ELIKSIR MŁODOŚCI  zobacz opis świata »

Dopis 2:John Kawa co kilka minut...

« poprzedni dopis
 

Love 83

Od: 14.02.2010,aktywny: dawno temu

Tekstów: 23,

Dopisów: 213,


John Kawa co kilka minut wychodził na balkon żeby sprawdzić jak się mają pisklęta. Właśnie tam uwiły sobie gniazdo bociany którym co raz przynosił nowe frykasy. Były to robaki oraz tłuste, wijące się wokół palca dżdżownice, które wykopał z ziemi przejawiając przy tym jakiś dziwny entuzjazm.
- Jak tak dalej pójdzie to nie będziemy mieli nic do roboty- para dorosłych bocianów wymieniła porozumiewawcze spojrzenia, po czym pan bocian zerwał się i ruszył w kierunku dryfującej w powietrzu płachty gazety którą zamierzał przebić dziobem.
- Jeśli się nudzisz to może byś skoczył do skowronków, niech wpadną wieczorem, oni tak pięknie śpiewają- rozmarzyła się pani bocianowa składając skrzydła jak do pacierza.
John Kawa nie bardzo zdawał sobie sprawę z ptasiej konwersacji, zapamiętale karmił pisklęta którym wciąż było mało.
Lato było upalne toteż Kawa spocił się jak mysz.
- Jak przyjemnie by się było napić i rozkoszować jej orzeźwiającym smakiem-
pomyślał o herbacie, ale dobrze wiedział że przydał by się również korzeń żeńszenia, po który wybierał się już od dłuższego czasu.
Popatrzył w niebo gdzie kołysały się jasne łabędzie chmur. Nagle błysnęło, niespodziewanie przeciął je piorun, w powietrzu rozległ się łoskot a potem usłyszał jeszcze przeciągłe buczenie samolotu, który spokojnie przemierzał przestrzeń.
John zamknął drzwi od balkonu, starał się przy tym nie patrzeć jak bocianie pisklęta wyciągają do niego szyje i ruszył w kierunku szafy, gdzie spodziewał się znaleźć odprasowaną koszulę.

Jazda samochodem przyprawiała go o dreszcz podniecenia, jak zwykle kiedy zbliżał się do skrzyżowania z sygnalizacją świetlną poczuł w sobie wzmożoną uwagę.
"Kiedy coś zmieniasz w swoim życiu stajesz się innym człowiekiem. Kiedy zmieniasz świadomie, stajesz się świadomym człowiekiem"- przypomniał sobie słowa mistrza Czu zmieniając biegi. Wkrótce zmieniły się światła, żółte rozpłynęło się w zieleni, na autostradzie dodał gazu.
Po kilku minutach odnalazł zjazd na polną drogę która prowadziła do chaty. John wysiadł z samochodu i wyjął nóż. Wiedział że żeńszenia trzeba szukać gdzieś na wysokości gruntu, pod belkami, na prawo od wejścia do chaty. Wygrzebał korzeń i uśmiechnął się
sam do siebie. Teraz będzie się mógł napić porządnej herbaty. Nagle odkrył że w ziemi jest jeszcze coś, coś co było jedwabiste w dotyku i było zaplątane w sznurki. Zorientował się że to spadochron. Ponieważ był trochę brudny, pomyślał że odda go do pralni, ale nie miał pewności czy zdąży go odnieść z powrotem zanim odnajdzie się jego właściciel.
- Jeszcze mógłby pomyśleć że ktoś go zwędził- pomyślał John odkładając spadochron na miejsce.
Przez moment miał wrażenie że gdzieś zamigotały mu czyjeś skośne oczy, usłyszał szelest. Stanął nasłuchując, ale szelest nie powtórzył się. Doszedł do wniosku że mu się przywidziało i ruszył z powrotem.
 
Oceń dopis: |
 

Komentarze: 0

Aby móc dodać komentarz musisz być zalogowany.