Nowa Nadzieja  zobacz opis świata »

Dopis 124: Eldanowi humor zwarzył się do reszty...

« poprzedni dopis
 
*

Eldanowi humor zwarzył się do reszty. Już sam przywódca "kompaniji" budził w nim - w najlepszym przypadku - mieszane uczucia. Jego miano i akcent, z jakim mówił, pozwalały się domyślać, że jego ojczyzną była Marchia Halvardzka. A miał z Halvardczykami zadawnione porachunki. Pomimo tego, trzymał emocje na wodzy, wszak imć Wolfgang von Dhern nie uczynił mu nic złego. Jednak zachowanie jego ludzi przypominało mu "Sępów" pobitych w zamku. Chociaż ci znali dyscyplinę.

- A gdzież to wasze włości leżały, panie Wolfgangu - zagadnął wodza, zmieniając temat. - Zjeździłem wiele ziem, jednak nigdym nie zawitał do Marchii, ciekawym zatem, jakież było wasze Dhern...

Imć Wolfgang spojrzał na Varaila uważniej, jakby odrobinę trzeźwiejąc. Zaraz jednak zahuczał jego rubaszny śmiech. Von Dhern opróżnił jednym haustem pół kufla piwa i wreszcie odrzekł:

- Waszeć uparłeś się udowodnić, że nie darmo Gońcy cieszyli się sławą ludzi na równi o głowach ze złota, co i zadkach z żelaza, skoroś rozpoznał, skąd się wywodzę - zauważył.

- Jakież było Dhern?

Tu czknął potężnie i począł opowiadać:

- Kasztel to był, po części murowany, z kamienia, po części drewniany, kilka wiosek i trzy folwarki. Cała substancja ninie w perzynę obrócona, a ja po gościńcach jeżdżę z kompanionami.

Machnął ręką, jakby i mówić nie było o czym.

- Teraz ludziska we wioszczynach, jako i ta, żyją, zamki i kasztele w ruinę obrócone, jeno dawna stolica Marchii, Hameln, z gruzów się odradzać poczęła - dodał po chwili von Dhern z dumą.

- Alem słyszał, że i Wineta znów zaistnieje. Bo też i piękne to było miasto, zaiste.

Wolfgang pokiwał głową i osuszył kufel z reszty zawartości.

Nerian, wciąż naburmuszony, wrócił do stołu przy akompaniamencie dosadnych docinków. Humor mu się jednak poprawił, gdy von Dhern zażądał, by podano mu kernstenga, czyli miód zaprawiony sokiem z malin, Żądanie poparte było rzuconą na blat monetą, pochodzącym z lepszych czasów srebrnym groszem - jedną sześćdziesiątą grzywny.

 
Oceń dopis: |
 

Komentarze: 3

*Jego miano i akcent, z jakim mówił, poz[wal]ały się domyślać

*Imć W[o]lfgang spojrzał na Varaila uważniej

*Von Dhern opróżni[ł] jednym haustem pół kufla piwa i wreszcie odrzekł

*Cała substancja ninie w perzynę obrócona, a ja po gościńcach jeżdżę z kompanionami. - Co znaczy "ninie"? I co za "substancja"? Ja nie rozumiem ;(

*czyli miód zaprawiony sokiem z malin[.] Żądanie poparte było rzuconą na blat monetą [-] pochodzącym z lepszych czasów srebrnym groszem, czyli jedną sześćdziesiątą grzywny.

To, że czegoś nie rozumiesz, nie oznacza jeszcze, że jest to błędne. Poczytaj trochę choćby "Trylogię" Aco oznacza 'ninie' można domyślić się z kontekstu

OK - powinnam była to napisać pod korektą, jako uwagę do tekstu. Ale że nie tylko ja nie rozumiałam, to za radą innej moderatorki, com napisała, napisałam. A "Trylogię" próbowałam czytać, tylko zbyt opornie mi to szło. Nie krzycz na mnie, bo się zamknę w sobie. Chciałam się tylko zrozumieć...

Aby móc dodać komentarz musisz być zalogowany.