Trojga świec czuwanie  zobacz opis świata »

Dopis 2: Gospoda udzielała schronienia...

« poprzedni dopis
 

roślinawędrowna 4

Od: 29.05.2010,aktywny: dawno temu

Tekstów: 0,

Dopisów: 8,


***
Gospoda udzielała schronienia wszelkim nocnym wędrowcom, więc jej właściciel zadbał, aby na tę późną porę zmieniał go w pracy jego syn. Młody Bohr uwielbiał ciemność, służyła mu i kiedy wszyscy byli już zmęczeni, on dopiero nabierał werwy. Niestety pustki przy stołach nie mogły zapewnić mu towarzystwa, a energia go rozpierała, więc zmuszony był mówić do swych znajomków w odrobinę nietypowy sposób - zapisywał długie korespondencje. Siedział przed dębowym stołem i właśnie moczył pióro, kiedy zszedł do niego tajemniczy gość, który wydał mu się trochę dziwny, a jednocześnie nic szczególnie niepokojącego przecież nie było w jego miłym uśmiechu, typowym dla kogoś, kto bardzo się pilnuje, aby nie ukazać swych prawdziwych uczuć. W tych niespokojnych czasach właściwie każdy starał się niewiele dawać po sobie poznać. Pragnąc nie budzić podejrzeń, paradoksalnie zmuszali swoich rozmówców, aby ci mieli się na baczności. Nieznajomy również popełniał ten błąd.
- Chłopcze, czy już się o mnie pytali? - Te słowa zdradziły przyczynę jego obaw.
- Nikt, cicho tu, jak każdej nocy - odpowiedział szczerze syn Bohra. - Mogę zrobić dla pana tę przysługę i zamknąć gospodę, abyś już nie lękał się. - Próbował w ten sposób go uspokoić, gdyż zauważył, że ten wyraźnie drżał.
- Wolę, aby to miejsce sprawiało wrażenie beztroskiej gospody, gdzie każdy może wejść i napić się piwa z miodem. Wiecie, słynę z tego, że wszędzie wprowadzam zamęt. Teraz się chronię przed tak widocznymi oznakami mojego przybycia. - Nieświadomie w ten sposób zaniepokoił chłopca, który powoli zbierał teraz myśli.
Odwrócił się i wkroczył na górę po trzeszczących schodach. Akurat w chwili gdy w progu stanął kolejny przybysz, który nie był w stanie go rozpoznać, dosytrzegłszy jedynie, kryjące się na piętrze, nogi. Wyglądał jak typowy mieszczanin, bez charekterystycznych cech, bardzo pospolity człowiek, ubrany dość skromnie, ale i tak nosił się elegancko. Właściwie można było rzec, że jest to człowiek bez twarzy. Jego oblicze składało się z elementów, które najczęściej powtarzały się u ludzi. Miał brązowe, odrobinę rozczochrane i zmoczone potem włosy, nos delikatnie zakrzywiony, na policzkach zaznaczały się słabe rumieńce, a zęby jego już prawdopodobnie dawno pożółkły. Pamiętając słowa nieznajomego, młody Bohr uśmiechnął się serdecznie i pozdrowił skinieniem głowy wchodzącego mieszczanina.
- Witamy w naszych progach, zapewnimy panu spokojny nocleg - rzekł usłużnie.
- Hm, jeśli nie stanowiłoby to problemu, czy mógłby pan, powiadomić mnie, kiedy następnym razem tu zajrzę, czy ktoś nie próbuje tutaj wprowadzać swoich zasad? - Mężczyzna, to mówiąc, wydawał się całkiem sympatyczny, ale mogła to być tylko poza, tym bardziej syn właściciela stał się nieufny. Teraz już nie wiedział, kto zasługuje, aby mu służyć.
- W życiu nie pozwoliłbym na to, ale jeśli tak się stanie, z miłą chęcią pana o tym powiadomię - zabrzmiało to dokładnie tak szczerze jak zaplanował.
- Zatem dobrej nocy, nie zabawię tu już dłużej - pożegnał się.
Przyszły szef gospody w ten sposób mocno skołowany, już naprawdę nie wiedział, komu wierzyć. Pozostały jeszcze stare reguły dobrego wychowania, że dopóki człowiek nie okaże się wrogiem, nie warto na niego donosić.
 
« 1 2
Oceń dopis: |
 

Komentarze: 0

Aby móc dodać komentarz musisz być zalogowany.