***
Jak przewidziała Justyna, szli spać grubo po północy. Z uwagi, że Pat też miała jeszcze tej nocy nocować u Justyny, przez dłuższą chwilę trwała konfrontacja, kto z kim śpi i gdzie? Jednak udało się wszystkich rozlokować.
Ranek był zbyt pochmurny, by komukolwiek chciało się wstać. Dopiero koło 11 -tej Zdzisławowi udało się ściągnać całe towarzystwo do kuchni.
- Jak ktoś w ciągu dziesięciu minut nie zjawi się w kuchni, nie dostaje dziś śniadania!
Schodzili się powoli w piżamach, na które panie narzuciły szlafroczki.
- Co na śniadanie? - Monika ziewnęła zaraźliwie, w odpowiedzi słysząc ziewanie pozostałych, co wprawiło wszystkich w dobry humor.
W dzień każdy chodził swoimi drogami, dopiero koło szesnastej Elżbieta zawołała:
- No moi drodzy, widzę pierwszą gwiazdę, zapraszam wszystkich do stołu...
W rogu różnorodnymi światełkami błyskała choinka, Elżbieta stojąca przed nią trzymała opłatki.
- Moi najdrożsi... Nadchodzą święta. O szczerych życzeniach każdy z nas pamięta. Korzystając z tej chwili, życzę Wam mnóstwo miłości. I mnóstwo wzruszeń przy wspólnie śpiewanej kolędzie...I nadziei, że Nowy Rok jeszcze lepszy będzie.
Uśmiechając się składali sobie na wzajem życzenia, łamiąc się opłatkiem. W pewnej chwili Elżbieta zaintonowała kolędę "Bóg się rodzi...", pozostali włączyli się do śpiewu. Daniel objął ramieniem Justynę, Zdzisław ujął rękę Elżbiety, Monika spoglądała na wszystkich roziskrzonym wzrokiem.
-Kocham was - powiedziała półgłosem, gdy ucichły ostatnie dźwięki kolędy.
-My ciebie też - ojciec przytulił córkę i ucałował ją w czoło.
- A teraz siadajmy do stołu. - Elżbieta usiadła wskazując mężowi krzesło obok siebie. Pierwsze minuty jedli w milczeniu, jednak już po chwili Monika z Patrycją rozpoczęły swoje zwykłe przekomarzania.
- Jak ładnie dzisiaj wyglądasz. - Szepnął cicho Daniel wprost w ucho Justyny - Kocham cię.
Jak przewidziała Justyna, szli spać grubo po północy. Z uwagi, że Pat też miała jeszcze tej nocy nocować u Justyny, przez dłuższą chwilę trwała konfrontacja, kto z kim śpi i gdzie? Jednak udało się wszystkich rozlokować.
Ranek był zbyt pochmurny, by komukolwiek chciało się wstać. Dopiero koło 11 -tej Zdzisławowi udało się ściągnać całe towarzystwo do kuchni.
- Jak ktoś w ciągu dziesięciu minut nie zjawi się w kuchni, nie dostaje dziś śniadania!
Schodzili się powoli w piżamach, na które panie narzuciły szlafroczki.
- Co na śniadanie? - Monika ziewnęła zaraźliwie, w odpowiedzi słysząc ziewanie pozostałych, co wprawiło wszystkich w dobry humor.
W dzień każdy chodził swoimi drogami, dopiero koło szesnastej Elżbieta zawołała:
- No moi drodzy, widzę pierwszą gwiazdę, zapraszam wszystkich do stołu...
W rogu różnorodnymi światełkami błyskała choinka, Elżbieta stojąca przed nią trzymała opłatki.
- Moi najdrożsi... Nadchodzą święta. O szczerych życzeniach każdy z nas pamięta. Korzystając z tej chwili, życzę Wam mnóstwo miłości. I mnóstwo wzruszeń przy wspólnie śpiewanej kolędzie...I nadziei, że Nowy Rok jeszcze lepszy będzie.
Uśmiechając się składali sobie na wzajem życzenia, łamiąc się opłatkiem. W pewnej chwili Elżbieta zaintonowała kolędę "Bóg się rodzi...", pozostali włączyli się do śpiewu. Daniel objął ramieniem Justynę, Zdzisław ujął rękę Elżbiety, Monika spoglądała na wszystkich roziskrzonym wzrokiem.
-Kocham was - powiedziała półgłosem, gdy ucichły ostatnie dźwięki kolędy.
-My ciebie też - ojciec przytulił córkę i ucałował ją w czoło.
- A teraz siadajmy do stołu. - Elżbieta usiadła wskazując mężowi krzesło obok siebie. Pierwsze minuty jedli w milczeniu, jednak już po chwili Monika z Patrycją rozpoczęły swoje zwykłe przekomarzania.
- Jak ładnie dzisiaj wyglądasz. - Szepnął cicho Daniel wprost w ucho Justyny - Kocham cię.


