Fragment mojej książki paalonora

angelika020494

Od: 29.10.2010,aktywny: dawno temu

Tekstów: 2,

Dopisów: 1,


Opis świata:

To fragment rozdziału 6.Po przeczytaniu tego , myślicie że książka może być dobra?chodzi mi o to.czy chcieli byście wiedzieć co było i co będzie.?

(...)Przez mój umysł zaczęły przelatywać przyjemne obrazy.Aż nagle coś się zmieniło , jakby ktoś puścił głośno hip-hop.Bum , bum , bum...Rozbudziłam się a dudnienie wciąż nie ustało.Dopiero teraz zorientowałam się że to serce Eraya.Waliło jak oszalałe , coś się musiało stać.Zerwałam się , mało nie spadając na ziemie.Staliśmy na górze którą wcześniej wypatrzyłam , na której był świecący punkt. spojrzałam w drugą stronę.Nie przewidziało mi się.Świało było na górze, tyle że to nie było światło gwiazdy, była to chmara świetlików.Wyglądały tak jakby były ściśnięte w jednym miejscu . Tworzyły tak jasną poświatę że musiałam zmrużyć oczy.
Gigi wyciągnęła rękę w ich stronę , powoli zbliżała się w ich kierunku. Gdy dotknęła pierwszego z brzegu , świetliki rozproszyły się i zaczęły gasnąć.Ostatni świetlik zgasł i ziemia zatrzęsła nam się pod nogami.Gigi upadła , a kilka metrów przed nią tworzyła się rozpadlina z której wyleciały kłęby dymu.
Usłyszałam jakiś trzask.W momencie w którym dym opał , z rozpadliny wyłoniły się dwa czarne psy.Obie bestie były wielkości Człowieka.Warczały i pokazywały kły , co nie wróżyło niczego dobrego.
-Zefir , Hades spokój!Dajcie zobaczyć kogóż wiatr tu przywiał.-Psy się posłusznie rozstąpiły przepuszczając mężczyznę który pogłaskał oba potwory po łbach jakby to były małe yorki.Chłopak wyglądał na jakieś 20 lat , ubrany był w brązowe , skórzane spodnie.Od pasa w górę był nagi.Jego muskularna sylwetka zrobiła na mnie duże wrażenie, musiał dużo nad nią pracować.Szpiczaste uszy były odsłonięte.W jednym uchu miał mnóstwo błyszczących małych kolczyków , każdy miał inny kształt.Jego białe włosy związane w kitkę sięgały do ramion.Uśmiechnął się do nas odsłaniając białe , ostre zęby.
-Kogóż my tu mamy?Czyżby zaszczyciła mnie moja ukochana Gigi.W udawanym geście zdjął z głowy kapelusz i się wyszczerzył w uśmiechu.Spojrzał na mnie i Eraya.-Coś takiego , czyżby czarna krew zawitała w okolicy?Z którym z braci mam do czynienia, Eray czy Ryan?A to cóż?Piękna niewiasta porwana przez żądze krwi.Gigi naprawdę nie wiem czemu z nimi tu przyszłaś.Wiesz dobrze że dla nich niema tu miejsca. -Uśmiechnął się do niej krzywo, drapiąc się jednocześnie po brodzie.
-Daruj sobie Jacobie.To Eray , pomaga nam.A co do następnego z twoich pytań...To tak żądza krwi , tyle że nie tego chłopaka ale moja.A wiesz kogo zamierzam dopaść?-Chłopak otworzył usta , ale nic nie powiedział.-Tak jest, dokładnie.Właśnie jego , Kelsim już niedługo zginie.
-Ooo niee.Porywasz się z motyką na słońce kochana.Jak chcesz tego dokonać?
-" Porwana niewiasta" , Czyż nie jest podobna do Maxyma i Nemezis?Widzisz miecz na jej plecach?Nie poznajesz go? -Gigi mówiła szeptem aczkolwiek miało to w sobie coś wielkiego.Kojarzyło mi się to z gwiazdką kiedy byłam mała.Mówiłam szeptem , ale w taki sposób że moje słowa miały wielką moc.Nie jestem w stanie tego opisać. Jacob spojrzał na mnie z szeroko otworzonymi oczami. -O pani.-Jacob przyklęknął przede mną . Nie powiem ale krępowało mnie to.-Oczywiście macie wstęp do miasta.
Jacob machnął ręką , jakby odsłaniał niewidzialną zasłonę .Chwile później ukazało się białe miasto.Sandwood.
Domy i wierze z białego marmuru.Wokół miasta drzewa o złotych liściach.Staliśmy przy bramie , na niej był wyryty napis "a vindici manii Dei"
-Co to znaczy?-Wskazałam na pozłacane litery.-Taki sam cytat mam na pudełku od Gigi.
-" Mściwą ręką boga"
-Jacob , wezwiesz kogoś?
-A już , oczywiście.-Jacob wyjął z kieszeni mały srebrny gwizdek i dmuchnął.Nic, cisza.-Już pędzi.
Rozglądałam się dookoła poszukując czegoś co mogło " pędzić" w naszą stronę.Nic.Piach , piach i jeszcze raz piach.
Nagle coś w oddali , jakby łomotanie serca.Tyle że o wiele głośniej.I głośniej.Aż dźwięk znalazł się przy nas. Niczego nie widziałam.Spojrzałam w górę moment przed tym jak olbrzymie coś wylądowało między nami.I zaryczało głośno.Zanim zdążyłam pojąć co to jest , moje ciało zdążyło wpaść w panikę , miałam nogi z waty , i ręce jak galareta.
Dziwiłam się że to była tylko moja reakcja , reszta wpatrywała się w monstrum jakby takie rzeczy były dla nich na porządku dziennym.
Przede mną stał wielki , biały smok.Czarne oczyska miał wyłupiaste i skierowane w stronę Jacoba.Jego biało srebrny, nadziewany szpikulcami ogon kołysał się lekko na boki.Smoczysko chodź straszne na pierwszy rzut oka, było pięknym i wdzięcznym stworzeniem.Wyrwało mi się ciche westchnienie.
-Co?-Mówiąc to wyrwał mnie z zamyślenia.
-Nic.Tak sobie myślę.Że jest piękny.-Pokazałam palcem na smoka.
-To ona.-Rozległ się obcy mi głos.Dopiero teraz zauważyłam chłopaka siedzącego w siodle , na grzbiecie smoczycy.-Ma na imię Estera.
Ja jestem jej opiekunem , znalazłem jajko na jednej z wypraw.I tak jakoś wyszło że mam teraz smoka.-Mówiąc to uśmiechnął się i poklepał smoka po łbie.
Chłopak wyglądał na jakieś dwadzieścia lat.Długie blond dredy częściowo zakrywały mu twarz.Miał jasną karnacje.Na muskularnych ramionach widniały trzy , połączone ze sobą tatuaże. Słońce , księżyc i ... róża?Kompletnie tam nie pasowała.
Widział że mu się przyglądałam , a ja widziałam że On wpatruje się we mnie.Głębokie niebieskie oczy , każda mogłaby się w nich rozpłynąć.
Przez to dopiero po chwili dotarło do mnie że Eray coś do mnie mówi.
-To jest Jack.Zabierze nas do miasta.Wbrew pozorom to nie jest tak blisko. -Skrzywił się i podszedł ze mną do Estery.
Wyciągnęłam ostrożnie rękę żeby ją pogłaskać.Bystry wzrok smoczycy pomógł jej widzieć wszystko , szybko odwróciła łeb w moją stronę.Znieruchomiałam .
Opuściła wolno głowę , i zbliżyła pysk do mojej dłoni.Eray uważnie mi się przyglądał. Pewnie wyglądałam na przerażoną.
Smoczyca dotknęła nosem mojej dłoni, po czym wypuściła z nozdrzy kule dymu.Było to tak nagłe że szybko cofnęłam rękę.
-Eray , postaw mnie.-Noga nie bolała mnie aż tak jak wcześniej, byłam pewna że mogę ustać o własnych siłach.
Chłopak mnie postawił , podeszłam do Estery i wyciągnęłam dłoń , i znów cofnęłam. Za bardzo się bałam.Ktoś mnie złapał za rękę.Spojrzałam na natręta.To był Jack.
Trzymał moja dłoń, jego własna była bardzo ciepła i przyjemna w dotyku.
Ścisnął moją rękę przy nadgarstku i wyciągnął ją do smoka , robił to nie odrywając ode mnie wzroku.Zapomniałam że wszyscy muszą się przyglądać tej scenie,a zwłaszcza Eray .Mój chłopak Eray.Szybko wyrwałam mu się z uścisku , i spuściłam wzrok.
-No dobra ludzie. Czas się zbierać.-Jack pomógł mi wsiąść do siodła na grzbiecie Estery , później wdrapała się cała reszta.Jack siedział przede mną , trzymał wodze, które zobaczyłam dopiero w tej chwili.Eray siedział za mną obejmując mnie mocno w pasie.Gigi właśnie siadała za Erayem.
-To lecimy.-Nie, nie, nie... Bałam się , nie miałam pojęcia czego się spodziewać.A jak spadnę?Jack Uderzył lejcami i smoczyca wyprostowała skrzydła. Uderzyła potężnie kilka razy i już byliśmy w powietrzu.Zamknęłam oczy.Czułam jak wiatr owiewa mi twarz i włosy.Czułam że lecimy szybko i wysoko.Żołądek podchodził mi do gardła.
-Długo jeszcze?-Zamiast powiedzieć to normalnie , krzyknęłam.Nikt mi nie odpowiedział.Może wiatr zagłuszał nawet krzyk?Otworzyłam oczy.I przeszły mi dreszcze.Wszystko wydawało się takie małe.Było widać morze , które znajdowało się hen za górami.Spostrzegłam że zsiniały mi palce.Trochę za mocno zaciskałam je na siodle.Rozluźniłam uścisk.Odwróciłam się do tyłu.Eray patrzył w górę z szerokim uśmiechem na twarzy,podążyłam za jego spojrzeniem. Nad nami leciało kilka innych smoków,iskrzyły się w świetle księżyca.Były piękne.Wszystkie białe i jeden złoty.Złoty był największy z nich.Leciały równo z nami , jakby dotrzymywały nam towarzystwa, nie ,nie nam , ale Esterze.Spojrzałam na boki , morze i pustynia.Wszystko stąd wyglądało inaczej niż z ziemi. Chwile potem , bez ostrzeżenia , smok zaczął pikować głową w dół.Znów złapałam się siodła i wrzeszczałam jak oszalała.
Smoczyca wyrównała lot przy samej ziemi , dla mnie było zbyt blisko ziemi.Byłam pewna że nas zabije. Leciała kilka metrów nad piaskiem ,na tyle nisko by móc grzebać pazurami w ziemi.Wyprostowała drugą łapę i wbiła kolejne pazury w piach .Teraz zrozumiałam że hamowała.Teraz dwie tylne , postawione na ziemi równocześnie.Estera zwalniała z każdą chwilą , zostawiając za sobą podłużne ślady jej szponów. W końcu osiadła bezpiecznie na ziemi , zrobiła jeszcze kilka kroków do przodu i zatrzymała się.
Staliśmy przy czymś na kształt lotniska...Tyle że lądowało tu co innego .Biały plac, dookoła drzewa ze złotymi liśćmi , i czerwonymi jabłkami.Ciekawe czemu ich nie zbierają,wyglądają pysznie.Zaburczało mi w brzuchu.
-Głodni?-Jack zsiadał z Estery.-Zaraz pokaże wam gdzie co jest.
Powoli schodziliśmy z grzbietu smoka.Eray stanął na kamiennym placu i się rozprostował.Słyszałam jak strzelają mu stawy.
Jack odszedł ze smoczycą na drugi kraniec placu.Ktoś wybudował tam dom wyglądający jak jaskinia.Domyśliłam się że to specjalnie dla ich pupilka.Smoczyca wślizgnęła się do środka , obróciła się kilka razy jak kot i padła na siano wyłożone wewnątrz. Ziewnęła wypuszczając przy tym smużkę dymu i zamknęła oczy.Jack patrzył przez chwile na Estere, po czym ruszył w naszą stronę.
-No dobra.-Potarł ręce jakby je mył.-To teraz zwiedzamy ? Czy macie coś ważniejszego do załatwienia?
-Marcowi zostało już niedużo czasu...-Gigi powiedziała to bez chwili zastanowienia.Jej głos był poważny i oschły.-Potrzebuje odtrutki. Muszę się spotkać z Katcheriną.
-Zaprowadzę cię...
-Nie trzeba.-Zatrzymała go gestem ręki i poszła w stronę budynków.
Patrzyliśmy jak odchodzi, nie wiedząc co z sobą począć.Mnie tu nigdy nie było, Eraya chyba też nie.
-Noo....A wy dokąd chcecie iść? I nie znam waszych imion.-Uśmiechnął się łobuzersko.
-To Nina , a ja jestem Eray.-Chłopak wyciągnął rękę by uścisnąć mu dłoń.Jack odwzajemnił uścisk.-Jakbyś mógł zabierz nas gdzieś ,gdzie można coś zjeść.I Nina ma coś nie tak z nogą.Potrzebny uzdrowiciel.
-Do waszych usług.-Skinął głową i ruszył przodem
. -Pomóc ci Aniele?-Jack przystanął i odwrócił się.Spojrzał krzywo na Eraya który właśnie brał mnie na ręce.Czekał , aż odwrócił się i znów zaczął nas prowadzić.

*
Słońce zaczęło wschodzić zalewając białe miasto odcieniami czerwieni.
-Tu są łazienki.Nina możesz się wykąpać jak chcesz.Ktoś ci da jakieś ubrania.-Wskazał na kolejny biały budynek.Jak ja to miałabym zapamiętać?Wszystko tu wyglądało tak samo...-Tak jest kuchnia.Za godzinę podadzą śniadanie...A tam , tam są sypialnie.Chodźcie , weźmiemy wam pokoje.
-Możemy wziąć tylko dwa.Jeden dla mnie i dla Niny, a drugi dla Gigi.
-Nie byłoby problemu gdybyście jednak wzięli trzy.Mamy dużo pokoi na zbyciu.Po co macie się cisnąć w jednym?
-Bo mamy taką ochotę...-Jack udał że tego nie słyszał i poprowadził nas w kierunku mieszkań.
Wielkie drewniane drzwi były otwarte.Więc od razu weszliśmy do środka.Siedziała tam drobna jasnowłosa kobieta.Coś szyła z zielonej tkaniny.
-Witam was.Cześć Jack.-Uśmiechnęła się zalotnie do chłopaka.-W czym mogę pomóc ?
-Hej Alicja.Potrzebujemy trzech pokoi...
-Dwóch.-Poprawił go Eray.
-Niech wam będzie..Dwóch pokoi.
-Już się robi zobaczę co mamy.-Alicja podeszła to niewielkiego regału stojącego przy drzwiach.Otowrzyła pierwszą szufladę , gdy ja otworzyła ukazał się cały stos , poukładanych w rzędy kart.Przeszukała je po kolei, aż wyciągnęła dwie z nich.-O to jest.-Uśmiechnęła się do nas szeroko i podała nam nasze karty.-Pokój numer dwanaście i trzynaście.Proszę podpiszcie tu i możecie już iść do pokoju .
Podała nam czarne pióro.Eray podpisał obie karty.Po czym ,ze mną na rękach, przeszedł przez pierwsze drzwi w poszukiwaniu pokoi.Budynek był bardzo przytulny.Na ścianach zamiast farby , była gruba kudłata tapeta.Futerko na ścianie było białe jak cała reszta , z jednym wyjątkiem.A dokładniej , wzdłuż korytarza ciągnęły się czarne wzory wyróżniające się na tle całej reszty.Wyglądały trochę jak herb.Korona ,z po wywijanymi bokami , nad koroną wznosił się smok trzymający ciernistą różę.
-To nasz pokój.-Stanęliśmy przed pokojem numer 12.-To wchodzimy.
Eray pchnął drzwi , Te otworzyły się na oścież uderzając przy tym w ścianę.Chłopak wszedł do pokoju ze mną na rękach.Kojarzyło mi się to z filmami jakie oglądałam.Mężczyzna w czarnym garniturze przechodzi przez próg , trzymając na rękach swoją nowo upieczoną żonę. Zrobiło mi się gorąco na tą myśl.Eray ubrany na czarno , stojący z nią przed ołtarzem...Było by pięknie.Uśmiechnęłam się do swoich myśli, i zabrałam się za oglądanie nowego lokum. Zauważyłam że Jacka zgubiliśmy gdzieś po drodze.Pewnie sam się odłączył.Więc zamknęłam drzwi.(...)


jak komuś się to spodoba..( może znajdzie się jedna czy dwie osoby ;/ ) to całość 9 to co do tej pory napisałam ) jest na moim blogu

wpisujcie w google : zmoja książka "paalonora"

za każdą krytykę jak i pozytywne komentarze będe wdzięczna