęła szykować obiad. "Przynajmniej do tego się nadaję" burknęła. Zajęta, nawet nie usłyszała jak teściowie wrócili. Ocknęła się dopiero, gdy Elżbieta pociągając nosem, kręciła się po kuchni.
- Jakie smakowite zapachy...
- Lepiej mamo pokaż, co kupiliście. - Pociągnęła Elżbietę do pokoju, w którym Zdzisław położył na stół paczki.
- Och, nic takiego. Kilka drobiazgów. - Broniła się kobieta. W całej rodzinie znana była z tego, że nigdy nie wyjechała od nikogo, nie zrobiwszy wcześniej rundy po sklepach. "U was jest to, czego nie dostanę u siebie" zwykła mówić.
Dzień, jak wszystkie poprzednie, zapowiadał się pochmurny. Nastrój Justyny też. Daniel obudził ją rano, mówiąc o pilnym spotkaniu z szefem, z powodu którego zawita do domu dopiero wieczorem, a nie jak zwykle po pracy.
"Ile to można pracować" zrzędziła Justyna sama do siebie. Od kiedy jej szef dał jej wolną rękę i pozwolił pracować w domu, z kilku razowym pobytem w ciągu tygodnia w biurze, Justyna coraz częściej łapała się, że mimo intensywnej przedpołudniowej pracy prze komputerze, czegoś jej brak. W przerwach, gdy odrywała się od projektu, by chwilę odpocząć, nawet nie było do kogo się odezwać. Daniel w pracy, przyjaciółki też. "O boj" Justyna przeciągnęła się. Rodzice Daniela zdecydowali, że na Sylwestra wracają do domu, bo są umówieni ze znajomymi. Umówili się, że wyjadą 30 grudnia z rana. Justyna wolałaby by zostali u nich do Nowego Roku, bo jej rodzice też coś zaplanowali, a nie miała ochoty wychodzić tego dnia z domu. Przypomnienie o decyzji teściów, nie poprawiło jej humoru. Siedziała naburmuszona jeszcze chwilę przed ekranem, potem ciężko powlokła się do kuchni. Elżbieta ze Zdzisławem, zaraz po śniadaniu powędrowali na miasto z uprzejmym "Justynko niedługo wrócimy", jakby to mogło wypełnić ciszę pustego mieszkania. By zając czymś myśli i ręce Justyna zaczęła szykować obiad. "Przynajmniej do tego się nadaję" burknęła. Zajęta, nawet nie usłyszała jak teściowie wrócili. Ocknęła się dopiero, gdy Elżbieta pociągając nosem, kręciła się po kuchni.
- Jakie smakowite zapachy...
- Lepiej mamo pokaż, co kupiliście. - Pociągnęła Elżbietę do pokoju, w którym Zdzisław położył na stół paczki.
- Och, nic takiego. Kilka drobiazgów. - Broniła się kobieta. W całej rodzinie znana była z tego, że nigdy nie wyjechała od nikogo, nie zrobiwszy wcześniej rundy po sklepach. "U was jest to, czego nie dostanę u siebie" zwykła mówić.


