***
Jako prezes poczułam się zołzą naczelną i postanowiłam pierwszą Pracę jakoś ukierunkować.
- Dobra - powiedziałam z entuzjazmem. - To idziemy do galerii handlowej i zakupisz sobie komsetyki!
- Zwariowałaś? To nieekonomiczne - zdegustowała się Elf.
- No ja wiem, że lepiej wydać na mecz, ale to jest wyższy cel - zauważyłam. - Zrobimy zrzutkę, co by się Tesska nie zrujnowała tak na samym wstępie naszej działalności.
- A później już może? - zaciekawiła się nietaktownie Sad.
- Nie chcę się zrujnować! - wykrzyknęła rozdzierająco nasza ofiara. Poczułam coś w rodzaju wyrzutów sumienia.
- No dobra - powiedziałam ugodowo. - Będziesz udawała, że chcesz kupić kosmetyki.
Elf spojrzała na mnie krytycznie.
- I co jej to niby da? Jesteś kompletnie odmóżdżona, nie będziesz ze mną meczu oglądała!
- Sama jesteś podmiot odmóżdżony. W chałupie nauczy się pi razy drzwi malować, a chrzest bojowy przejdzie w jednej z drogerii w galerii! Umaluje się tamtymi badziewiami i w ogóle. A żeby ich używać bezkarnie będzie symulować chęć zakupu. Zaś potem będzie czarować uśmiechem! - Ucieszyłam się znienacka.
Sad palnęła się dłonią w czoło, bowiem zwykłe popukanie się palcem widać jej nie wystarczyło. Jaka zachłanna!
- Wszystko świetnie - warknęła Tess, nieco blada na obliczu. - Kiedy zaczynamy?
- A może byśmy podpisały krwią pakt? - wystrzeliła znienacka Elf. Spojrzałyśmy na nią dziwnie. - No co. - Spłoszyło się uszate stworzenie. - Ewentualnie możemy herbatą, dużo jej tutaj...
- Zwariowałaś, herbatę będziesz marnować! - zdenerwowałam się.
- Twoją możemy zmarnować, bo i tak jest już zepsuta!
- Jak to zepsuta?!
- To normalnie. Prawie łyżka w niej staje, bo tyle cukru. To jakiś ulepek, co ja mówię, uklep jest! Więc przynajmniej nie pójdzie na zmarnowanie i będzie z tego jakiś pożytek.
Obraziłam się na śmierć i życie.
- Sama jesteś uklep i to w dodatku umysłowy! To ja już wolę krwią się podpisać, a herbatę wypić!
W moim żołądku się nie zmarnuje!
Elf zamyśliła się głęboko.
- No w sumie może ci w biodra pójdzie i siatkarze cię nie będą chcieli... - Entuzjazm zapalił się na elfiej facjacie wielkim reflektorem.
Tesska chrząknęła i zezygnowałam chwilowo z rzucenia się na Elfa z pazurami.
- A może po prostu podpiszemy się długopisem...?
- Zwariowałaś!
- Trochę dramatyzmu!
- Zero wyczucia chwili, Tess!
Tessce opadły ręce.
- To ja już wolę się chyba malować... - jęknęła.
Jako prezes poczułam się zołzą naczelną i postanowiłam pierwszą Pracę jakoś ukierunkować.
- Dobra - powiedziałam z entuzjazmem. - To idziemy do galerii handlowej i zakupisz sobie komsetyki!
- Zwariowałaś? To nieekonomiczne - zdegustowała się Elf.
- No ja wiem, że lepiej wydać na mecz, ale to jest wyższy cel - zauważyłam. - Zrobimy zrzutkę, co by się Tesska nie zrujnowała tak na samym wstępie naszej działalności.
- A później już może? - zaciekawiła się nietaktownie Sad.
- Nie chcę się zrujnować! - wykrzyknęła rozdzierająco nasza ofiara. Poczułam coś w rodzaju wyrzutów sumienia.
- No dobra - powiedziałam ugodowo. - Będziesz udawała, że chcesz kupić kosmetyki.
Elf spojrzała na mnie krytycznie.
- I co jej to niby da? Jesteś kompletnie odmóżdżona, nie będziesz ze mną meczu oglądała!
- Sama jesteś podmiot odmóżdżony. W chałupie nauczy się pi razy drzwi malować, a chrzest bojowy przejdzie w jednej z drogerii w galerii! Umaluje się tamtymi badziewiami i w ogóle. A żeby ich używać bezkarnie będzie symulować chęć zakupu. Zaś potem będzie czarować uśmiechem! - Ucieszyłam się znienacka.
Sad palnęła się dłonią w czoło, bowiem zwykłe popukanie się palcem widać jej nie wystarczyło. Jaka zachłanna!
- Wszystko świetnie - warknęła Tess, nieco blada na obliczu. - Kiedy zaczynamy?
- A może byśmy podpisały krwią pakt? - wystrzeliła znienacka Elf. Spojrzałyśmy na nią dziwnie. - No co. - Spłoszyło się uszate stworzenie. - Ewentualnie możemy herbatą, dużo jej tutaj...
- Zwariowałaś, herbatę będziesz marnować! - zdenerwowałam się.
- Twoją możemy zmarnować, bo i tak jest już zepsuta!
- Jak to zepsuta?!
- To normalnie. Prawie łyżka w niej staje, bo tyle cukru. To jakiś ulepek, co ja mówię, uklep jest! Więc przynajmniej nie pójdzie na zmarnowanie i będzie z tego jakiś pożytek.
Obraziłam się na śmierć i życie.
- Sama jesteś uklep i to w dodatku umysłowy! To ja już wolę krwią się podpisać, a herbatę wypić!
W moim żołądku się nie zmarnuje!
Elf zamyśliła się głęboko.
- No w sumie może ci w biodra pójdzie i siatkarze cię nie będą chcieli... - Entuzjazm zapalił się na elfiej facjacie wielkim reflektorem.
Tesska chrząknęła i zezygnowałam chwilowo z rzucenia się na Elfa z pazurami.
- A może po prostu podpiszemy się długopisem...?
- Zwariowałaś!
- Trochę dramatyzmu!
- Zero wyczucia chwili, Tess!
Tessce opadły ręce.
- To ja już wolę się chyba malować... - jęknęła.


